Co się dzieje w moim umyśle?

with Brak komentarzy

Ten post miał być o czymś innym. Chciałam opisać moje postępy w Bootcampie Java. Byłam pewna, że będę sobie radziła na nim wyśmienicie. Byłam pewna, że każdego dnia znajdę 2-3 godziny na obejrzenie video, kodowanie samodzielne i jeszcze pogłębianie wiedzy we własnym zakresie.

I okazało się, że moje ambitnie ustawione cele w konfrontacji z moimi myślami i stanem emocjonalnym poległy. Nie daję rady.

Jest dobrze, jak jest dobrze

Wystarczyło jedno zdarzenie, które wytrąciło mnie z mojej rutyny. Choć dobrze wiem, że było jedynie iskrą, która zwiastowała pożar. Pożar okazał się klęską, jeśli chodzi o regularną naukę na bootcampie.

Kiedy mój mąż znalazł się w szpitalu, “znalazłam” pretekst, aby odpuścić naukę. W końcu miałam co innego na głowie, inne ważne rzeczy, prawda?

Wszystko grało od początku? No, nie do końca. Czułam od początku presję i to bardzo dużą. Leciałam z kolejnymi dniami bootcampu, ale czułam że tylko “dotykam powierzchnię” omawianych zagadnień. Wmawiałam sobie, że poczytam o tym w weekend itd… Nic takiego się nie działo. W weekend mój mózg mówił: ”wyłączamy światła i udajemy, że nas nie ma!”.

W tygodniu próbowałam nadganiać, raz z lepszym wynikiem, raz gorszym. Obecnie jestem “w plecy”, opóźniona do całej grupy o ok. 3 tygodnie. I żadne cudowne plany naprawcze nie pomogą mi ukończyć go w przewidzianym terminie, czyli w tym tygodniu( !!!! ).

I jest źle…

Mogła bym to odpuścić całkowicie, prawda? Po co się zajeżdżać, jak i tak nie osiągnę zamierzonego efektu? Mój mózg właśnie takie rozwiązanie podsuną w pierwszej chwili, gdy zdałam sobie sprawę z krytycznego położenia. I dodatkowo zaczął pokazywać mi, czym mogłabym się zająć zamiast Java.

Skakanie z tematu na temat, z kursu na inny, nie kończenie poszczególnych projektów, kiedy z różnych powodów idzie mi gorzej…To standardowe moje działanie. Tak działa mój mózg. Dodatkowo wymyśla setki, jeśli nie tysiące nowych, ekscytujących projektów.

Tak powstał nowy cykl tematyczny na mojej drugiej stronie – piszę jak zabrać się do stworzenia własnego sklepu online (zapraszam na blog oraz newsletter).

Co mi przypomina, że powinnam odświeżyć zapis na newsletter….aaaaa… i jeszcze kilka kolejnych rzeczy pojawia mi się na mojej wewnętrznej liście zadań do realizacji. Stronę też musiałabym odświeżyć…ehh…. zadania pączkują.

Co robię?

Mój mózg zawsze mi to robi – przeskakując z tematu na temat nie pozwala mi porządnie dokończyć jednego, aby zająć się czymś następnym. Dlatego jestem “pani-lista”. Bez list byłabym zgubiona. Pod drugim odhaczonym zadaniu – zapomniałabym, że jest coś jeszcze do zrobienia. I nie jest to zapominalstwo. Raczej jest to mocny syndrom ”słomianego zapału”. Lub bardziej natłoku rzeczy, które chcę robić. Jest tego tyle, że tylko muskam poszczególne rzeczy…Ehh…
Nawet jeśli miałabym więcej czasu, chęci, samodyscypliny itd…. nadal byłoby wiele rzeczy do poznania, przerobienia, przeczytania, wdrożenia…

Może zabrzmi to dosyć ekscentrycznie, ale kiedy jestem w takim stanie to pomaga medytacja. W niedzielę wieczorem mam zawsze czas na dłuższą medytację (nikt nie przeszkadza – przez godzinę mnie nie ma😎). Siadam i zaczynam … medytować, a jeśli kiedykolwiek próbowałaś medytować to wiesz, że właśnie w tym momencie do głowy przychodzą wszystkie myśli, których nie słyszałaś przez dzień… mają miejsce, aby się pojawić.

Obok mnie leży planner i pióro. Zapisuję wszystkie hasłowo. Bootcamp. Złe cele. Zmiana celów. Co do końca roku. Wypisuję wszystko…. Możesz się zdziwić, ale w końcu zaczynasz zauważać kolejne myśli, ale pozwalasz im odejść, nie zapisujesz ich. Akceptujesz, że są, pojawiają się. I nie łapiesz ich.

Po takiej sesji patrzę na zapisane rzeczy i wykreślam😄. Wykreślam to co faktycznie powinno zniknąć z mojego życia, bo nie warto trzymać coś co ciągnie cię w dół i zużywa Twoją energię.

Wnioski

Ostatnim etapem, bardzo ważnym jest wyciąganie wniosków z własnych przemyśleń. Nawet jeśli mój umysł dalej bombarduje mnie nowymi pomysłami to wiem, że:

  • wszystkiego nie zdołam zrobić,
  • nie wszystko należy realizować,
  • nie wszystko będzie z korzyścią dla mnie ,
  • nie wszystko będzie z korzyścią dla innych,
  • nie wszystkie pomysły są dobre.

Jaki mam plan na ostatni kwartał tego roku?

  1. Spokojnie działam z cyklem o sklepie online.
  2. Kończę bootcamp w swoim tempem (dostęp do materiałów mam na rok, więc spokojnie…).
  3. Kiedy poradzę sobie z bootcampem – wracam do front-endu, który zaniedbałam, bo to jest mi teraz najbardziej potrzebne.

Takie postawienie sprawy będzie z korzyścią dla mnie i innych. Zestresowana i pod ciągłą presją mogę nie wywiązywać się z innych zadań najlepiej jak potrafię. Zawsze trzeba postawić sprawę jasno i przyznać się sama przed sobą, że może założenia były zbyt ambitne i trzeba je …obniżyć. To nie oznacza, że jesteś głupsza, brak Ci samodyscypliny. To oznacza, że jesteś samoświadoma. Własne zalety i wady bierzesz jako ogół. Nikt nie jest idealny, a tylko jeśli jesteś tego świadoma Twoje życie nie zamieni się w ciągłą walkę i szarpaninę.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz

Solverwp- WordPress Theme and Plugin