Bezmyślność

with Brak komentarzy

Czasem nie zdajemy sobie sprawy jak nasze postępowanie czy słowa mogą ranić bliskie osoby.
Z racji, iż jest to blog osobisty, mogę się trochę pożalić…
Jestem zmęczona i zmartwiona, gdyż mały nadal gorączkuje i nie wiem dlaczego. Pani doktor nie pomogła. A ze strony, gdzie oczekiwałam wsparcia – niestety – usłyszałam całą litanię wyrzutów…
Smutno mi…

Źródło: http://sandrrraa.pinger.pl/

Wczoraj wypadała druga rocznica śmierci mojego taty. Nie będę o tym pisać, bo nadal jeszcze nie jestem w stanie. Nie wiem kiedy to nastąpi. Chciałam pójść na cmentarz, aby zapalić znicz na jego grobie.
Wszystko było OK. Mały został grubo ubrany, temperatura sprawdzona ( 36,8 st. ),…no to idziemy.
Pan mąż w miarę dobrym humorze. Trochę smarka i kasła. Żartuje, że to choróbsko zatacza kręgi i ciągle się od siebie zarażamy…
Pogoda jest pod psem.

{przepraszam wszystkie pieski }

Zachmurzone niebo nie wróży nic dobrego. Gdy już dotarliśmy na cmentarz – oczywiście zaczęło lać!
Istne oberwanie chmury! Pod jednym parasolem… 🙁
I Pan mąż zaczął swoje, bo jeszcze bardziej się rozchoruje, bo zawsze pada jak ja wymyślę,że chcę gdzieś wyjść,… i nie mógł się już powstrzymać… a jego nastrój coraz bardziej upodabniał się do aury… aż się obraził i na moje normalne pytania nie reagował. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam:
Czy to moja wina,że pada??
Już miałam dość jego zachowania. Rzadko kiedy zachowuje się jak dziecko, ale wtedy “przegiął pałę”. Posypało się: to moja wina,że mały choruje, bo chciałam, aby poszedł do żłobka i załapał tam tego wirusa/ bakterię… Rozumie, że źle się czuł i ten deszcz jeszcze….
Ja ogólnie bardzo dużo rozumie, ale też mam swoje granice…też jestem nie doleczona, zmartwiona, przemęczona, bo po nocach nasłuchuję czy z Adasiem wszystko OK…
Ale to nie ważne. Ważne, że jemu jest źle…

Zdenerwowana zapytałam go czy zamierza czekać, aż deszcz przestanie padać czy idziemy na przystanek autobusowy i wracamy do domu. A on co? Że nic nie zamierza! Wkurzyłam się, no! I w tym deszczu, bez parasola, z Adasiem na rękach poszła sobie na przystanek. Zawołał za mną: gdzie lezę?! To i w tym samym tonie odpowiedziałam, że na przystanek.
Autobus był za 20 minut. Pan mąż łaskawie dołączył do nas. Ale już przez cały wieczór nie odezwał się do mnie. Nawet jak go pytałam czy nie chce herbaty. No, normalnie ciężka obraza!
Dziś rano jak wrócił z nocki jeszcze się do mnie nie odzywał; zobaczymy jak wstanie czy mu przeszło.

A co z tą bezmyślnością? Nie zdawał sobie, że tak pochopnie wypowiedziane w złości słowa mnie zraniły. Zraniły mnie do tego stopnia, że się popłakałam.

{ dobrze, że padał deszcz i nie było tego widać }

Poza tym nie zdawał sobie sprawy, że mówiąc takim tonem głosu przestraszył Adasia. Popłakiwał sobie niespokojny, bo nie wiedział co się dzieje i dlaczego…

{ przytulałam go i mówiłam łagodnie, by się uspokoił…biedactwo był świadkiem sytuacji, jaka nie powinna w ogóle powstać 🙁 } 

Słowa ranią.
Często niestety zapominamy o tym. A jeszcze częściej zdarza się niektórym zapomnieć, że małe dziecko słyszy nie tylko słowa, ale i ton głosu…
Zważajmy na słowa.

Aktualizacja 27.09, godz. 7:19 – PRZEPROSIŁ…

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz

Solverwp- WordPress Theme and Plugin