Samodyscyplina czy motywacja? Zaplanować trzeba.

with Brak komentarzy

Czym się różni samodyscyplina od motywacji? Dlaczego ta pierwsza uważana jest za ciężką do utrzymania?
W ogóle potrzebujemy samodyscypliny w życiu? Po co nam ona? I najbardziej nurtujące pytanie: jeśli mamy motywację lub samodyscyplinę to po co jeszcze planować?!

Wiele pytań, nad którymi nie wielu z nas się zastanawia. Bo i po co tracić na to czas? Trzeba działać!

Samodyscyplina a motywacja

Pierwszą najistotniejszą różnicą jest na pewno to, że motywacje jest falowa. Raz „przypływa” i czujemy, że możemy przenosić góry, a innym razem „opada” (u mnie zazwyczaj po ok. 3 tygodniach od rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia).

Samodyscyplina, po jej wypracowaniu, utrzymuje się ciągle. Nie musimy martwić się spadkiem samodyscypliny, bo ona tak nie działa. Jej wypracowanie jest może trudniejsze, ale w perspektywie czasu, to najlepsze co może nas spotkać.

Musimy wybrać to albo to? NIE! Oba te dwa stany mogą współistnieć. I to jest w tym wszystkim piękne. Uzupełniają się nawzajem i żadne nich nie jest tym gorszym.

Dlaczego samodyscyplina jest ciężka do wypracowania i utrzymania? Z tych samych powodów, dlaczego nie możemy utrzymać uwagi na jednym zadaniu. Rozpraszacze działają destrukcyjnie na nasze przedsięwzięcia. To właśnie na ich kontrolowaniem powinniśmy pracować, a nie zastanawiać się co zrobić jak mi się nie chce.

Po co nam samodyscyplina?

Mamy motywację i mamy samodyscyplinę. Mamy rozpraszacze i mamy spadki motywacji. Mamy codzienne życie, które samo w sobie jest jednym rozpraszaczem😉. Nie jest możliwe odizolować się całkowicie od niego. A nawet jeśli uda się to w jakimś stopniu, to jeszcze są rozpraszacze wewnętrzne.

Jeśli tak jak ja cierpisz na nadmiar myśli, a twoje życie wewnętrzne to ciągły karnawał… No cóż – nie jest łatwo. Moje myśli zawsze biegły swoim torem. Nawet jeśli panowałam nad rozpraszaczami zewnętrznymi (co w sumie jest najłatwiejsze do utrzymania), to co się działo w mojej głowie, można nazwać ciągłym pędem. Wpadam na nowe pomysły czasem tysiąc razy na minutę. 90%tego nawet nie wypowiadam na głos, czy nie zapisuję. Z prostej przyczyny! Nie zdążę.

Aby uspokoić ten wewnętrzny harmider w głowie, zaczęłam praktykować medytację. Trochę pomogło, ale nawet wtedy czasem uświadamiam sobie, że w myślach powtarzam: to jest myśl lub wdech i wydech 😊.
Nie da się całkowicie wyłączyć biegu myśli. A myśli to paliwo dla naszej motywacji i samodyscypliny.

To dzięki myślom wpadamy na jakiś pomysł i zapalamy się do niego. Początkowa motywacja jest utrzymywane przez optymistyczne myśli. To cudowny stan, jesteśmy jak na haju. Endorfiny działają i bardzo nam się chce. W moim przypadku po ok. 3 tygodniach od rozpoczęcia projektu następuje pierwszy kryzys. W tym momencie może zdarzyć się wszystko. Mogę zarzucić projekt. Mogę wykonywać poszczególne zdania na poziomie minimalnym. Tak, aby przebyć tę mieliznę, z jak najmniejszą stratą tego, co już osiągnęłam. Po mniej więcej tygodniu (jeśli się utrzymam) następuje kolejny przypływ motywacji. Jeśli nie nastąpi tragedia w postaci „ciotek dobra rada” – projekt będzie toczył się dalej.

Trzeba pamiętać, że poza motywacją, mamy też demotywację. I ona podobnie dzieli się na siły wewnętrzne i zewnętrzne. Tu mocniejszy wpływ na nas ma demotywacja zewnętrzna.
Te wszystkie dobre dusze chcące nam pomóc, a wywierające przeciwny wpływ. Niektóre osoby potrafią „sączyć jad”. Robią to tak umiejętnie, że czasem same nie zauważamy, kiedy ich słowa zaczynają krążyć w naszych głowach.

Po co ta samodyscyplina? Właśnie, aby przeciwdziałać demotywatorom i rozpraszaczom. Kiedy mamy wypracowana samodyscyplinę to nie zastanawiamy się, czy nam się chce, czy nie? Działamy. Nie przeszkadzają nam demotywatory zewnętrzne, bo mamy do wykonania konkretne zadanie. Działamy na poziomie czysto fizycznym, praktycznym. Wpływ emocjonalny na to zadanie prawie nie istnieje. Możemy zadanie lubić lub nie, ale wykonujemy je.

Samodyscyplina pomaga nam osiągnąć nasze cele, kiedy wokół nas (i wewnątrz nas) działa wiele czynników demotywujących i rozpraszających.

A muszę wszystko planować?

Ale sama samodyscyplina i motywacja to trochę za mało, jeśli chcemy osiągnąć cel. Potrzebujemy do tego jeszcze planu, harmonogramu działania.

Przygotowując plan działania, realizacji jakiegoś projektu możemy zobaczyć, co będzie nam potrzebne, gdzie możemy oczekiwać trudności (i przygotować środki zaradcze zawczasu). Plan projektu to nasza mapa z zaznaczonymi mieliznami, wyspami, do których musimy dopłynąć. Mamy też zaznaczone prądy i niebezpieczne wody, terytoria, gdzie grasują piraci. Ale też mamy (jak na każdej mapie morskiej) „różę wiatrów”, która symbolizuje bezpieczny powrót do domu. Dzięki temu symbolowi zawsze trzymamy właściwy kierunek, bez różnicy, jaki wieje wiatr.

Ale sam plan, nawet najdokładniejszy i przygotowany z najwyższą starannością nie wpłynie na realizację projektu i trzymanie się samodyscypliny. Kiedy mamy już wszystkie najważniejsze punkty i zagrożenia przemyślane i zapisane, czas na harmonogram.
Ustalisz go na najbliższy miesiąc działania i będzie ok. Gdy ten okres będzie zbliżał ku końcowi – w harmonogramie pojawią się zadania na następny miesiąc. I tak do zrealizowania projektu, osiągnięcia celu.

Każde codzienne malutkie zadania to kolejny kamyczek na drodze do celu. A trzymając się analogii z podróżą morską to, zadanie jest każdym przepłyniętym odcinkiem oceanu, każdą zmianą wiatru, pojawieniem się potwora morskiego.😁

Jednym z częstszych pytań dotyczących planowania jest, czy trzeba planować WSZYSTKO? Odpowiedź jest prosta: nie. Nie musisz wszystkiego planować. Jeśli w pewnych obszarach działasz już rutynowo – nie zapisujesz tego do harmonogramu. Wpisujesz to, co chcesz wypracować np. treningi. Na początku praktykowania jogi i medytacji wpisywałam (blokowałam sobie czas) takie zadanie w kalendarzu Google. Po co? Aby przychodziło mi przypomnienie, jeśli zbliżał się odpowiedni czas na praktykę. Obecnie już tego nie potrzebuję. Codziennie rano wstaję i mam swój rytuał – kilka zadań połączonych ze sobą, które wykonuję dzień w dzień. Nie musi mi nic o tym przypominać.

Nawyki do wypracowania potrzebują planu, harmonogramu. Wtedy jest łatwiej. Samodyscyplina jest nawykiem. Działamy, nie zastanawiając się czy chce nam się, czy mamy do tego motywację. Zazwyczaj okazuje się, że jak już zaczniemy wykonywać dane zadanie , to już później jest łatwiej w tym wytrwać.

Motywacja jest dobra. Daje nam kopa do działania, ale samodyscyplina pozwala nam dobrnąć do końca tej podróży. Bez niej nie popłynęlibyśmy zbyt daleko. Pielęgnuj motywację, ale pracuj nad samodyscypliną.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz