Batalia o szkołę.

with Brak komentarzy

Wspominałam o moim, naszym problemie ze szkołą w ostatnim newsletterze (jeśli nie jesteś zapisana, to możesz to zrobić TUTAJ>>> lub przez formularz obok wpisu).

Od września Starszak powinien iść do szkoły podstawowej. I pójdzie, a jakie perypetie mieliśmy po drodze, opiszę poniżej 😉.
Już wcześniej pisałam, że nasz starszy syn potrzebuje trochę innej opieki niż każde inne dziecko. Dlatego ten etap w naszym życiu bardzo mnie stresuje.

Podejrzenia

Cała historia zaczęła się już dużo wcześniej. To nawet nie o to chodzi, że bagatelizowałam sygnały. Starszak był moim pierwszym dzieckiem i praktycznie polegałam na opinii innych osób, które z racji wykonywania swojego zawodu powinni się znać na rozwoju dzieci. Na bilansie dwulatka nikt nie zwrócił uwagi, że z jego mową coś jest nie tak.

W tym poście już coś podejrzewałam, ale zrzuciłam to na specyficzny typ osobowości.

Wcześniej przebywał w żłobku i według pań, które się nim opiekowały, nie było nic niepokojącego z jego zachowaniem. Ufna osobom, które niejednym dzieckiem się opiekowały, żyłam w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.

Nie było. Powinnam działać wcześniej.

Teraz nie ma to już większego znaczenia. Czasu nie zawrócę. Trzeba patrzeć, co można w obecnej sytuacji zrobić.

Działanie

Zawsze wolę wiedzieć nawet najgorszą diagnozę niż żyć w niewiedzy i tkwić w miejscu. Kiedy w końcu dowiedziałam się, jakie dysfunkcje ma mój starszy syn, owładnęły mną uczucia i myśli niezbyt miłe. Miała wyrzuty sumienia, że to przeze mnie, że nie dbałam, nie interweniowałam na czas… Gniew, smutek, frustracja, złość na siebie i innych… Pełna plejada odcieni wszelkich stanów emocjonalnych z zabarwieniem mocno pesymistycznym.

Ale! Po ty okresie nastąpiło przebudzenie i wstąpiła we mnie energia oraz chęć działania. Więcej pisałam o tym w zeszłym roku, kiedy Starszak dostał diagnozę.

To było dokładnie rok temu…

Teraz mamy następny problem związany ze Starszakiem. I zauważam w sobie jakąś tendencję lub sposób reagowania na sprawy związane z nim. Obecnie znów musiałam się uporać z ogromem emocji i rozpaczy…

Zasugerowano nam, aby przebadać syna pod kątem Zespołu Aspergera. Wmawiano mi, że jeśli będzie miał orzeczenie dotyczące tego właśnie zaburzenia, to w szkole będą mogli syna traktować lepiej, że dostanie nauczyciela wspomagającego. Takiego Anioła Stróża. W pierwszym momencie przyznałam, że to by było najlepsze rozwiązanie. Ucieszyłam się, że w końcu ktoś podsuwa mi możliwości do wykorzystania dla dobra syna. Jednak radość była przedwczesna… Ale o tym później.

Co zrobiłam? Umówiłam syna do psychiatry dziecięcego, który zajmował się właśnie diagnostyką w tym kierunku. Wizyta prywatna, płatna, jak zwykle zresztą.
Pani doktor chyba bardzo się zasugerowała moim stanem emocjonalnym i (później już mi się tak zaczęło wydawać) na siłę zdiagnozowała syna jako „bardzo delikatnego Aspergera”. Sam nie miała pewności w 100%, dlatego kazała zrobić kolejne badanie. Tym razem dużo droższe. To nie tak, że żałuję pieniędzy na syna, o nie! Wręcz przeciwnie😎. Ale zastanowiło mnie to niezdecydowanie pani doktor i zaczęłam pytać o opinię o moim chłopcu osoby, które go znają trochę dłużej niż 15 minut.

Terapeutka SI i logopedka, pani wychowawczyni w przedszkolu… Każda z nich zdziwiła się diagnozą dotyczącą Zespołu Aspergera. Myślałam i myślała…

Terminu na te drugie badanie nie udało mi się załatwić, bo wyskoczyła sprawa pandemii. Zrządzenie losu trochę a trochę nie. Byłam wcześniej w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i złożyłam wniosek o orzeczenie dojrzałości szkolnej syna.
Wyszłam z założenia, że właśnie tam mogą mi podpowiedzieć, jak sprawa wygląda bez sugerowania czegokolwiek.

Plan awaryjny

Przez całą aferę Koronawirusa najbardziej cierpią nasze dzieci. Obecnie jestem w punkcie wyjścia, ale przynajmniej mam jakieś widoki na interweniowanie.

Koniec końców marzec się kończył, co oznaczało również koniec zapisów do szkoły podstawowej. Co miałam robić? Zapisałam syna do tej najbliżej nas, nie jest duża i wydaje się całkiem OK. Po rozmowie z panią dyrektor jak się sprawy mają, powiedziała ona, że później będziemy się martwić. Obecnie musimy jakkolwiek normalnie działać.

Rozmawiałam również z panią z PPP, gdzie po dowiedzeniu się, że chodzi nam generalnie o wskazanie mogących potencjalnie wystąpić problemów z synem, pani stwierdziła, że na razie nie mamy się czym martwić.

Po przeanalizowaniu tego wszystkiego na chłodno pomyślałam: „Co ma być, to będzie”. Będę reagować, kiedy zajdzie taka potrzeba. Na razie będziemy kontynuować (kiedy już przywrócą) wizyty u logopedki oraz zajęcia z gimnastyki korekcyjnej. Z końcem roku na pewno ustaną zajęcia z terapii SI. Pomyślę nad prywatnymi zajęciami i tyle.
Syn będzie przygotowany najlepiej, jak tylko w obecnej sytuacji zdołam go przygotować, a co ma być… Zobaczymy.

Apel do wszystkich rodziców, słuchajcie własnej intuicji. Pytajcie o opinię innych, ale wnioski wyciągajcie samodzielnie. Dla dobra własnego dziecka.

Jak będzie wyglądała edukacja starszaka w praktyce? Przekonamy się za pół roku.


Pamiętaj! To, co najważniejsze w życiu zależy wyłącznie od Ciebie i Twoich działań.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz