Dlaczego mi nie wyszło z Javą?

with Brak komentarzy

Programowanie od zawsze mnie interesowało. Od kiedy pamiętam, komputery, informatyka bardziej mnie ciekawiła, niż przerażała lub nudziła. W odróżnieniu od innych rówieśników z podstawówki. Lekcje informatyki w podstawówce (patrząc teraz na to) to była jedna wielka kpina🤣. Czterech dzieciaków przed jednym monitorem i … teoria do zeszytu.

Nawet to nie zniechęciło mnie ani nie odstraszyło od dowiedzenia się, jak to się dzieje, że te programy na komputerze działają.

właściwy cel

Jestem właśnie w trakcie przerabiania #kursoksiązki od Oli Budzyńskiej pod tytułem ” Cele i planowanie”. Choć generalnie nie mam problemu z planowaniem i realizowaniem własnych celów, to uświadomiłam sobie kilka bardzo istotnych rzeczy na ten temat.

W którymś rozdziale analizujemy, jak realizujemy lub nie cele, które sobie założyliśmy. To był bardzo pomocny rozdział.

Ja i język Java spotkaliśmy się po raz pierwszy jakieś pięć lat temu. Zakładałam, że chcę zmienić branżę na kodowanie, a Java jawiła mi się jako najlepszy wybór.
Było to bardzo ambitne z mojej strony. Wewnętrznie czułam, że to moja droga. Wiedziałam, że to tylko pierwszy krok na drodze do samospełnienia.

Robiłam bym to, co lubię najbardziej – kodowała.

Pierwszy cel do realizacji to poznanie nowego języka programowania na poziomie takim, aby móc ubiegać się o stanowisko juniora. Tu nastąpił pierwszy zgrzyt, bo poza znajomością Javy, okazało się, że potrzebuję posiadać jeszcze kilka dość kluczowych umiejętności.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła z tego planu działania. Miałam wszystko rozpisane. Wybrałam kurs online Javy i zakupiłam kosmicznie💫 drogą książkę o tym języku (Książka Cay S. Horstmann, Gary Cornell, „Java. Podstawy”). Kobyła straszliwa i przerobiłam jej część nawet…
Leciałam z kursem. I wszystko wydawało się, że zmierza w dobrym kierunku.

Nie przewidziałam kilku czynników. Mianowicie, w momencie, gdy dowiedziałam się, że szanse na pracę zdalną jako programistka Javy są znikome… opuścił mnie zapał do nauki.
Kolejne moduły realizowałam coraz rzadziej i miałam coraz mniej entuzjazmu.

Mój cel był błędny! Stąd problemy. Chciałam pracy jako programistka, a nie poznawania nowego języka. Bardziej skupiłam się na efekcie, a nie samym procesie zdobywania wiedzy i umiejętności.

Prawidłowy cel to: nauka Javy. Dlaczego? Bo programista tak na serio uczy się ciągle i ciągle… bez przerwy. Technologie się zmieniają i trzeba za tym nadążyć.

błędy, błędy

Głównym błędem był niewłaściwie określony cel. Tak jak wspomniałam wyżej. A kolejne bezpośrednio z nich wynikały.

Co z tą motywacją? Tak naprawdę nie zastanawiałam się nad nią, dopóki mnie nie przystopowało i nie wiedziałam co dalej. Omijałam kolejne sesje nauki, sesje stawały się coraz krótsze. Ogólnie, tak, zmuszałam się do tego, wymyślałam setki powodów, aby odroczyć kolejną sesję itd.

Motywacja się skończyła w momencie uświadomienia sobie, że moja praca, moja nauka nie pomoże mi osiągnąć zakładanego celu – zdobycia pracy juniora. I co mi się zdarza bardzo rzadko, poddałam się tej myśli.

Java jako język programowania nie należy do najłatwiejszej, to już Python jest bardziej przyjazny😊. W swej arogancji stwierdziłam, że oczywiście to coś dla mnie. To był drugi błąd. Odpowiedni poziom trudności celu to kluczowy parametr. Bez tego tracimy motywację i nawet nasza samodyscyplina może temu nie podołać. Zbyt mocno musimy się zmuszać, bo wewnętrznie czujemy, że nie damy rady. Ale przecież samo uczenie się frontendu to takie …. hmmm zwykłe i osiągalne dla innych, prawda? Cel musi być osiągalny przez nas.

Sądziłam, że dam radę sama. Eh, ileż to razy twierdziłam, że nie potrzebuję wsparcia! A bez tego ani rusz. To był trzeci błąd. Wsparcie. Pan Mąż widział tylko, że klikam w klawiaturę i nie rozumiał dlaczego „marnuję” czas na takie coś. Nie wyjaśniłam mu, dlaczego jest to dla mnie takie ważne.

Kolejnym błędem było ciągłe rozpraszanie się. Praca programistki była celem złożonym z kilku pomniejszych i każdy realizowałam w tym samym czasie. W moim przypadku był to nie wybaczalny błąd. Zauważyłam, że zawsze muszę się skupić tylko na jednym zadaniu. Nie stawiałam również za swój cel samego procesu uczenia się (jak wspominałam wyżej).
Nie miałam też planu awaryjnego na wypadek rozpraszania. Co zrobić, gdy codzienność będzie domagała się o uwagę? Nie miałam alternatywy. Uczyłam się z doskoku. Określałam jedynie, że musi to być codziennie, bez konkretnej godziny lub czasu, jaki na to przeznaczę.

Wszystkie te czynniki spowodowały, że pewnego dnia nie usiadłam do kolejnego modułu, nie przeczytałam kolejnego rozdziału z książki. A potem był kolejny taki dzień i kolejny.

Aż wreszcie pojawił się Bootcamp frontendu i całkowicie Java poszła w odstawkę.

Czy wrócę do Javy? Z pewnością. Kiedy? Nie wiem. Jak na razie mam bardzo malutki i całkowicie osiągalny cel dla mnie: uczyć się JavaScript. Sam proces poznawania (a raczej przypominania sobie na nowo) podstaw JS będzie w tym roku moim celem z zakresu kodowania.

A Ty jakie błędy popełniasz, kiedy określasz cel? Napisz w komentarzu lub w wiadomości.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz