Introwertyczka w święta.

with Brak komentarzy

Zdecydowanie bliżej mi do introwertyczni niż ekstrawertyczki. Przejawia się to w wielu obszarach mojego życia. Nie czuję wewnętrznej potrzeby udzielania się towarzysko, ale też nie jestem odludkiem.
Co moje usposobienie ma do świąt? Bardzo dużo, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy święta to „cyrk komercyjny”.

Co przeszkadza

Praktycznie na dwa miesiące przed świętami zaczyna się małe show. Tuż po zniknięciu ostatniego znicza z półek supermarketów, nieśmiało pojawiają się dyskretnie ozdoby świąteczne i czekoladowe mikołaje.

Tak ten świat wygląda, zwłaszcza w mieście, że chodzimy na zakupy. I coraz częściej wybieramy supermarkety, bo wszystko w jednym miejscu, bo promocje i wydaje się ciut taniej niż gdzieś indziej.
A przechadzając się po alejkach sklepowych wpada nam w oko jakiś reniferek lub szklane kuleczki do zawieszenia w oknie. Chcąc nie chcąc jesteśmy zalewani domniemaną atmosferą świąteczną.

Mam nadzieję, że coraz popularniejsze będą zakupy spożywcze online. W moim mieście jeszcze to nie jest możliwe. Zdecydowanie wolałabym taką opcję zakupów. Dlaczego? Nie jestem narażona na obrazy, dźwięki i … pokusy.

Za każdym razem powtarzam sobie, że to adwent, przygotowanie, ale większość już świętuje na całego bez jakiegokolwiek przygotowania do tego święta. Niestety zatraciliśmy ten specyficzny i duchowy aspekt świąt. Nawet ci, którzy nie są religijni, nakręcają marketingowy show. Choć deklarują, że ważny jest czas spędzony z rodzinną.

Hmmm… jakby nie było czasu przez cały rok na to, prawda? 🤔

Przeszkadza mi taka ostentacyjna dwulicowość. I ten samo nakręcający się pęd ku … nie wiadomo czemu. Trzy dni obżarstwa ponad miarę? Utęskniony urlop spędzony na gapieniu się całymi dniami w telewizor? Okazja, by obgadać wszystkich dalszych i bliższych członków rodziny?

Na początku grudnia na moim ulubionym Spotify pojawiły się playlisty świąteczne. Choć opierałam się, jak mogłam, w pewnym momencie zabrzmiał „Last Christmas”.

Teraz już nie opieram się tym playlistom. Pracuję, a w tle Frank Sinatra i „Let it snow…”. Co nieodmiennie mnie trochę drażni, bo … hmm… nie mam posprzątane, bo O rany! Okna nieumyte 🙈. Aż przychodzi opamiętanie – święta są dla mnie i mojej rodziny. Mam brudne okna i … takie pozostaną do nowego roku 😂, bo nie zamierzam się z tym szarpać, bo tak musi być.
Przeszkadza mi fiksowanie się na punkcie przygotowań fizycznych przy jednoczesnym wykluczeniu przygotowania się w sensie mentalnym, duchowym.

Denerwują mnie tłumy w sklepach, bo O rany! Sklepy będą zamknięte. Hej po to robi się zakupy wcześniej, prawda? I po kawałku, a nie wszystko na raz przez okrągłe dwa lub trzy tygodnie przed świętami. Najbardziej denerwujące są kolejki w sklepach we Wigilię. No, proszę was, było tyle czasu, ale ktoś nie zdążył? Zdarza się. Ale żeby wszyscy nie mieli czasu na zakupy? Ludzie! Lekka przesada, prawda?

Tłumy wszędzie i oczekiwanie, że wszyscy muszą się poodwiedzać w święta. Nic bardziej mylnego.

Już jako dziecko lubiłam w święta po prostu zaszywać się z książką na kilka dni. Siedziałam w domu i … mentalnie mnie nie było. Byłam w tych wszystkich czytanych historiach. To był czas, gdy z czystym sumieniem nie siedziałam nad podręcznikami lub nie zajmowałam się obowiązkami.
Tylko ja i książki. Pamiętam, że zawsze na święta wypożyczałam spory stosik książek, aby (Tragedia!) mi nie brakło czegoś do czytania.
Większość świąt mogę skojarzyć (nawet dziś) z konkretną książką.

Pośpiech, przymus, dwulicowość, nakręcanie się, płytkość i tłumy … to mi przeszkadza w święta.

Jak spędzam święta

Kiedyś mogłam jedynie minimalnie „chronić” się przed rzeczami, które mi przeszkadzały. Trochę inne realia i (niestety) ograniczone samostanowienie.

Kiedy założyłam własną rodzinę, a nawet trochę wcześniej sama zaczęłam decydować, jak i z kim chcę spędzać ten szczególny czas.

Od jakiś piętnastu lat spędzamy święta według bardzo podobnego schematu.

Wigilia albo u teściowej, albo ja przygotowuję. Pierwszy dzień świąt idziemy do niej na obiad, a w drugi dzień do mojej matki. I tak mniej więcej jest już ciągle, chyba że moja matka spędza święta z moją starszą siostrą w innym mieście, wtedy w drugi dzień świąt zaszywamy się w domu. I to nam najbardziej odpowiada.

Do świąt przygotowuję się partiami, ale nie fiksuję się na ten temat. Zakupy spożywcze wcale nie wyglądają, jakbym oczekiwała jakiegoś kataklizmu lub klęski żywiołowej. Jak na zwykłą niedzielę, dodatkowo jedynie jakieś ekstra ciacho i kilka świątecznych elementów, jak kompot z suszu lub makówki. Zdecydowanie odpuszczam zaharowywanie się. Sprzątam tak, jak zwykle. Ale kiedy nie mam weny do okien, to … mam brudne okna i już.

Wigilia ma być miło spędzonym wieczorem przy zapalonej choince i dobrym jedzeniu. Ale bez urabiania się po łokcie, aby przy stole nie padać na nos ze zmęczenia.

Pierwszy dzień świąt zazwyczaj nie śpieszymy się z rannym wstawaniem, lecz każdy, kto ma dzieci, wie, że nie ma opcji „pidżamowego dnia”😁. Nie śpieszymy się na obiad do teściowej, bo i ona nie śpieszy się z nim. Jest leniwie i przyjemnie, bez wszelkich „musimy”, „powinniśmy”.

Tak jak wspomniałam wyżej, drugi dzień spędzamy zależnie od tego, czy moja matka jest w mieście, czy nie. Jeśli nie… praktycznie zaczynamy totalne leniuchowanie i nicnierobienie.

Delektujemy się czasem i sobą. Doskonale wiesz, że na co dzień, gdy ma się pracę, przedszkole, zajęcia i terapie dodatkowe, obowiązki wszelakie, czasem się wszyscy mijają jedynie w przedpokoju. Choć staram się do takich sytuacji nie dopuszczać, to jednak celebrujemy czas, gdy wszyscy jesteśmy dla siebie dostępni.

Kiedy opublikuje się ten post, nie będzie mnie za wiele w sieci. Raczej bardzo trudno mnie będzie znaleźć w social mediach lub przed komputerem.
Chyba nie myślałaś, że właśnie w święta wybiorę klepanie literek zamiast dzieci? Choć bardzo lubię pisać i dzielić się swoimi przemyśleniami, to od pewnego czasu z determinacją wdrażam jeden z najważniejszych aspektów w moim życiu.

Rodzina przede wszystkim. Moi najbliżsi zawsze będą ważniejsi nawet od moich pasji. Wiem, że gdybym tylko sobie na to pozwoliła, to zatopiłabym się w pisaniu nawet na cały dzień. Nie mówiąc już o kodowaniu! To tak wciąga i uzależnia…

Dlatego kontroluję takie odruchy i zwłaszcza gdy Pan Mężu ma urlop, wyłączam się z sieci.

Mam nadzieję, że post ten przeczytasz dopiero w jutro lub nawet później, aby móc się cieszyć tym szczególnym czasem z najbliższymi. Jeśli mimo wszystko pojawiłaś się na blogu, jak zwykle w czwartek, to może spróbuj wprowadzić nową tradycję: „święta offline”. Namawiam gorąco.

(Mam nadzieję, że życzę ci spóźnionych) Wesołych świąt 🎄. Do zobaczenia w następnym poście 2 stycznia, a na social mediach dopiero … 7, bo przecież po drodze jeszcze Trzech Króli 😉.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz