Po co mi blogowanie?

with Brak komentarzy

Niektórzy z nas podejmują jakieś działania, bo są modne i tak każdy robi.
Z moim blogowaniem był chyba nawet podobnie. Prób blogowania było kilka. Były to czasy, gdy blog miał każdy nastolatek i wypisywał tam, co działo się w szkole czy w domu. Pierwsze próby samoistnie umierały – nie czułam tego.
Zaczęłam blogować, gdy w moim życiu poczułam się źle, nic nieznacząca. Była to moja mała terapia.😉 Pisałam, a im więcej pisałam, tym lepiej mi to szło i lepiej się czułam. Taki wentyl bezpieczeństwa.

Kobieta siedzi na pieńku, jest w dżinsach, a obok jej nogi stoi puszka cooca coli i skórzana torebka

W momencie, gdy blogosfera zaczęła się liczyć w opinii społecznej, poczułam, że mogłabym wyrazić swoje zdanie na jakieś zdarzenie, ale największym pędem okazało się przekazywanie innym wiedzy czy doświadczenia. Dużo rzeczy musiałam się uczyć „na gorąco”, więc pomyślałam, że mogę pomóc innym w podobnej sytuacji. Będą już wiedzieć co zrobić, gdzie pójść, jakie dokumenty są potrzebne.

Tak to się u mnie zaczęło i trwa aż przeszło pięć lat.

blogowanie

Tak to wygląda. Z wewnętrznej potrzeby wypisania się powstał ten blog. Po jakimś czasie zaczęłam dawać coś z siebie, a nie jedynie wypuszczać w sieć.

Czym tak naprawdę jest blogowanie? O tym może dużo powiedzieć guru blogosfery – Jason Hunt alias Tomek Tomczyk alias Kominek 😁. Seri to wszystko jeden i ten sam facet, a wiesz, co jest najfajniejsze w nim? Dobrze gada. Zjadł zęby na blogowaniu. BA! Tworzył dzisiejszą blogosferę.
Napisał na ten temat huk książek, wypuścił kursy i robi darmowe webinary… Typowy bloger, powiesz.

Dłonie kobiece trzymające oburącz kubek

Zaskoczę Cię. Już nie ma blogerów, są influenserzy. Serio. Blogowanie stało się pełnoprawnym sposobem na zaprezentowanie własnej opinii, interpretacji zdarzeń, poszerzania wiedzy… To inny wymiar edukacji.

Dlaczego? Nie od dziś zauważyłam pewien niedobry mechanizm, jaki funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Nie zadajemy pytać, a co gorsza – nie zastanawiamy się, dlaczego coś jest robione tak, a nie inaczej.

Głośny temat 500+. „Na uśmiech bąbelka” dostaje ktoś kaskę. Super, prawda? Ale nikt nie pyta skąd te pieniążki. Jaką drogę musiały przebyć, aby trafić do beneficjenta. Hmm… To gorący i ciągle wzniecający wiele emocji temat.

A te pieniądze są od obywateli. To my, w podatkach zrzucamy się na te 500+. Ja to widzę tak, że choć część moich pieniędzy wraca do mnie. ‚

Pytanie, czy ktoś, kto nie zrzuca się na podatki, ma prawo brać i jeszcze w twarz śmiać się tym, którzy pracują (odprowadzają podatki), że są głupcami?
Ale! Zawsze mamy w każdej sytuacji kilka stron, kilka przypadków szczególnych, a jeszcze złożą się na to jakieś okoliczności i czynniki zewnętrzne.

Dlatego blogowanie jest fajne. Możemy poznać sto i jeden opinii na jakiś temat. Z tym że zawsze trzeba pamiętać o jednym: TO JEST OPINIA. To, co piszemy na blogu, nie jest stwierdzaniem faktów, ale INTERPRETACJĄ zaistniałych faktów. To bardzo subiektywne opisanie danego zjawiska, czy zdarzenia.
A w tym kraju (jeszcze całe szczęście 😁) mamy prawo do własnych opinii i głoszenia ich. Oczywiście warto zachować, choć minimum dobrego smaku i zasad dobrego zachowania. Nikt nie lubi być obrzucany epitetami uważanymi za obraźliwe, czy być obiektem ogólnej nagonki.

Istniejemy w sieci, więc liczymy się z tym, że nie wszystkim się spodoba, co piszemy. I DOBRZE! Co to by było polemika, gdyby wszyscy ze wszystkimi by się zgadzali i mieli taką samą opinię na dany temat. Po pierwsze nuda. A po drugie raczej nikłe widoki na progres, rozwój.

Jeśli nikt nie kwestionuje status quo, to nic się nie dzieje w kierunku zmiany. Zbyt wielu z nas boi się zmiany, a ja je lubię. Zwiastują nowość i rozwój.

znajdź czas

Większość, która zaczynała blogować, po jakimś czasie zaprzestała tego. Zazwyczaj wynikało to z braku czasu na pisanie artykułów lub braku pomysłu.

Z czasem według mnie jest najmniejszy problem. Wystarczy zaplanować sobie dwie godzinki w tygodniu na blog i już.
Tak! To takie proste. Wpisujesz w kalendarz i ustawiasz sobie przypomninajkę na telefonie. Teraz mamy tyle technologii wspomagającej, że naprawdę to żaden problem siąść i sklecić parę słów.

Biurko z monitorem komputera, kubkiem, klawiaturą

Innym problemem jest to, że myślisz o pisaniu jako o zabukowaniu czasu i stworzeniu wpisu od A do Z. Łącznie z jego publikacją. A to nie jest tak.

Aby napisać coś na blogu, potrzebujemy dwóch rzeczy (przede wszystkim).

  • POMYSŁ – co chcemy napisać, na jaki temat, czy mamy już jakiś zalążek, który tkwi nam w głowie i tylko czeka na przelanie w bardziej namacalny format. Nad pomysłami pracujemy ciągle. Kiedy siadamy do pisania, powinniśmy już wiedzieć co, jak i na jaki temat piszemy. Ja zbieram pomysły przez cały czas. Zapisuję w notesie, a kiedy mam chwilkę, siadam do komputera i tworzę szkice, schemat wpisu, dobieram grafikę (choć rzadko).
  • CZAS NA PISANIE – to teraz już wiemy co i jak piszemy. Mamy w głowie ogólny zarys tekstu, a czasem szkic w komputerze. Wypełniamy treścią luki pomiędzy myślami przewodnimi, tworzymy grafikę, redagujemy już cały tekst i sprawdzamy ortografy (koniecznie! Choć nawet po takiej korekcie zdarzają się babole 😜) i planujemy publikację.

To bardzo skrótowa wersja działania, ale tak to wygląda. Do każdej pracy (nawet tej przyjemnej) musisz się przygotować. A te przygotowania obejmują pomysł. Kiedy usiądziesz do pisania przygotowana to „wyprodukowanie” wpisu zajmie Ci raptem godzinkę do dwóch godzin.
W ciągu całego tygodnia to chyba nie tak wiele? Idzie znaleźć tyle czasu, jeśli się tylko chce.

Potrzeba na to trochę zaangażowania i samodyscypliny.

po co, po co….

Właściwie blogowanie, pisanie jest dla mnie formą relaksu, odpoczynkiem od codzienności. Ta właśnie łapię właściwą perspektywę do tego, co mnie spotyka. Tak analiza pozwala mi spojrzeć szerzej na pewne sprawy.

Obraz biurka, widoczna klawiatura , spinacze, notatnik

Mój starszak ma problemy z Integracją Sensoryczną. Na samym początku (po diagnozie) miałam wrażenie, że stała się jakaś wielka tragedia. To trwało do momentu, kiedy spotkałam się z rodzicami NAPRAWDĘ dotkniętymi dużo większymi tragediami. Dzieci mają masę zaburzeń, począwszy od autyzmu, a kończąc na niepełnosprawności tak fizycznej, jak i psychicznej.
Przy tym wszystkim, nasze problemy ze Starszakiem to PRYSZCZ! Ta świadomość pomogła mi nie użalać się nad sobą, synkiem, sytuacją.
A dodatkowo mogłam się podzielić wiedzą i doświadczeniem, jak doszło do postawienia diagnozy, na co nie zwróciłam uwagi, a powinno mnie zaalarmować. Mam nadzieję, że te informacje, choć w małym stopniu pomogły jakiejkolwiek mamie w podobnej sytuacji.

Dlatego bloguję. Chcę dzielić się wiedzą, doświadczeniem. Chcę mieć poczucie, że komuś moją pisaniną pomagam działać, poprawiam humor, pozwalam na złapanie zdrowego dystansu do siebie i innych.


Blogujesz? Czy tylko czytasz? Co u mnie Cię trzyma? Co Cię tu przywiodło?

Wypełni proszę anonimową ankietę.⬇⬇⬇⬇

Rozdaję listę, dzięki której możesz zapisywać przeczytane książki (dwie wersje do wyboru). Odbierz swój prezent.

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz