Na stopach…

with Brak komentarzy

Październik to dziwny miesiąc. Niby już jesień, ale jeszcze zdarzają się piękne słoneczne dni, które otulają nas atmosferą optymizmu i przytulności.

Zawsze lubiłam jesień. Na jesień miałam wrażenie nowego otwarcia. Wszystko można było zaplanować raz jeszcze, z uwzględnieniem błędów i wcześniejszych potknięć.
Na jesień też zawsze miałam ochotę do nowych wyzwań. Tak było z Treningiem na bosaka Kasi Grządki. Zaczęło się od wyzwania. Już nawet nie pamiętam, jaki nosiło nazwę: czy to był powrót na matę, czy też miesiąc na macie? 🤔 Ale chyba to było „21 dni na macie” .

Zaczęłam regularnie, dzień w dzień, ćwiczyć.

Sprawdziłam, że 30 września zapłaciłam pierwszy miesiąc z korzystania z Wirtualnego Studia Kasi. Było to dwa lata temu, w 2017 roku. Od tamtego czasu ćwiczę.

jak się zaczęło?

Zaczęło się od wyzwania, tak jak wspomniałam wyżej. Samemu często jest trudno ruszyć. A w wyzwaniu pomagała grupa na FB i dziewczyny, które dopingowały i wirtualnie „klepały po plecach”

Codzienne maile od Kasi również motywowały do regularności i wysiłku. Zwłaszcza że ćwiczenia/ treningi nie wybył mega wymagające. Z biegiem czasu (trwania wyzwania) poziom trudności delikatnie się podwyższał.

A najlepsze w tym wyzwaniu były treningi: raz krótkie na 15 minut (heloł! nie znajdziesz takiego malutkiego momentu, aby się trochę poruszać? Pomachać nóżką? No, daj spokój 😉), a innym razem do 30 minut.
Taki trening się nie nudzi i nie masz poczucia przymusu. Najgorzej, jak zaczynasz odczuwać niechęć do czegoś. Wtedy łatwo zrezygnować.
Kasia, każdego dnia mailowo wspierała każdego członka grupy. Nakłaniała, aby odpocząć i na drugi dzień znowu spróbować.

Dziewczyna w czerwonym topie patrzy się w bok

Wyzwanie zaczęłam, jak młodszy miał raptem 4 miesiące. Te ćwiczenia to był jedyny czas, jaki miała dla siebie. Młody był i jest nadal absorbującym dzieckiem. Teraz już rozumie, że jak mam siedzi na macie i ma zamknięte oczy, to oznacza, że trzeba przyjść za jakiś czas.
W czasie medytacji faktycznie próbuję odciąć się od zewnętrznych bodźców. Z ćwiczeniami jest już różnie, bo młody lubi wchodzić na mnie, jak wykonuję np. planka😲. Taki dodatkowy ciężarek😂, ot co!

Można ćwiczyć codziennie przy dwójce dzieci. Jestem na to dobrym przykładem.
Zwłaszcza jak na początku wyrabiania tego nawyku mamy wsparcie w osobie Kasi. 😉

kalendarz treningów

Co zrobić, aby jednak utrzymać tę regularność treningów? Ja mam dwa sposoby.

Jeden to „kalendarz treningów”.
Kasia co miesiąc, przygotowuje na portalu Wirtualnego Studia kalendarz z linkami poszczególnych treningów.
Dodatkowo jest zawsze miesięczna „misja” do wypełnienia. Zawsze jest ona skoncentrowana na polepszeniu naszego zdrowia.

Dziewczyna stoi tyłem w pozycji drzewa

Drugim moim sposobem jest tracker treningów rozpisany w plannerze. Każdego dnia zaznaczam wykonanie treningu. To daje mi dodatkowy pozytywny impuls do trenowania codziennie.
Jak masz zaznaczone już prawie pół miesiąca to przecież głupio teraz przerwać tak dobrą passę, prawda?

zawsze się udaje?

Zawsze udawało mi się trenować? Nie oszukujmy się, ale każdemu zdarza się odpuścić sobie.
Nie ma w tym nic złego, jeśli mimo przerwy wracamy na matę. Lub (jak często ja robiłam) zamiast treningu wybierałam długi spacer.
Czasem nasz organizm dużo lepiej wie co dla niego dobre. Nie warto się przeciążać, bo wtedy tylko szkodzimy sobie.

Stopy obute w buty marki Nike

Co mi dało regularne trenowanie? Zauważyła dwie istotne rzeczy.
Pierwszą z nich jest brak migren. Nie wiem, czy to dzięki lepiej dotlenionemu organizmowi, a może lepszemu nawodnieniu. Regularnie picie wody jest niejako powiązane z treningiem. Chce się pić, po prostu. A w ciągu dnia dzbanek filtrujący stoi „na oczach” i zawsze wpada szklanka wody.
Jak na to nie patrzeć – migren już nie mam. Szok! Cierpiałam strasznie: światłowstręt, mdłości, dźwięko-wstręt, dudnienie ciśnienia w głowie, ból za oczami i aura … eh! kto nie przeżył, ten nie wie. Pomagało jak najszybsze połknięcie tabletki i zakopanie się pod kocami: odcięcie się od wszystkiego. Aby jak najszybciej zasnąć. Sen pomagał.

A druga rzecz to poprawienie samopoczucia. Dosyć często wpadałam w ciemną otchłań pesymistycznych myśli. A takie myśli karmią się sobą nawzajem i jest ich coraz więcej i więcej. Błędne koło. Od kiedy ćwiczę, poziom endorfin nie pozwala zawładnąć mną smutnymi myślami i emocjami.
Wszelki ruch pozwala przezwyciężyć każdy spadek nastroju. Zawsze, kiedy z tyłu głowy zbiera się jakiś kłębek niepokojących myśli, staję na macie. Parę minut bardziej intensywnego poruszania się poprawia nastrój równie dobrze co czekolada🍫.


A jak jest u Ciebie? Ruszasz się? Lubisz wyzwania związane z aktywnością fizyczną? Zdradzę Ci, że nigdy nie byłam jakimś freakiem fitnessu. To nie moja bajka.
Ale taka forma ćwiczeń sprawiła, że polubiłam się z matą. Dodatkowo Kasia Grządka z Trening na bosaka to taka fajna dziewczyna, że tym bardziej chce się poruszać.

Rozdaję listę, dzięki której możesz zapisywać przeczytane książki (dwie wersje do wyboru). Odbierz swój prezent.

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz