Wakacyjna rutyna

with Brak komentarzy

Wakacje były i się skończyły. I znów musimy się przestawić na inne tryby. Tym razem wchodzimy w okres: szkoła.
Czy naprawdę musimy żegnać wolne poranki? Nieśpieszne śniadania?

Myślimy, że czas wakacyjny i czas hmm… zwykły (?) nie mogą rządzić się tymi samymi prawami.
Wbrew powszechnej opinii ja doskonale uzupełniam oba te czasy jedną i tą samą rutyną. Tak poranną, jak i wieczorną. Po co? Odpowiedź jest prosta.

Okno za białą firanką i kwiatkiem doniczkowym na parapecie

Ramy dnia.

Każdy rytuał nadaje ramy każdemu dniu. Nie są to sztywne ustalenia. Z dziećmi nie jest to możliwe. Nie ma takiej opcji. 😜
Kiedy nie musimy zastanawiać się lub pamiętać o pewnych czynnościach nasz umysł pracuje sprawnie, a i samopoczucie mamy dużo lepsze. Jesteśmy spokojniejsi.
Dotyczy to zwłaszcza dzieci.

Po co właściwie ustawiać jakieś stałe zdarzenia w życiu, w swoim, jak i dzieci? Już słyszę głosy, że brak tu improwizacji i elastyczności. Bo takie zorganizowane życie jest … nudne(?).

Trzymana w dłoni miska z płatkami śniadaniowymi

Skądże! Wcale nie uważam, że nasze życie to nudziarstwo. Mamy wiele ciekawych rzeczy do robienia, słuchania, czy zobaczenia, zwłaszcza razem. Jak znajdujemy na to wszystko czas? Mamy zaplanowane stałe zdarzenia i nie musimy się nad nimi zastanawiać codziennie. One są i już.

Kiedy mamy jakieś przewidywalne punkty w czasie, łatwiej jest nam wygospodarować czas na swobodne spędzanie czasu.

Ranek.

Moja rutyna ranna jest powiązana z rutyną moich „gadków”.

Co rano wstaję, odwiedzam łazienkę, przechodzę do kuchni, łykam tabletkę z hormonem i rozkładam matę. Od początku wakacji wyrabiam sobie nawyk do porannej medytacji i jogi. Nie są to jakieś długotrwałe praktyki. Wystarcz po 10 minut na każde z nich, aby pozytywnie patrzeć na dzień rozwijający się przed nami.

Po takiej praktyce mam więcej spokoju w sobie i nie reaguję już tak impulsywnie na zachowanie synków, które może mnie zdenerwować. Przyczyną tego, że się denerwuję, nie jest samo ich zachowanie, ale to JAK JA je odbieram.
Długo trwało, zanim pojęłam te prostą prawdę. Wszystko zależy, jak my interpretujemy zachowania, słowa innych. To nie oni osobiście są odpowiedzialni za to JAK MY się czujemy.

Takie małe oświecenie doznałam dzięki medytacji i jodze. 😉

Później przychodzi czas na chłopców. Zazwyczaj już się obudzą. Zważywszy na to, że moja pobudka jest ok. 6, to chłopcy na nagach są już ok. 7. Ta godzina była optymalna we wakacje, jak i teraz gdy trzeba iść do przedszkola.
Później mamy już tylko: śniadanie, witaminy, łazienka i ubieranie się. Do godziny 8 jesteśmy ze wszystkim gotowi i wychodzimy do przedszkola.

Młodszy oczywiście towarzyszy nam do przedszkola. Po odprowadzeniu starszaka idziemy z małym na małe, konieczne zakupy. Zazwyczaj to jakieś bułki lub chleb.
I zaczynamy dzień pracy. W domu odpalam laptop. Przerwy robię bardzo naturalne. Ha! nawet bardzo.

Popołudnia różnie nam się układają. Staram się, aby chłopcy jak najwięcej przebywali na dworze.

Wieczór.

Kolejnym punktem newralgicznym jest wieczór. W czasie wakacji (lub weekendów) częściej jesteśmy, my rodzice, skłonni pozwalać dzieciom iść spać później niż w czasie tygodnia czy roku szkolnego. Według mnie to duży błąd! Takie podejście wprowadza zamieszanie do głowy dziecka. Bo raz można, a innym razem nie. Ale dlaczego? Bo tak mama mówi?

Biały kubek z czarnym napisem "begin" z kawa postawiony na drewnianym stole.

U nas to wygląda zawsze tak samo. Z małymi odstępami, przesunięciami w czasie o ok. 20 min, które są jak najbardziej do przyjęcia.

Zaczynamy już o 7. Sprzątamy zabawki, jeśli jakieś zostały rozrzucone po pokoju. Wychodzę z założenia, że porządku i dbanie o własne rzeczy trzeba nauczyć się w domu, od rodziców. Jeśli nie pokażemy dzieciom, że tak trzeba, to one na pewno nie będą dbały o porządek i o rzeczy im powierzone. Bo niby dlaczego?
Jemy kolację.
Idziemy do łazienki. Szybki prysznic i do tego hurtem! Nie ma siedzenia w wannie na co dzień. W sumie tylko w soboty mogą pobawić się trochę w wodzie. Po prysznicu: pidżama, zębole i do łóżek.
Za szybko? Wychodzę z założenia, że zanim się zaśnie, powinno się wyciszyć i uspokoić ciało i umysł. Nie ma nic bardziej wyciszającego niż leżenie w łóżku i czytanie książek. Takie czytanie zabiera nam zmienną ilość czasu. Czasem to 20 min i chłopaki śpią, a czasem nawet i godzina nie wystarcza.

Taki schemat powtarzamy codziennie. Chłopcy wiedzą co, po czym będzie. Czują się z tym bezpiecznie.
A kiedy mnie nie ma? Pałeczkę przejmuje Pan Mąż.

Czy to coś zmienia?

Kiedyś usłyszałam, że przez to, że mamy zaplanowane ranki i wieczory, to nasze życie jest takie nudne i przewidywalne. Że co nam szkodzi na czas wakacji trochę „poluzować cugli”.

Idąca kobieta ścieżką parkową na tle zachodzącego słońca

Dla nas to nie „cugle”, czy jakieś nienaruszalne granice. To pewien punkt odniesienia w czasie. Bez niego każde z nas byłoby trochę zagubione i chaotyczne. A to wprowadzałoby w nasze życie niepokój.

To nie dobre ani dla nas jako pary, ani dla nas jako rodziny. Konflikty narastają niepostrzeżenie, żywiąc się negatywnymi emocjami, jakie emanują z nas.

Wprowadzanie nawyków albo rytuałów (ładniejsza nazwa nawyków 🙂) pozwala na rozładowywanie tych emocji i kumulowanie ich pozytywnych odpowiedników. Kiedy jesteśmy spokojniejsi, jesteśmy też bardziej uważni. Jesteśmy osadzeni w czasie i przestrzeni. Jesteśmy tego bardziej świadomi. A co najważniejsze naprawdę słuchamy innych członków rodziny.

Myślisz, że to trochę za daleko idące wnioski? Przekonaj się sama. To, co tu piszę, wynika z mojego niedługiego doświadczenia rodzicielskiego. Od sześciu lat staram się ze wszystkich sił być dobrą mamą. Raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej. Jak w życiu!
Za każdym razem jednak napotykam się na prawie to samo stwierdzenie. Warto być OBECNYM rodzicem, ciałem i duchem. Tu wracamy do uważności. A jak praktykować uważność? Eliminując przeszkody takie jak chaos, czy negatywne emocje… To jak? Spróbujesz?


Nie aspiruję tu na guru rodzicielstwa. Jednak jedno wiem na pewno. Tego, jak być dobrym rodzicem, jak wychować wartościowego człowieka, trzeba się ciągle uczyć. Rodzicielstwo to droga, a nie cel. Z każdym dniem rozwijamy się w tym „fachu”. Nawet wtedy, gdy popełniamy błędy.
Wtedy warto przeprosić i wyciągnąć wnioski z błędu – uczymy się na nich.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz