Po co nam te wszystkie rzeczy?

with Brak komentarzy

Mody się zmieniają. Jedna przychodzi na miejsce drugiej. Możemy nawet określić z pewną dozą pewności następujący trend.

Od dłuższego czasu „modny” jest minimalizm i zero weste… Wszystkie eko zrywy, jak dla mnie są ok. Nawet jeśli mają trwać jedynie sezon. Te dwa zjawiska, które wymieniłam, jednak trzymają się nieźle i zdobywają coraz więcej zwolenników. Jednakże wydaje mi się, że czasem staje się to przerost formy nad treścią, ideą, przekazem.

Co mam dają rzeczy?

Czasem mam wrażenie, że gdybyśmy nie mieli ograniczonych możliwości finansowych, kupowalibyśmy wszystko, jak leci. Potrzebne, niepotrzebne? Bez najmniejszej różnicy. Chcę posiadać.
Zastanawiam się czasem, co daje nam posiadanie rzeczy? Nabywanie rzeczy, czy usług zaspakaja jakieś nasze potrzeby. One są czasem nawet nieuświadomione. Na zasadzie: „Chcę, bo chcę”.
Niewiele osób już zastanawia się: „Dlaczego chcę?”.

Zapewnienie bytu.

Są rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Stanowią dla nas jakiś standard, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Jeszcze niedawno dostęp do internetu nie był standardem, był … luksusem, za który płaciło się dodatkowo. Jeśli ktoś chciał coś sprawdzić w internecie, napisać e-mail szedł do kawiarenki internetowej. 😉 Obecnie zapomniany przybytek. W każdej „komórce” mamy sieć i już.

Czy internet jest niezbędny do przeżycia? Jest jak alkohol. Stworzony dla ludzi, ale tylko „spożywany” w umiarkowanych ilościach nie uzależnia.
Potrafisz się wyłączyć z sieci? Być przez jeden dzień „analog”? 🤔

Co musimy mieć, aby przetrwać? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Co tak naprawdę potrzebujesz? Dach nad głową (choć wielu obywa się bez niego), jakieś ubrania (choć wielu zaspokaja się jedną zmianą ubrań), pożywienie (niektórzy potrafią przeżyć za 5 zł na dzień).

To takie minimum. Człowiek jednak pragnie prawie zawsze mieć więcej. Chce mieć dach nad głową to dlaczego nie od razu 300-metrową willę? Mieć co na siebie włożyć to, dlaczego nie mieć wypchanej szafy ze stylizacjami znanych projektantów? Dobrze codziennie mieć coś do zjedzenia to dlaczego nie stołować się w najlepszych restauracjach?

Można, bo dlaczego nie? Ale bez tego zbytku przeżyjemy prawda? Można mieć 50-metrowe mieszkanie w bloku (które niestety kosztuje coraz więcej i więcej … ) i być w pełni zadowolenie z takiego „dachu nad głową”. Można mieć po jednym zestawie ubrań na każdą porę roku i … nie kupować co sezon nowych ubrań. Warto czasem zainwestować troszkę więcej pieniędzy w porządnej jakości ubrania i … mieć z głowy bieganie po sklepach.
A jedzenie? Nie trzeba ciągle jadać najgorszej jakości żywność (to nie najlepsze rozwiązanie niestety), wystarczy zaplanować zakupy spożywcze, aby wydawać na 4-osobową rodzinę 100 zł na tydzień. Da się, serio!

Co nam dają w tych obszarach zakupy ponad miarę? Jeśli Cię na to stać, spoko. Twoje pieniądze -Twoja sprawa, ale warto trochę pomyśleć, czy może spożytkować to w jakimś innym obszarze?

Tak jakby luksusowo?

Co tak naprawdę uważasz za luksus? Dostęp do internetu, ciepłą wodę? Prąd? A może ochroniarz przy wejściu?

Kiedyś myślałam, że nie jestem w stanie obyć się bez książek. Kupowałam je wręcz hurtowo. Moje myślenie na ten temat mocno się zmieniło. Obecnie praktycznie nie kupuję ani papierowych książek, ani ebooków. W tym roku jedynie #kursoksiążka Oli Budzyńskiej pojawiła się na mojej półce. Ebooków było …hmmm… szczerze nie pamiętam ile, ale powiedziałabym, że nie więcej niż 10 sztuk. Jak na mnie to mega, super wynik. Tak, można przeżyć, nie kupując książek. 😜
Co mi to dawało? Posiadanie książek to coś, co mnie niejako mnie określało. Lubiłam mieć książki, lubię czytać książki. Obecnie książki czytam i szukam sposobów, aby posiadać ich coraz mniej.
Sprawdza się biblioteka miejska i Legimi Nie trzeba ich kupować, aby cieszyć się z czytania ich.

Tak, bez internetu nie wyobrażam sobie życia obecnie. Ale udaje mi się być totalnie offline. I jest to piękny czas. Wydaje się wtedy, że każda chwila jest bardziej wyraźna i bardziej żywa. Intensywniej doświadczamy koloru, zapachu, smaku… emocji.

Za niedługo takie chwile będą luksusem. Dążę do tego, aby przez większość czasu mieć … święty spokój. Uda mi się? Wierzę, że tak. Co prawda nadal szukam na to sposobu, ale za to po drodze uczę się bardzo wielu wartościowych rzeczy. A doświadczam jeszcze więcej…

Nadmiar rzeczy.

I po raz kolejny babcia nakupowała plastikowych gadżetów dla chłopaków. Stoję i … trafia mnie szlag wewnętrznie. Ale nic nie mówię. Była już o to kłótnia, bo rozmową nie mogę tego nazwać. Ona ma swoje racje, a ja swoje. Ona twierdzi, że może wydawać pieniądze, na co chce. I ma rację. Ale jej decyzja zakupowa niestety obarcza nas ograniczeniem w przestrzeni, poczuciem chaosu i trudnymi dyskusjami z małolatem.

Kolejne plastikowe samochody są w centrum uwagi młodych przez zaledwie parę godzin. Później rzucone na kupkę sobie podobnych ulegają entropii. Serio! Rozpraszają się po całym mieszkaniu.

Staram się pozbywać się nadmiaru rzeczy, aby mieć między innymi mniej do sprzątania. Babcia torpeduje moje wysiłki. I nawet, jeśli młody przemyci kolejny samochód, ja zaczynam dusić się i odczuwam napór tych wszystkich rzeczy.

Zakupy to obowiązek. Musimy kupić artykuły spożywcze, bo … no cóż, musimy jeść. Babcia „nie czuje” niestety zasad, jakie panują u nas. Po wielu próbach pozbyłam się z domu słodyczy. Nie było łatwo. Kilka kłótni się odbyło. Wiadomo to, co najbardziej uzależnia najciężej wyeliminować. Jedyny odstępstwem jest niedziela. Wtedy chłopcy „wypychani” są słodyczami przez babcię. Przymykam na to oko, bo czasem nie mam już siły walczyć z wiatrakami.

A ubrania? Młodszy chodzi w ciuchach po starszaku. Nie oszukujmy się, ale kiedy starszak się urodził, babcia szalała i kupowała, jak leci ciuchy dla niego. Czy mi się podobały? To nieistotne. Obecnie poza butami mały nie ma nic dodatkowo kupowane z ubrań. Nie widzę powodu.

Minimalistka? Zero weste?

Raczej nie jestem minimalistką. Myślę o sobie raczej, jako o osobie, która podchodzi do posiadania rzeczy rozsądnie. Czasem zapisuję sobie, co CHCĘ kupić. Po jakimś czasie zapominam o tym! Widocznie nie było mi to aż tak potrzebne, prawda?

Tak właśnie podchodzę do większości rzeczy. Bez żalu rozstaję się ze zniszczonymi lub nieużywanymi rzeczami. Na śmietnik (choć to ostateczność) lub posyłam dalej innym. Sprzedaję co można, a inne rzeczy oddaję za darmo. Nie potrzebuję to, dlaczego ma zabierać mi przestrzeń?

Zero weste? Ha! To bardzo zabawne, ale zero weste (w pewnej formie) była długo przed nastaniem tego trendu. Powód był jeden: oszczędności. Zawsze miałam własną bawełnianą torbę na zakupy. Obecnie dopłaca się za foliówki, kiedyś były darmo. Ale denerwowały mnie swoją ilością. Walały się wszędzie.

Kiedyś byliśmy z Panem Mężem (wtedy jeszcze nie Mężem) na wczasach w Tunezji. Wszystko było super pięknie, ale … te gaje oliwne i walające się wszędzie worki foliowe… brrr… Straszny widok.

Pojemniki wielokrotnego użytku, pojemniki po lodach do zamrażarki, bawełniane woreczki na chleb i bułki. Darowanie sobie woreczka foliowego przy ważeniu warzyw.

To tylko minimalne czynności, które można wprowadzi u siebie w życie od ręki. Butelkowana woda mineralna? Warto pomyśleć o dzbanku do filtracji wody kranowej, choć tu też mam niejakie wątpliwości, bo ten filtr …

Co ze spożywką? Może się zdziwisz, ale warzywa są dosyć tanie (no, może poza korzeniem pietruszki – 19 zł za kg!😲), a mięso? Warto rzadziej kupować, ale dobrej jakości. Jeśli zaczniemy oszczędzać na żywności, więcej wydamy na leczenie. Taka prawda. Czasem trzeba patrzeć perspektywicznie.

A ciuchy? Kosmetyki? Buty? Nie znoszę zakupów. Zwłaszcza odzieżowych. Nie mam standardowych wymiarów, więc za każdym razem jak muszę już, coś kupić to jest to ekwilibrystyka dla zaawansowanych. Jeśli coś znajdę, coś (jakimś cudem) pasuje, kupuję dwie lub trzy sztuki. Dziwnie to brzmi, ale nadal nie mam nadmiaru ciuchów. Wyznaję zasadę: „coś przychodzi – coś wychodzi”. To pomaga nie zagrzebać się w tonie ubrań i butów.
Kosmetyki? Kupuję przez internet i te „eko-sreko”😜 np. 4szpaki. I podobnie do ciuchów. Nie kupuję, jeśli poprzedniego nie zużyję. Kosmetyki kolorowe? Hej ja używam jedynie tuszu do rzęs i kredki do brwi… i to jeszcze nie najdroższych.
Wszędzie gdzie się tylko da, stosuję umiar. Wydaje mi się to najodpowiedniejszą filozofią życiową.


A Ty? Minimalizm? Zero weste? Czy raczej zdroworozsądkowy umiar? Co wybierasz? Czy się kierujesz?

Dołącz do społeczności bloga

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz