Wybaczenie

with Brak komentarzy

Jest już wpół do dziewiątej rano, a ja praktycznie nie śpię już od czterech godzin. Nie pierwszy raz i z pewnością nie ostatni zdarza mi się taka sytuacja. Jesteśmy z małym na etapie uczenia się przesypiania nocy we własnym łóżeczku. Nie jest to proste dla mnie…

Kiedy mam dużo czasu i ciszy wokół … zaczynam myśleć. Czasem nie jest to przyjemne, ale bardzo angażujące. Wszyscy jeszcze śpią, młody po raz kolejny sprawdził, czy jestem obok i zasnął po raz trzytysięczny, a ja nie mogę już zmrużyć oka. Myślę.

Kwestia wybaczania przyszła do mnie mimochodem, gdy zastanawiałam się co począć (co zmienić, co usprawnić) na moich stronach www. Zapytałam siebie, od czego się to zaczęło. Czym była ta iskra, która zainicjowała ten mój rozwój i moją twórczość w sieci.

A to była złość. 😔

Ucieczka

Złość na świat, na ludzi wokół. Z bardzo różnych powodów. A Im bardziej byłam zła i smutna, tym bardziej odsuwałam się od innych. Tak najłatwiej, prawda?
Zamknąć się w swojej malutkiej skorupce i nie wpuszczać do środka nikogo.

Przez długi czas właśnie tak żyłam, na takiej pustyni uczuć. Stawiałam fasady zadowolonej mamy i kobiety wiedzącej co chce robić w życiu.

A jak prawda była? Nie czułam nic poza złością na wszystko i wszystkich. Moją terapią stało się pisanie bloga. Posty o niczym odkrywczym, zwykłe codzienne życie. Co przeczytałam, kogo spotkałam, że starszak obchodzi drugie urodziny. I jedna za drugą szpileczka w serce, że tak naprawdę nie ma wokół mnie osób, których by to interesowało.

Kiedyś usłyszałam, że prowadzę „pamiętniczek o niczym”. Później zrozumiałam, że jak z każdą nową rzeczą musiałam dojrzeć do bardziej dosłownych treści. Na początku było wiele zawoalowanych przekazów, których nie miałam dość odwagi powiedzieć prosto w oczy. Internet przyjmie wszystko i wszystkie odcienie emocji.

Sieć stała się moją ucieczką. Na początku nie przejmowałam się, kto będzie czytał, ważne dla mnie było samo pisanie. Każda „pierdołka” i mega króciutki post prowadził mnie do tego miejsca, w którym jestem teraz. Czy to wiele? To ogrom wiedzy, emocji i przełamywania własnych blokad.

Mam nadzieję, że choć trochę pomagam tą moją drogą innym. Nie mogę stwierdzić, czy długo trwało, zanim … usłyszałam siebie. Ciągle się uczę siebie i innych. Z pewnością bardziej dbam o własny dobrobyt. Coraz rzadziej komentarze, drobne szpileczki i kąśliwe opinie, dotykają mnie i zmuszają nad rozmyśleniami, dlaczego tak bardzo nie zasługuję na nic co dobre.

Zrozumienie

W pewnym momencie przyszło do mnie zrozumienie. Albo inaczej. Odkryłam w sobie zrozumienie.

Nie jestem odpowiedzialna za to, jak inni się zachowują, co mówią, co czują i za ich potrzeby. Bardzo długo siedziało we mnie przekonanie, że aby zasłużyć na odrobinę zainteresowania, uwagi (już nawet nie mówiąc o miłości) muszę być albo bardzo zła, albo idealna z wyobrażeniami danej osoby. To może wydawać się dziwne (?), śmieszne myślenie. Prawda jest taka, że nasze przekonania, które powstają już, kiedy nie jesteśmy w pełni świadomi otaczającego nas świata, nigdy nie są racjonalne i zrozumiałe.

Małemu dziecku nie wytłumaczysz, że nie wystarczy zadbać tylko o fizyczne potrzeby i jest wszystko w porządku. Dziecko potrzebuje odrobiny uwagi i pogłaskania po głowie. Wtedy wie, że jest kochane. Dzieci, które przez cały czas muszą zabiegać, o ochłap jakiegoś uczucia szybko się uczą, że albo zadbają tylko same o siebie, albo nikt ich nie przytuli.

W dorosłym życiu szukają wszędzie tej namiastki miłości, które nie dostały, kiedy była ona najważniejsza. A wewnętrznie czuje, że tylko samo może pokochać siebie najmocniej.

Aby to zrobić, musi najpierw wybaczyć. Pytanie, co i komu? Sobie? Dlaczego? Rodzicom? Co takiego? Te pytania wydają się obrazoburcze. Bo jakże tak?! Oburzające po prostu.

Znajdź chwile czasu (tak jak ja o trzeciej nad ranem, gdy cała rodzina śpi) i zadaj sobie te pytania. Co czujesz, kiedy o tym myślisz? Odpowiedzi same przychodzą, czy musisz na nie poczekać?

Nikt nas nigdy nie uczył rozmowy ze sobą. A to właśnie w nas samych mamy wszystkie odpowiedzi na dręczące nas demony. Wszystkie lęki o ocenę, krytykę, emocje, działania. To proste i zarazem niezwykle trudne: trzeba poszukać w głąb siebie odpowiedzi.

Co dalej?

Wybaczanie innym jest zdecydowanie prostsze niż wybaczanie sobie. Dla siebie jesteśmy zdecydowanie dużo bardziej krytyczni i wręcz sami siebie „lubimy” dręczyć.

Warto zacząć od innych. Wymaga to odwagi i uświadomienia sobie każdej krzywdy, jakiej doznaliśmy od wybranej osoby. Przywoływanie tych bolesnych zdarzeń nawet we wspomnieniach nigdy nie jest lekkie.

Ale wybaczenie innym potrafi uleczyć również nas samych. Utrzymywanie złości i smutku skierowanego w konkretne osoby niszczy w takim samym stopni nas samych, jak i relacje z obiektem emocji.

Pierwsze pytanie, jakie musisz sobie zadać to: „Czy ta osoba i była świadoma, jakiej krzywdy dokonuje Ci, czy też miała dobre intencje lub nie ?”
Trzeba pamiętać, że każdy z nas ma jakąś perspektywę. Może dla drugiej strony „nic się nie stało”? A nas zżera te okropne uczucie, złość, smutek i poczucie niesprawiedliwości, nieszczęścia.
Zastanów się nad tym.

Kiedy już zrozumiesz tę drugą osobę możesz przejść do kolejnego etapu: akceptacji. Teraz pozostaje jeszcze decyzja: „Co dalej?”.
Możesz utrzymywać relację i próbować rozmawiać o tym, co dla ciebie jest ważne albo mocno ograniczyć. Ja zrobiłam to drugie. Nie czuję potrzeby udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Sytuacja była jaka była, nie zmienię tego. Zaakceptowałam tę część przeszłości. Wybaczyłam, ale nie zapomniałam. Kontakt jest bardzo minimalny, ale regularny. Najbardziej stresują mnie sytuacje, gdy znowu jestem zmuszana do sztucznego zachowania konwenansów. Wtedy znowu czuję złość na siebie i innych, którzy mnie do czegoś nakłaniają manipulacją. Uczę się nie poddawać się takim wpływom, ale jeszcze ogrom pracy przede mną.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta druga strona sprawia wrażenie, jakby nie zauważała jakie zmiany w nas się dokonały i że chcemy iść dalej. Niektórzy uwielbiają babrać się w bagnie własnych złości i poczucia winy. Nie widzą (a nieraz nie chcą widzieć) szansy pojednania.

Ale nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia i działania innych. To, że ty się zmieniałaś, nie oznacza, że ta druga strona chce tego samego. Może z jej perspektywy wszystko gra i buczy….

Do przemyślenia na teraz…

Jeśli chcesz poczytać o wybaczaniu, to polecam artykuł Michała Pasterskiego.

Nie bój się żyć własnym życiem.

Dołącz do społeczności bloga

Signup now and receive an email once I publish new content.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz