Ciśniesz?

with Brak komentarzy

Pomysł na ten wpis przyszedł do mnie sam. Zgodnie z gorącą aurą za oknem coraz trudniej jest się w sobie zebrać i … ruszyć się. Oj, lenistwo i „nie chce mi się” są naszymi dyżurnymi wymówkami. A wystarczy się trochę przemóc. Wystarczy umówić się ze sobą, że poćwiczysz raptem 5 minut. Po tym czasie będziesz chcieć więcej…

Ruch

Nie jednokrotnie powtarzałam, że Hashi lubi jak uprawia się sport. To takie bardzo ogólne pojęcie. Może oznaczać nawet spacery w troszkę szybszym tempie. Może również oznaczać bardzo intensywny trening interwałowy. Uprawiamy sport, jakbyśmy uprawiali ogródek. Nie myślimy o tej czynności intencjonalnie.

Trenujemy w jakimś konkretnym celu. Zazwyczaj wszyscy myślimy wtedy o zrzuceniu zbędnych kilogramów lub biciu rekordów w maratonach.

Takie są nasze przekonania dotyczące aktywności fizycznej. A lekcje w-fu w naszych szkołach … no cóż, nie proponują zdrowego podejścia do życia w ruchu.

Kiedyś nie lubiłam „uprawiać sportu”. Już samo patrzenie na biegających w jakiś zawodach czy mitingach … mnie męczyło. Tak, bieganie to zdecydowanie nie moja bajka.

W dzieciństwie za to wszędzie biegałam i (pamiętam to doskonale) skakałam na skakance. Nawet chyba urządzałyśmy z osiedlowymi koleżanki zawody w „skakance”. Były też popisy na „trzepakach”. Ha! Jak teraz myślę o tym mam ciarki na plecach. Potrafiłam włazić bardzo wysoko i robić przewroty na jednej nodze. 😲 To, że nie skręciłam sobie karku to chyba łut szczęścia.

Gdzie podziała się ta ruchliwa dziewczynka? Tak jak wszystko inne można stłumić, również chęć ruchu można w dziecku skutecznie stłumić. Wystarczy często słyszeć, że należałoby przysiąść do książek, że znowu latasz, a mogłabyś się zająć [czymś].

Jestem w trakcie przerabiania #kursoksiążki . Ola Budzyńska pisze o asertywności i pewności siebie. Podwaliną każdego naszego zachowania są nasze przekonania. Wpojone w dzieciństwie wywierają wpływ na to, jak i o czym myślimy. Generalnym przekonaniem dotyczącym ćwiczeń, czy samego ruchu fizycznego (wpojonym mi) jest to, że można być albo sportowcem, albo mózgowcem. To dwie wykluczające się opcje. Niestety nie ma nic pośrodku. Można być głupim mięśniakiem albo cherlawym (lub grubym) mózgowcem.

Jak bardzo są te przekonania krzywdzące i sterowne stereotypem, wie ten, kto miał z nim styczność. Niestety kolejne przekonanie, że „w zdrowym ciele zdrowy duch” nie jest już tak mocne. Szkoda. Bo jego dobroczynne działanie pewnie nie raz można było u siebie zaobserwować. Zdecydowanie lepiej wchodzi wszystko do głowy po sporym i intensywnym pobycie na tzw. świeżym powietrzu. Zwykłe wykonanie kilku skłonów z rana przy otwartym oknie … pozytywnie może nas nastroić na cały dzień. To taka (przepraszam za wyrażenie) pierdołka, a robi ogromną różnicę.

Jak ze wszystkim, również ze sportem też można przesadzać. Ba! Można doprowadzić do absurdów pokroju przyjeżdżania samochodem na siłownię i bieganiem na bieżni do upadłego. Chyba nie tędy droga, prawda?

Również w treningach może przejawiać się nasz perfekcjonizm. Wbrew pozorom nie jest to pozytywna cecha. Ona częściej przeszkadza, niż pomaga. Mówię to z własnego doświadczenia. A co z tymi treningami? Właśnie to, co jest w temacie posta. „Ciśniesz?” „Bez bólu nie ma wyników.” I jeszcze by się znalazło kilka tego typu kwiatków. A robienie za wszelką cenę treningu, gdy na przykład jesteś chora, bądź najzwyczajniej w świecie zmęczona … no cóż. Ruch jest raczej sposobem, a nie celem samym w sobie.

Mój trening

Tak jak wspomniałam wcześniej, po dosyć ruchliwym dzieciństwie stałam się mniej ruchliwą nastolatką. A później było już pod tym względem coraz gorzej. Choć muszę przyznać, że zawsze poruszałam się piechotą. Lubie spacerować, zwłaszcza w parku lub lesie. Niestety w moim mieście dosyć ograniczone mam możliwości w tym zakresie.

Bardzo długo nie czułam potrzeby „uprawiania sportu”. Raczej uważałam się za absolutnie niesportową jednostkę. 😜 Zmieniło się to dosyć nie dawno. W wieku dojrzałym ( mogę już tak to nazwać ) okazało się, że wcale nie mam takiej znośnej kondycji, że wcale tak dużo nie chodzę.

Sprawdziłam te moje spacery i chodzenie. Krokomierz powiedział, że średnio na dzień przemierzam około 6 000 kroków. Zdecydowanie myślałam, że więcej. Szok!

Po diagnozie choroby zaczęłam poszukiwać wszelkich informacji na temat Hashimoto. Od lekarza dowiedziałam się jedynie, że mam łykać hormon i przyzwyczaić się do choroby. TYLE!
W odmętach internetu dowiedziałam się, że bardzo dobrze robi przy mojej przypadłości umiarkowany ruch. A, że byłam mocno zdecydowana i zmobilizowana, aby zadbać o własne zdrowie, szukałam mojego „typu ruchu”.

Z pewnością podskoki Z Ewką Chodakowską nie wchodziły w grę. Za cienka na nią byłam i chyba nadal jestem. Pewnie siedzi w mojej głowie kolejne przekonanie na ten temat.😉

Trafiłam za to na Kasię z treningnabosaka.pl i jej wyzwanie #21dninamacie. To była moja pierwsza tak długa styczność z regularnym ruchem. REGULARNYM. Wcale nie było non stop intensywnie. Wręcz przeciwnie. Zaczęłam zauważać swój … oddech i mięśnie, o których nie miałam pojęcia. Brzmi śmiesznie? Dla kogoś, kto uważał się za dosyć sprawną osobę, zaobserwowanie własnych ograniczeń i pola do ćwiczeń, było bardzo zaskakujące.

Razem z treningiem pojawiło się również bardziej świadome jedzenie. To już nie było nakupowanie stosu przetworzonej żywności i załadowanie jej w lodówce. Aby później w bardzo szybkim czasie można było pochłonąć tę „materię”. Czy zdrową, odżywczą? Raczej były to jedynie kalorie. O substancjach odżywczych raczej nikt nie myślał w tego typu produktach.

Po odstawieniu przetworzonych produktów i rozpoczęciu regularnych treningów zaobserwowałam ze zdziwieniem przyjemne uczucie. Ba! Chyba nawet jakieś endorfiny się wytworzyły. A co najważniejsze nie czułam się już ociężała. Tak jak na ciele, tak na duchu. Kiedyś miałam nawyk wzdychania. Ha! Nawet nie zważałam na to uwagi. Takie głębokie westchnięcia pomagały mi … hmm… funkcjonować(?). Teraz świadomie głęboko oddycham. Już nie wzdycham, nie czuję takiej potrzeby.

Jak trenuję?

Trening to takie duże i ważne słowo, że prawie każdy z nas myśli wtedy o ogromnym wysiłku i hektolitrach potu. No, nie szalejmy. U mnie wygląda to ciut łagodniej.

Nadal ćwiczę z Kasią w jej Wirtualnym Studiu. Biorę udział w cyklicznych wyzwaniach dotyczących ruchu. Poza tym poznałam Angelikę Pióro i jej treningi. A ma ich kilka, na różne etapy życia kobiety. Dla ciężarnych i w połogu. Ma również dla tych, które chcą wrócić do ruchu po dłuższej przerwie.

Prawie codziennie, od poniedziałku do soboty, wykonuję zestaw od Kasi i od Angeliki. W sumie zabiera mi to około godziny. Do tego dochodzą wszelkie spacerki.
To cały mój trening. Regularnie, ale z umiarkowaną intensywnością.

Nie katuję się myślą, że nie zrobiłam jakiegoś treningu. Czasami zdarza się, że są chęci, ale siły brak. Tak jest teraz, w upał. Nie mam siły zrobić pełnego treningu. Wybieram jeden minimalny i dokładam troszkę więcej spacerów.

Zbyt intensywny trening może być niebezpieczny w takich temperaturach. Zwłaszcza że często nie mamy (niestety) nawyku picia wody i nawadniania się. Dzięki czajnikowi filtrującemu piję jej teraz zdecydowanie więcej niż kiedyś.

Ba! Kiedyś pochłaniałam hektolitry kawy, paliłam papierosy i z wód mineralnych wybierałam Nałęczowiankę , bo niby taka jest The Best.
Te czasy już nie wrócą z wielu powodów, a jednym z ważniejszych jest ten, że chcę być jak najdłużej sprawna. Nie wyobrażam sobie nie móc nic wokół siebie na starość zrobić. Przeraża mnie ta wizja. Im dłużej jestem zdrowa i sprawna, tym lepiej dla moich chłopaków.

Wszystko dla ludzi, ale trzeba brać to z umiarem i umiejętnie, aby nie zrobić sobie krzywdy.

Kiedy żar płynie z nieba, nie trenuj zbyt intensywnie i się nawadniaj. Tych zasad trzeba się trzymać. Ach! I nie miej wyrzutów sumienia, że nie zrobiłaś z jakieś ważnej przyczyny treningu. Ważne, aby następnego dnia zrobić.

Dołącz do społeczności bloga

Signup now and receive an email once I publish new content.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz