Workhard anywhere.

with Brak komentarzy

Tak serio to miałam plan pisać o czymś innym. Ale nie czułam tego, co chwile potykałam się na słowach. Zmieniałam zdania i nawet całe akapity. W końcu zniechęcona kasowałam wszystko, co napisałam. Znacie ten stan? Ten nieuchwytny czynnik, który musi się pojawić, aby poczuć flow… nie przychodził.
Miała być trzecia część o stresie, a będzie … o kodowaniu. A raczej o tym wszystkim, co się dzieje wokół kodowania.

Jest sobota, zakupy tygodniowe zrobione, obiad już dawno się trawi w brzuszkach…, więc można zasiąść do kompa i coś popisać.

Zapał

Może to wydać się dziwne, ale rozróżniam u siebie trzy stany związane z kodowaniem. Pierwszy to zapał. Jaram się nowością. Już sam fakt, że czegoś nowego się nauczę, a nawet (raczej: zwłaszcza) w praktyce wykorzystam, przećwiczę, powoduje u mnie uczucie przyjemności. To tak jak czekaniem na wakacje lub urlop. Jaramy się, jak to będzie super. Jak odpoczniemy i co zwiedzimy. Ja wizualizuję, jak siedzę przy laptopie i klikam w klawiaturę. Wypróbowuję wszystkie możliwości, sprawdzam w StackOverflow jak coś zrobić. Przeszukuję YouTube. To jak polowanie. Stan bliski podnieceniu i euforii, kiedy doszło się do czegoś samemu, ale sprawdzamy jeszcze w innych miejscach, tak dla pewności.

Ale zapał zawsze słabnie. Co trzeba zrobić wtedy? Mój sposób i chyba większości jest banalnie prosty. PLAN. Zaplanować wszystkie czynności po kolei. Po to, aby widzieć każdy kamyczek, jaki przeskakujemy na swojej drodze. Każdy rozwiązany problem warto sobie zanotować.

Tak u mnie było w przypadku pseudo-elementów. (Na ich temat poczytasz tutaj). Musiałam sama kilka razy przeklikać różne ich warianty. Przeanalizować, co jak powinno grać, abym WIEDZIAŁA. Dla lepszego zapamiętania – krótka notka w plannerze jak się nimi posługiwać i co jest konieczne, aby wyglądał dobrze na stronie.

Po fazie zapału i rozpisaniu sobie planu działania, następuje faza zaangażowania.

Zaangażowanie

Co tu mamy? Prostą, ale jakże istotną rzecz. Skrupulatnie wypełnianie każdego zaplanowanego punktu. Tylko Ty wewnętrznie możesz się z tego rozliczać.

Mój ostatni projekt pod roboczym tytułem „Flexbox i GRID-CSS. Dwie strony www”, miałam rozpisany na cały marzec. I udało mi się go ukończyć w ciągu jednego miesiąca. Kodowałam przede wszystkim w niedziele. Lekko licząc, wyszło 4 niedziele i chyba jakieś trzy dodatkowe dni.
To dużo czasu, czy mało? Jak dla mnie to super szybko mi poszło.

Miałam rozpisany każdy etap i każdą sekcję do zakodowania. Punkt po punkcie posuwałam się z kodowaniem. Aż w końcu ukazały mi się dwie całkowicie zrobione przeze mnie strony.

Im bardziej zaangażujesz się w to, co robisz, tym większą satysfakcję masz, gdy zobaczysz rezultat. Z pewnością może przemknąć Ci przez głowę, że kiepsko to wyszło, nie tak jak powinno i … ojoj… jeszcze masę krytycznych uwag kierowanych do siebie samego. Tak, ja tak mam. Dlatego warto mieć kogoś, kto poklepie po ramieniu albo powie, że wymyślamy, że dobrze jest.

Największy krytyk zawsze siedzi w Twojej głowie. Wiem, bo mam takiego krytyka i nazywa się Helga. 😜 Jest wredna i uszczypliwa. Dogryza mi okropnie.

Poczucie braku

I to już ostatnie faza. Mamy już skończony projekt. Wszystkie zadania odhaczone, a efekty możemy przeglądać. I co teraz?

Czujemy pustkę. Brakuje nam tego ciągłego zastanawiania się jak coś zrobić, gdzie jeszcze poszukać rozwiązania. Tego podświadomego przeżywania „aktu” tworzenia. Hahaha! Tak górnolotnie zabrzmiało, ale jak to tak czuję. Kiedy wreszcie mój umysł nie jest zajęty kodowaniem, czuję się, jakbym poruszała się w jakiejś mgle. Wszystko jest nieostre, zamazane i niejednoznaczne. Nie lubię takiego stanu. Poczucie barku rozlewa się wewnątrz mnie, aż do momentu, gdy… zaplanuję nowy projekt. Nowe wyzwanie na powrót wyzwala we mnie zapał do nauki i kodowania. Mówi się, że wymyślenie czegoś to trudniejsza sprawa niż realizacja tego pomysłu. Jak dla mnie, jest odwrotnie.

Szczerze? Pomysły ściągam od innych. Pewnie dlatego, że kiedyś ktoś mi powiedział, że nie jestem kreatywna, a ja podświadomie w to wierzę. I nawet, jeśli na poziomie świadomym, wiem, że to nie prawda, to podświadomie temu zaprzeczam.

Wytycznie planu, jak coś zrobić jest dla mnie jak najmniej problematyczne. Wiem jak, ale nie wiem co. Taki dylemat.


Pragnę poklepania po ramieniu. Dwie strony, jakie zakodowałam w marcu znajdziecie na moim githubie – ⬇⬇⬇⬇⬇⬇.

Z pewnością wymagają poprawek, ale … są.😉

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz