Jason mówi…

with Brak komentarzy

Jest sobota, mój dzień na pisanie. Niby wszystko jest tak jak potrzeba, ale… Czuję jakąś niemoc. Bardziej fizyczną niż związaną z weną. Mam bardzo dużo słów w głowie. Tylko siąść i pisać.

Obezwładniająca słabość kryjąca się wewnątrz mnie znów daje o sobie znać. To znak, aby znów sprawdzić hormony. To takie dołujące, kiedy masz tak wiele pomysłów do wdrożenia, a jedyną przeszkodą jesteś Ty sam.

Słuchając guru

Dosyć długo siedział sobie cichutko w Tajlandii. Ale nie wytrzymał. Ha! Lubi robić te webinary, oj lubi. Jasona Hunta vel Tomka Tomczyka każdy, kto bloguje musi, znać. Chodząca legenda i tak dalej.

Lubię jego webinary, bo zmuszają mnie do myślenia nad sobą, nad moim blogowaniem i bytnością w internetach.

Ale tym razem było inaczej. Słuchając go, zdałam sobie sprawę, że stoję w miejscu. Przede mną ogromny ceglany mur, którego ani nie przeskoczę, ani nie obejdę na około, ani tym bardziej nie przebiję głową. Kiedy to sobie uświadomiłam, poczułam lekkie przerażenie. Co dalej? Co zrobić z tym murem i co stanowi ten mur?

Polujemy na blokady

Tomek przytoczył kilka blokad, jakie dotykają nie tylko blogerów, ale ogólnie twórców internetowych.
Najczęściej boimy się opinii rodziny, znajomych i potencjalnych czytelników. W moim przypadku już dawno wyleczyłam się z zastanawiania się i kontrolowania w kontekście rodzina+znajomi. Dlaczego? W większości przypadków oni dalej myślą, że blogowanie jest dla mnie chwilowym hobby „znudzonej” matki na wychowawczym (hahaha!😂) Tylko dlaczego ciągle staram się rozwijać w tym kierunku? Staram się regularnie pisać? Podnosić poziom swojej pisaniny i własnych umiejętności oblekania myśli i uczuć w słowa?
Szczerze respektuję tylko opinię czytelnika. Jako takiego. Z tyłu głowy mam pytanie: czy nie przynudzam? A drugie pojawiające się dużo częściej: czy się nie wymądrzam?

Stagnacja dopada nas wszystkich. To taki stan, w którym wszystko stanęło w pół kroku i ani o milimetr nie ruszy, ani w przód, ani w tył. Jakby nas zamroziło. Widzisz wszystko i wszystko rejestrujesz. Wiesz, że powinieneś coś zrobić, cokolwiek, ale… nie jesteś w stanie. Kiedy to się dzieje u blogerów? Twórców internetowych? Ha! Kiedy zasięgi nie rosną. 😱 Kiedy czytelnicy nie komentują i kiedy tak na dobrą sprawę, masz wrażenie, że nikt się Tobą już nie interesuje.
W moim przypadku żadna z tych opcji nie wchodzi w grę. Zasięgi? Gdyby naprawdę mi o to chodziło, dawno bym tym rzuciła. Zasięgi mam marne i jakoś nie spędza mi to snu z powiek. Opcja dwa: komentarze? Tutaj nigdy nie było dużo komentarzy. Nie zabiegałam usilnie o nie. Odzywacie się? Jest OK. Nic nie piszecie? Też jest OK. Widzę, że czytacie i to mi wystarcza.
O reklamodawców nigdy nie zabiegałam i nie zabiegam.

Problem z motywacją to ostatni rodzaj blokady, jaką wyróżnił Tomek. I tu, oj mamy spore pole do popisu. Te ciągłe pytania: po co to robię? o czym pisać? skąd wziąć na to czas?

Na pierwsze pytanie odpowiedź jest dosyć prosta i brutalna. Po co? Bo to lubię! Lubię pisać, tworzyć. Nie jesteś autorem, lecz stajesz się nim ciągle i ciągle. Z każdym nowym tekstem na nowo definiujesz siebie, swoje otoczenie i ubierasz w słowa, co chcesz przekazać innym. Tworzenie to proces, a nie skończony akt.
O czym pisać? Kiedyś, gdzieś przeczytałam, że nikt nie lubi czytać o innych. Narracja „ja” nie jest wskazana w żadnym akcie tworzenia. Ale zaraz! Wszędzie piszemy, przedstawiamy tyko i wyłącznie siebie. Na każdym profilu Instagrama, Facebooka i blogu pokazujemy cząstkę siebie. Popatrzcie to moja wysprzątana kuchnia, a tu uśmiechnięte i czyste dziecko. Zobacz! Jestem teraz w kinie i oglądam taki a taki film z taki a takim użytkownikiem. Na blogu co masz? To moje myśli, które możesz sobie podejrzeć, zobaczyć co się dzieje w mojej głowie.
Obecnie jesteśmy społeczeństwem egocentryków. Jakiekolwiek przejawy altruistyczne są odbierane jako co najmniej dziwne. Ja zawsze lubiłam czytać biografie/autobiografie. Dlaczego? Chciałam się dowiedzieć jak osoby, które podziwiam i są dla mnie inspiracją, radziły sobie z problemami. I nawet nie chodzi tu o jakieś ogromne traumatyczne zdarzenia. Jak wyglądała ich codzienność? Czy mieli jakieś rytuały, sposoby, aby robić to, co robili najlepiej, jak się da? Autobiografie pisarzy zwłaszcza mnie pociągają, ale niestety w 80% byli to faceci i nijak mogę wdrożyć ich, choć trochę zmodyfikowane sposoby. Ha! Nawet moje ulubione (Wirginia Woolf oraz Sylvia Plath) autorki miały trochę odmienne style bytności.
A pytanie ostatnie: skąd wziąć czas? Jest chyba mocno przesadzone. Każde pięć minut, jakie znajdziesz w ciągu dnia na zapisanie kilku zdań, jest dobre. Wykręcanie się brakiem czasu to zasłona dymna. Pytanie, co nim maskujesz?

Diabelskie statystyki

Wszyscy boją się statystki. Zwłaszcza humaniści. Utarło się, że jest ona przerażająca.
Na blogu, na profilu Instagrama i fanpagu Fb mam włączone statystyki. Zaglądam do nich … raz na trzy miesiące. Dlaczego? Jak już wyżej wspomniałam, nie jest dla mnie istotne ile lajków zdobyło jakieś zdjęcie czy tekst. Tworzę dla samego tworzenia.
Tomek wspomniał na webinarze takie sytuacje, gdy ktoś świadomie umniejsza możliwość dostosowania publikacji do upodobań czytelników. Jak to wygląda? Mamy sobie post taki jak zwykle. Ani gorszy, ani lepszy. Autor/autorka na swoich social mediach wrzuca notkę, że powstał nowy wis, ale nikomu się on nie spodoba. Że napisał/ła go tylko i wyłącznie po to, aby z siebie to wyrzucić. Po czym okazuje się, że taka publikacja ma znacznie więcej „reakcji”: laików, komentarzy, udostępnień, niż gdyby narracja posta nie była nacechowana chęcią pozyskania aprobaty publiki. To przewrotne działanie: „popatrz, wypuszczam gniota i dobrze mi z tym”, a co robi publika? Odpowiada: „no weź, nie jest tak źle, zawsze będę Cię czytać”.
Dobra strategia? Nie w moim stylu. Tylko tyle powiem. 😉
Statystki są i nie trzeba się ich bać. One nie mówią nic o Twoim TALENCIE lub o jego BRAKU. Raczej o właściwej lub niewłaściwej promocji i reklamie Twojej twórczości, prawda?
Znacie ten przesąd, że dobra treść się obroni? No, nie jest tak do końca. Jeśli treści nie zareklamujesz, to raczej nie będziesz mógł komu udowadniać, jak dobry jest Twój tekst. A nawet gniota możesz promować i będzie bardziej rozpowszechniony w internetach, choć to gniot. Gdy dobry tekst będzie gnił w odmętach zapomnianego zakątka sieci. I nikt o nim się nie dowie!

Pro-tipy Hunta

Kilka wskazówek guru blogosfery. W sumie powtarza to samo ciągle od nowa, ale chyba nikt uważnie nie słucha go.

Nikogo nie obchodzisz! Nikt już nie pisze książek, wszyscy piszą bestsellery.

Jason Hunt

Taka smutna prawda, że w internetach tak na dobrą sprawę nikt nikogo nie obchodzi. Coś sobie tam tworzysz i co? Spoko. Co mnie to może obchodzić, co? Tu zawsze będzie walka sam ze sobą. Kiedy ostatnio cieszyłeś się z samego pisania? Tak po prostu, bez oczekiwań i bez presji. Jeśli zafiksujesz się na wynik tj. lajki, komentarze, udostępnienia, zasięgi, aktywności…wypalisz się i zbrzydnie Ci tworzenie. Na samą myśl będziesz mieć odruch wymiotny i będziesz zwlekał z siadaniem do komputera i … pisaniem.

Zrób coś INACZEJ. Niekoniecznie musisz robić coś lepiej od innych. Jeśli piszesz, tworzysz na dany temat, który był poruszany miliony razy, nie staraj się robić tego lepiej od poprzedników. Po co? Zrób to inaczej. Każdy temat można przedstawić na milion sposobów. I każdy jest dobry, ale różni się od innych. To, że za coś zabrałaś się Ty, to już zmienia perspektywę. Tylko Ty masz określone doświadczenia z danym tematem. Subiektywna opinia i doświadczenia zawsze są lepsze niż kolejny identyczny, ale ładnie podany „odgrzewany kotlet”.

Kiedy poszukiwanie jak najlepszej jakości przeszkadza w tworzeniu, trzeba się zastanowić, czy aby nie idziemy w złą stronę. Cytując za Olą Budzyńską „Zrobione jest lepsze od doskonałego”, może warto dopracować dany temat niż szukać doskonałości w nim?

Pchać się z czymś, co jest obecnie modne? Ale niekoniecznie Ci leży? Hmmm😔 Wszyscy teraz robią podcasty, więc ja też MUSZĘ mieć swój. Wszyscy teraz są na YouTube, więc ja TEŻ.
Skutek będzie taki, że jeśli zmuszasz się do jakiegoś medium, które Ci nie leży, będziesz się męczyć z tym i wynajdywać sto powodów, dla których będziesz odwlekać publikację. Tak prawda. Nic na siłę. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Może kiedyś będziesz wymiatać w YouTube, ale teraz sobie może odpuścić, jeśli nie czujesz tego? Próby są OK, ale nie kiedy robisz wszystko, aby usprawiedliwić chęć unikania. Tworzenie ma być przyjemnością, a nie udręką.
Spróbuj wrzucać cytaty, spostrzeżenia lub opinie, jeśli nie masz pomysłu na żadną publikację.

Treść zwłaszcza ta dobra sama się nie obroni. Musisz jej w tym pomóc. Musisz sprawić, aby mogła mieć szansę się bronić. Reklamuj ją, promuj. Nie bój się reklamy na Facebooku. Inwestuj w rozwój siebie i swojej twórczości.

I ostatnia podpowiedź: social media dla blogera to niestety (stety) konieczność. Musisz dać się zauważyć. Twój blog, strona www to twoja baza, ale bez social mediów będzie ona odcięta od świata.


Może tworzysz dla siebie, dla własnej przyjemności, ale nic nie zastąpi utrzymywania relacji z czytelnikami. Do tego każdy twórca dąży. Wystarczy choć jedno westchnienie nad Twoim tekstem.

Co zrobię z murem, na który natrafiłam? Zmienię na żywopłot, przez który się przecisnę. Nie będzie łatwo i bezboleśnie. Będzie inaczej.

Dołącz do społeczności bloga

Signup now and receive an email once I publish new content.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz