Mocna w gębie?

with Brak komentarzy

Głupio się chwalić, prawda? Mamy jakiś wewnętrzny opór przed tym, aby powiedzieć, w czym jesteśmy lepsi od innych. Jakie są nasze mocne strony. Bo jak to wygląda?!

Analiza SWOT

Sama kurs wirtualnej asystentki już zakończyłam. W swej naiwnej wierze nie zważałam na „ćwiczenia” jakie Pola (prowadząca) wrzucała mimochodem. Okazało się, że mimo przebrnięcia przez wszystkie filmy i załączone webinary, jestem jeszcze sporo w plecy. 🤦‍♀️🤷‍♀️

I co zrobiłam? Ha! Rozpisałam sobie plan nadgonienia tych zadań. Jednym z nich było zrobienie sobie lub swojemu klientowi analizy SWOT. Może być tak, że nie kojarzysz sprawy (choć wątpię), więc w telegraficznym skrócie:

  • S – mocne strony, co robisz, co posiadasz i umożliwia osiąganie sukcesu;
  • W – słabe strony, czego nie masz lub nie robisz, a co przeszkadza w osiągnięciu sukcesu;
  • O – szanse otoczenia, sprzyjające warunki;
  • T – zagrożenia otoczenia mające na Ciebie wpływ.

Dwa pierwsze punkty to niezależne czynniki wewnętrzne, a dwa pozostałe to zewnętrzne.

Mocne strony

Wzięłam na tapetę siebie. I co się okazało? Męczyłam się z tą analizą strasznie, ale to chyba dlatego, że najwięcej wymyślałam właśnie tych słabych stron… no właśnie czy świadomość ilości tych cech można zaliczyć jako mocną stronę? Myślę, że nie do końca, lecz poczucie realizmu i niepopadanie w naiwne wyobrażenia jak najbardziej. Choć muszę przyznać, że część moich mocnych i słabych stron opierała się raczej na moim subiektywnym odczuciu i z pewnością nie były one ujęte rzetelnie. Wolę poruszać się w tej analizie raczej na poziomie twardych faktów.

Nie lubię poruszać moich słabych stron, ale tylko dlatego, że większość z nich mogłabym się pozbyć, nabywając jakieś umiejętności lub odpowiednio dobierając zlecenia.

Te wszystkie zrywy motywacyjne, kiedy przez trzy miesiące jestem w stanie robić coś dzień po dniu, a później … totalny brak mocy.
Albo problem z przyznaniem się do błędu. Kiedyś był bardzo częsty, lecz ciągle pracuję nad tym i już tak często nie wymiguję się od konsekwencji, a przyjmuję je „na klatę”. Uczę się na błędach. (Przynajmniej staram się).

Brak wiary we własne umiejętności i wiedzę staram się niwelować, biorąc udział wszelkich konkursach czy wyzwaniach. Przypatrując się innym, ostatecznie stwierdzam, że nie jest ze mną najgorzej. 😎(Znacie Syndrom Oszusta? To o mnie.).
I w końcu brak asertywności. Serio. Są pewne osoby w moim otoczeniu, które mają ogromny wpływ na mnie. Jak coś mówią, to tak robię, chociażby mi to nie odpowiadało.

Drobne kompetencje

Wiecie, że te wszystkie drobne rzeczy, jakie wykonuje się na co dzień to kompetencje, które nie wszyscy mają? Pierwsze z brzegu. Większość matek jest mistrzyniami zarządzania i organizacji. Dlaczego? Bo na ich głowach jest cały dom i masa innych rzeczy. Terminowość, organizacja, umiejętność dostosowania się do różnych warunków pracy, szybkość uczenia się nowego, pro aktywność.
Umiejętność pracy w krótkich odcinkach czasu. Umiejętność szybkiego skupiania się na zadaniu, a nie rozwlekanie projektu na czcze rozmowy.
To wszystko uczy nas macierzyństwo.

Co jeszcze z twardych faktów? Stos odbytych kursów, programistycznych i tych dotyczących blogosfery. Umiejętność obsługiwania wielu technologii. Doświadczenie zawodowe w obsłudze klienta i w sprzedaży. Również mój wiek jest moją mocną stroną. Dlaczego? Bo realnie oceniam swoje możliwości, a także wiem (mniej więcej), co chcę robić. A z pewnością wiem, czego nie chcę robić.


Myślisz sobie, że ja zawsze taka „mocna w gębie” byłam? Że o swoje umiałam zawalczyć? Otóż nie. Zanim pojawili się chłopcy, można było ze mną robić, co chciano. Nawet rzeczy, na której mocno mi zależało, nie potrafiłam obronić. Poddawałam się otoczeniu, bezwładna jak liść niesiony nurtem strumienia. Jak to się mówi: nawet nie otwierałam pyska, jak ktoś mnie krzywdził w jakikolwiek sposób. Straszne nadgodziny, żaden problem, beznadziejna umowa o pracę, żaden problem. Byłam najlepszym i najgorszym pracownikiem świata. Robiłam wszystko bez szemrania i każdy mógł mnie wykorzystać. Pozwalałam na to, bo … bo chyba chciałam być niezastąpiona? Pomocna? Miła?? Lubiana???

Teraz już wiesz, jaki jest mój smutny sekret. Od zawsze zabiegam o akceptację. Czasami zapominam jak być po prostu sobą, a nie osobą, jaką chcą widzieć inni.
Moi synowie to zmienili (przynajmniej częściowo). Oni powodują, że walczę o siebie i czas dla nich. Oni powodują, że mi się chce cokolwiek zmienić i nie czekam na nikogo.
Oni akceptują mnie taką, jaką jestem.

Jaki jest Twój powód, by stawać się lepszym człowiekiem? Jak pracujesz nad własnymi słabościami?

Dołącz do społeczności bloga

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz