Ład i porządek

with Brak komentarzy

Lubię przewidywalność. Zawsze układam cykliczne rzeczy w pewien porządek czasu. Mam wtedy poczucie bezpieczeństwa i sprawczości. Jednak życie ciągle zaskakuje, raz mile, a innym razem troszkę mniej miło. Radzę sobie z tymi niespodziankami, jak potrafię najlepiej. Lecz efekt nigdy nie jest dla mnie … no, właśnie nawet nie wiem za bardzo jak to ująć w słowa. Akceptowalny? Pozytywny? Niedostateczny? Hmmm…

Nad czym panujesz?

Czasu nie zawrócisz. Nie jesteś w stanie odpowiadać za to, co myślą, robią i mówią inni. To, co obejmuje Twoje poczucie obowiązku, powinno dotyczyć tylko Ciebie, no i nieletnie dzieci będące pod Twoją opieką.

Odpowiadam za „moje podwórko”. Niestety najgorzej jest, kiedy nie dajemy sobie sprawy, gdzie leżą jego granice. Ramy dnia zawsze uważałam, za coś, nad czym panuję. Tak było do wczoraj, gdy … no cóż, decyzje chyba podjął przysłowiowy los. A ja nie interweniowałam.

Od dłuższego czasu w naszej rodzince kisi się temat większego loku (większego w sensie ilości pomieszczeń, a nie tylko m kw.). Każda moja próba ustalenia czegokolwiek zbywana była machnięciem ręki. A później się stoczyła lawina. Okazało się, że remontujemy łazienkę w mieszkaniu, gdzie będziemy mieszkać. !!😦 Decyzja zapadła, a do drzwi puka fachowiec i już trzeba jechać, wybierać kafelki.

Całe szczęście w tej całej sytuacji, że „jakiś” pomysł na łazienkę mam od dłuższego czasu. Jednak cały dzień „w plecy”. Dzieciaki nieprzygotowane do tego przesiedziały pół dnia u babci, a my jeździliśmy i wydawaliśmy pieniądze (mieliśmy już dawno odłożone). Wszystko trzeba kupić, bo … już teraz fachowiec przyjdzie i będzie robił.

Dla mnie sytuacja całkowicie nieakceptowalna, ale … dotyczy ona osób, które mają (krótko pisząc) w nosie plany innych. Bo tak.

Wszystkiego nie ogarniesz!


Jak do tego podeszłam? Oj, nie było łatwo. W pierwszej chwili po prostu byłam mocno wkurzona, bo … no właśnie utraciłam kontrolę. A nie boję się przyznać sama przed sobą i przed Tobą, że lubię mieć kontrolę: nad czasem (nawet nie swoim), sprawami (nawet niedotyczącymi mnie osobiście) i miejscem.
Ale jak ze wszystkim, warto obrać właściwą perspektywę. Doszłam do wniosku, że nie zawsze musi być „po mojemu”, tak jak ja sobie tego życzę.
Lubię jasne i zwięzłe zasady, ale niektórym nie przeszkadza działanie w chaosie. Dla mnie to męczarnia, bo mam chyba naturalną tendencję do zamartwiania się, rozkminiania wszystkiego na czynniki pierwsze i wyobrażania sobie najgorszych ciemnych scenariuszy.

Śmiało mogę powiedzieć, że chwalę się umiejętnością ogarniania wszystkiego, co tylko chcę. Lubię to i potrzebuję, aby czuć się pewnie i nie zginąć w gąszczu chaosu, presji i oczekiwań innych. Mam kierunek i ramy, dzięki którym wiem co i jak.

Naucz się odpuszczać.

Czasem jednak są sprawy i rzeczy, które dzieją się poza moją wolą i planem dnia. Tak jak z tą łazienką, cały dzień … poza planem. A plany, mimo iż niewielkie, zostały jeszcze bardziej ograniczone. Totalne minimum zostało zrobione. Ale obiad był na mieście, gdzie nie za bardzo kontrolowałam, co jem (jak nie gotuję, nie jakie składniki i ilości zostały użyte). Zakupy zrobione w ekspresowym tempie (dobrze, że lista była), maluszek ominął swoją drzemkę i finalnie marudząc zasnął już o 18-tej. W ciuchach z całego dnia i bez kąpieli … obudził się w nocy o 3-ciej i ani myślał, aby dalej spać. No, przecież był wyspany. Zgadnij, kto z nim siedział pół nocy … 👀

Jeśli „Życie” Cię przerasta czasem, naucz się odpuszczać. Odpuszczaj sobie i innym. Nie zawsze musi być wszystko załatwione na „tip-top”. Warto pamiętać, że ma się tę furtkę bezpieczeństwa. Czasem nie warto tak się męczyć i zmagać z rzeczywistością. Koszt takiego wysiłku może być niewspółmierny do efektu. Warto? Eh… czasem nie warto i lepiej odpuścić.
Z łazienką dałam się porwać w wir … podstawowe sprawy zostały zabezpieczone. Dzieciaki były u babci, bezpieczne i można był skupić się na zakupach. A, że obiad i inne plany nie wyszły tak jak JA chciałam? Czasem nie jest to taka tragedia, wystarczy pamiętać, aby to nie była norma, a wyjątek.

Weź wdech i wydech… Co sobie dziś odpuścisz? Czego nie musisz koniecznie zrobić? To kwestia konsekwencji. Jeśli nie będą bardzo rzutować na Twoje dalsze życie to … może należy Ci się mała odskocznia. Znając dwie strony, dwa różne podejścia do sprawy łatwiej nam wybierać, ale też zrozumieć podstępowanie innych.

Do zajechania.

W imię czego robisz to, co robisz?

Masz plan i zazwyczaj się go trzymasz. Jak się czujesz, kiedy wszystko, ale to wszystko idzie w odstawkę, bo zaistniała sytuacja wyjątkowa? Wściekasz się i ze skwaszonym nastrojem jojczysz i marudzisz? A może bierzesz to „na klatę” i kwitujesz stwierdzeniem, że nadrobisz przecież jutro?

Niektórzy lubią się umartwiać i informować o tym wszystkich w koło. Jak to bardzo ciężko i niefajnie, ale wszystko, totalnie wszystko z listy odhaczone. Warto? Popatrzcie ile mam roboty, jak zorganizowana jestem, bo tyle spraw ogarniam, taka produktywna jestem….

Mamy problem z braniem zbyt wiele na własne barki, delegowaniem zadań, a czasem kontroli i odpowiedzialności za pewne zdarzenia na innych.

A ja bym tak chciała cały dzień na spokojnie sobie pokodokować, zająć się co jakiś czas dziećmi i żeby było nie śpiesznie i przyjemnie. Ale tak się nie da… (nie zawsze). Bo dzieciaki chorują, mają swoje plany (zazwyczaj niespójne z naszymi) i gorsze dni, kiedy „wiszą na cycu”.

Nie można zawsze być na wysokich obrotach, bo … padniemy z przemęczenia. Nie tyle fizycznego ile psychicznego. W swej przeogromnej naiwności pozapisywałam się na tysiąc pięćset wyzwań w styczniu. Okazało się, że jest ich aż cztery. Dwa z nich, krótsze (#wymiatamzpsc z Olą Budzyńską, #rozruchnamacie z Kasią Grządką) już trwają…

Pozostałe to prawie miesięczne wyzwania: jeden dotyczy mojego kursu Wirtualnych Asystentek (to zamknięte wyzwanie, tylko dla kursantek), które będzie wymagało dosyć sporo wysiłku; drugi dotyczy kodowania i polega w sumie bardziej na motywowaniu się do codziennego siadania do kodu…#30minzkodem.

Zaczynam się zastanawiać, czy nie wzięłam na swoje barki zbyt dużo. Poza tymi wyzwaniami mam swoje własne, prywatne wyzwania. Związane z treningiem i programowaniem. Jak to wszystko ogarnąć? Mam na to jeden sposób. Sukcesywne rezygnowanie, gdy czuje się przytłoczona. Nikt nie każe nam tego wszystkiego robić. To my jesteśmy tutaj własnymi ciemiężycielami. Nie zajeżdżajmy się jak stare chabety.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz