Plany na nowy czas.

with Brak komentarzy

Przyjęło się, aby w tym konkretnym czasie, czyli na początku roku, koniecznie robić wielkie plany. Nieistotne jest to jak „ambitne” masz plany w tym czasie. Kluczowe jest ich stopień realizacji. Cel możemy określić sobie jakikolwiek, aby go zrealizować, potrzebujemy determinacji i samodyscypliny. Samo się nie zrobi, a na papierze możemy mieć mnóstwo cudownych marzeń, które nigdy nie zostaną zrealizowane.
Do osiągania tego, coś my sobie wymyślili, trzeba podchodzić pragmatycznie i bez emocji.


Potocznie pragmatyzmem nazywana jest także postawa, polegająca na realistycznej ocenie rzeczywistości, liczeniu się z konkretnymi możliwościami i podejmowaniu działań, które gwarantują skuteczność.

Wikipedia
Zdjęcie biurka, na którym znajduje się laptop, telefon, kalendarza, zegarek, kubek z kawą, jakieś akta, kwiatek , długopis i gazeta.

Co było.

Ciężko sobie przypomnieć co było. Nasza pamięć bardzo lubi przekłamywać i tam, gdzie nie widzieliśmy problemu mógł, tkwić zalążek porażki. Z każdego zdarzenia powinniśmy wyciągać wnioski i na nich się uczyć. Nie warto popełniać wciąż te same błędy. To strata czasu!

Dlatego najlepszym rozwiązaniem czasem jest prowadzenie dziennika. I nie chodzi mi nawet o „pamiętnik” z prawdziwego zdarzenia… Miejsce, gdzie zapiszesz, jakie podejmowałeś wyzwania, i w jakim stopniu je zrealizowałeś. Ja ma troszkę ułatwione zadanie, bo nie dość, że wpisy na blogu usprawniają mi przypominanie to jeszcze w zeszycie, w punktach mam bardzo wiele rzeczy rozpisanych.

Blogowanie.

Aby nie przedłużać, przejdę do tego, co było.
Blog nadal istnieje. 71 wpisów. Rozwinęłam fanPage. I rozhulałam Instagram. Przeprowadziłam Małą Rewolucję (w lipcu). Pojawiło się więcej ekspercki (jakoś dziwnie mi się to pisze) wpisów na tematy około programowe.

Z rzeczy blogowych ciągle zastanawiam się nad właściwą formą. Próbuję, zmieniam i dodaję lub odejmuję tematy. Piszę tak, aby zainteresować. Nawet nie chodzi o ogromne grono odbiorców, ale stałe. Właśnie z taką myślą zakupiłam kursy Jasona Hunta: Masterclass: Blogger i Masterclass: Blogger&Biznes. Wstyd przyznać, ale jestem na nich dopiero na początku. Wybrałam podejście: bez presji. Dostęp mam jeszcze kawał czasu, więc nie muszę wszystkiego robić naraz. Wszystko w swoim czasie. Tak więcej wyciągnę z tego.

Kodowanie.

Zdjęcie biurka, na którym jest włączona lampa, kwiatek, kubek oraz laptop z edytorem kodu.

Tu było sporo. Zacznę od WordPressa. Ulepszyłam blog (nieistotne, że nie widać 😜). Zbudowałam nową stronę, która czeka na opublikowanie. Planowałam to na końcówkę roku, ale nie bardzo to wyjdzie. Zbyt dużo mam rzeczy do przemyślenia w związku z nią, muszę napisać teksty i nadal ciągle zdjęcia i grafiki są do bani. Ale! Zrobiłam ją praktycznie w 3 dni! To sukces.
W końcu pożegnałam kurs Eweliny Muc „WP dla Zielonych”. Nie dlatego, że już nie jest wartościowy, ale szukam wszędzie oszczędności…
Mija rok (prawie), od kiedy skończyłam Bootcamp w Kodilli. Wnioski? Czeka mnie jeszcze ogrom pracy nad font-endem. Wiem już bardzo dużo, potrafię też wiele. Niestety w moim odczuciu ciągle zbyt mało. Dopiero po roku niektóre sprawy i informacje zrozumiałam. Już nie boję się ich używać i (co ważniejsze) nie boję się publikować na GitHubie moich postępów. W swoim skrzywionym zamyśle uważałam, że nie powinnam pokazywać, jak bardzo niedopracowany jest mój kod. Chyba jest prawie osiem stronek… Dużo, nie dużo.
W kodowaniu jeszcze przerobiłam huk kursów. Był Bootstrap, zwykły html, css oraz zaczęłam kurs GIT-a. Hmmm… co jeszcze? W listopadzie wzięłam w cudownym wyzwaniu #codenovember (u The Awwwesomes), który bardzo mnie zmotywował do dalszej nauki.
Nieodłączna pozostała strona FreeCodeCamp.

Coś jeszcze.

Regularne trenuję i uważnie się odżywiam. Dzięki temu czuję się lepiej i wyniki tarczycowe już tak nie skaczą. Poza tym – miły bonusik – schudłam i nie puchnę.
Jestem bardziej skupiona tym, co jest tu i teraz. W końcu nauczyłam się wybierać, a nie gonić za wszystkim na raz. Miałam czas na wakacje i czytanie książek (w tym roku przeczytałam ich 60).
Zaczęłam bardziej myśleć o sobie. Zaczęłam kurs „Wirtualna Asystentka” i zakończyłam kurs „Pisz tak, aby sprzedawać”.
Bardziej świadomie kupuję i używam codziennych rzeczy. Nie twierdzę, że jestem hiper pro, eko, zero waste itp… Ale staram się i wybieram mądrze.
Zaczynam rozumieć, że tylko ja jestem w stanie pokierować siebie we właściwym (moim) kierunku.

Co będzie.

Zdjęcie podłogi, na której jest otwarty terminarz z ołówkiem, zaczęta robótka ręczna, kubek z wodą i jakimś ziołem (mięta?), laptop.

Blogowanie.

Jeśli chodzi o tę sferę to mam tu dokładnie rozpisane już tematy przewodnie. Zdecydowałam, że ten rok będzie na blogu należał do kodowania.
1️⃣ kwartał – Strona www // Front-end;
2️⃣ kwartał – Narzędzia developerskie;
3️⃣ kwartał – Frameworki;
4️⃣ kwartał – Dobre praktyki // Clean code.
To jeśli chodzi o posty eksperckie. Dopuszczam również wpisy typowo lifestylowe. Ale na kodowaniu chcę się bazować.
W ramach pogłębiania wiedzy na temat blogowania i pisania wartościowych tekstów, mam do zrobienia kursy Jasona Hunta oraz kurs SEO.
Instagram, facebook? Zostanie tak, jak dotychczas było. Posty przynajmniej jeden na dzień.

Kodowanie.

Tu popłynęłam z moimi marzeniami i planami. HA! Zbyt wiele i wszystko na raz bym chciała. Już wiem, że w ten sposób nie wiele bym pojęła. To, jaki jest plan? Ugruntowanie tego, co już wiem, czyli html i css. Muszę poczuć się w tym na tyle pewnie, żebym raczej zastanawiała się czym się posłużyć, aby osiągnąć dany efekt, niż szukał rozwiązania. W tym roku chciałabym również nauczyć się JavaScript, bo puki co „liznęłam” go jedynie pobieżnie. I niestety zaniedbałam to, co już wiedziałam. Efekt? Zaczynam od nowa. W kodowaniu najważniejsza jest praktyka.

Wszystkie moje zmagania z kodem będą na GitHubie, a co za tym idzie w trakcie będę robić kurs GIT-a. Dodatkowo muszę popracować nad responsywnością stron (RWD), bo niestety bardzo kuleje w moich projektach.
Chciałam zacząć jeszcze coś w WordPressie, ale chyba tego będzie już za moc. Jak rozpisałam zagadnienia, jakie powinnam opanować lub pogłębić… okazało się, że czasu może braknąć.😜👩‍💻

Coś jeszcze.

Zdjęcie biurka, na którym stoi zielony kwiatek doniczkowy, kubek z parującą kawą oraz otwarty notes założony długopisem.

I już ostatnia prosta. Co jeszcze? Treningi, zdrowa dieta, kontrolowanie tarczycy, czas dla rodziny (zwłaszcza Pana Męża – często nasze połówki czują się zaniedbane).

Chcę jeszcze popracować (zadbać) nad swoimi nerwami. Niestety stres zbiera u mnie bardzo duże żniwo, a ja czasami czuję, że wybuchnę w najmniej oczekiwanym momencie. Co do sposobu na poprawę koncentracji, cierpliwości i pamięci (a one najczęściej pogarszają się ze stresem) jeszcze nie podjęłam konkretnych decyzji. Będę szukać odpowiedniego narzędzia. Czy będzie to joga, medytacja lub mainfulness… Nie zdecydowałam. Zobaczymy po wypróbowaniu każdego.

Z rzeczy mało istotnych, ale wciąż odkładanych na później. Muszę na poważnie zabrać się do języka angielskiego. Z tym że nie może to być klasyczna metoda. Dlaczego? Bo ja tak naprawdę dużo rozumie, ale wciąż się boję mówić lub sytuacji, że coś przekręcę, inaczej pojmę i … no właśnie, co będzie?


Tak wiele by się chciało, a to jedynie rok. Raptem 52 tygodni, 365 dni. Odlicz czas przeznaczony na wakacje i święta, weekendy. Należy nam się odpoczynek przecież. Ile nam czasu zostanie na realizacje naszych planów? Jakie masz plany? Zaplanowane cele i rozpisane w kolejnych krokach?

Do dzieła, przed Tobą nowy rok życia. 😎

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz