Jak nie sfiksować?

with Brak komentarzy
woman, head, lips, headphones

Jak nie zwariować w domu z małymi dziećmi? Przede wszystkim przyda się kilka zasad oraz morze cierpliwości.

Zasady dobra rzecz.

Kiedy było się singlem …. hmmm, kiedy to było??? Inne życie, inne priorytety. Gorzej  czy lepiej? Z pewnością całkowicie inaczej. Co mnie ratuje w nowej rzeczywistości? Nie zadziwię Cię. To zasady i pewne ramy, których się trzymam i których uczę chłopców. Bez tego pewnie bym już przepadła.

Zdarza mi się bardziej sfiksować na pewnym punkcie. Na przykład pójście do przedszkola traktuję jako obowiązek Starszaka. Wiem, że jeszcze spokojnie można mu odpuścić, ale chcę dać mu pewien jasny przekaz – pewne rzeczy TRZEBA zrobić. I nie ma zmiłuj się. Tak samo jest z zajęciami terapeutycznymi. Tu nie odpuszczę. Ale czasami przeginam i zostaje mi tylko zrobienie kroku wstecz. I popukanie siebie w czoło. „Co ja takiego wyprawiam?”

Zasady są po to (nie, nie – nie, żeby je łamać. Hehehe), aby mieć pole manewru. To pewien obszar, w jakim się poruszamy, aby wszystko miało jakieś ramy czasowe i przestrzenne.

Rytuały.

Rytuały bardzo nam pomagają tam, gdzie robimy ciągle to samo. I ratują, gdy nie możemy, my jako matki, „kontrolować” dzieciaki. Jak? 

Ze starszakiem mam ustalony plan poranka i wieczoru. Doskonale wie, co ma robić po kolei. W sumie to już się nie zastanawia nad kolejnymi czynnościami.
Rano wstaje i idzie do łazienki, tam szybka toaleta. Wraca do pokoju i wypija „witaminki” (daję mu Vibovit Junior). Wybiera sobie ubrania do przedszkola. Ja jedynie mówię mu, czy jest ciepło, czy raczej powinien ubrać coś z długim rękawem (;)). Ubiera się. Śniadanie je dopiero w przedszkolu, bo w sumie w ciągu półgodziny z głodu nie padnie, a dodatkowo do przedszkola mamy 5 minut. 
W czasie, gdy starszak sam działa, ja mam czas przygotować siebie i malucha. Wszystko to układa nam się w miarę sprawnie i bez dodatkowego stresu. Choć czasem zdarza się, że starszak „staje okoniem”. Wtedy trzeba trochę  po drążyć, o co chodzi (tym razem). Zazwyczaj rozmowa pomaga.

Rytuał usprawnia codzienność. Zapobiega dodatkowym stresom i uczy samodzielności.

Zajęcia dla dzieci.

Chcesz mieć czas dla siebie? Znajdź odpowiednie zajęcie dla dzieciaków. Wbrew pozorom, nawet gdy muszą być przymusowo w domu, jest opcja. 
Choroby dzieciaków zawsze powodują stres u rodziców. Przede wszystkim z dwóch powodów. 
Po pierwsze dzieciak jest chory. Ha! Rodzice są dziwni, bo chcieliby, aby ich dzieci NIGDY nie chorowały, ale z drugiej strony muszą chorować, aby popracować nad swoją odpornością. Błędne koło.
Nie lubimy patrzeć bezradnie, jak one cierpią. Taka prawda.  Cierpimy razem z nimi. 
Po drugie dzieciak chory jest marudny i siedzi w domu. Ciężko nam cokolwiek zrobić, bo ciągle tylko słyszymy marudzenie i jojczenie…. wrrrr….. Trzeba na to mieć anielską cierpliwość.

Co robimy? Znajdź dzieciakowi domowe rozrywki. OK. Czytanie książeczek, malowanie farbkami, rysowanie/kolorowanie, klejenie z plasteliny, zabawa klockami, autkami… To tylko kilka propozycji. I większość tych zabaw, jeśli rodzic sam zagai, to dzieciak sam później się będzie bawił.
(Przynajmniej tak mam ze Starszakiem. Mama jest OK do pewnego momentu, a później już niekoniecznie potrzebna.) 

Zajęcia dla dzieciaków znajdziecie nawet w internecie. Wystarczy wpisać: „zajęcia dla dzieci w domu”. Poniżej kilka linków, które mi wyskoczyły:

To trzy pierwsze linki, jakie mi się pokazały. I warto pamiętać, że telewizja u dzieciaków powinna być ostatecznością. Wiem i nie neguję tego, że czasami mamy tak wszystkiego dość, że  … machamy na to ręką i puszczamy tę Świnkę Peppę czy coś podobnego. Ważne, aby nie było to regułą, a jedynie wyjątkiem.

Spacery.

Zawsze, kiedy tylko możemy „wyprowadzajmy” dzieciaki na spacer. Park, pac zabaw, rower … wszystko, co tylko możliwe. Z drugiej strony rajd po galeriach to nie spacer. Przynajmniej u mnie. Chodzi o kontakt z naturą. 

Kiedyś usłyszałam takie powiedzenie (chyba szwedzkie? norweskie? No dobra, na pewno skandynawskie). 

Nie ma złej pogody, są nieodpowiednio ubrane dzieci.

I tego będę się trzymać. Ubieranie na cebulkę, odpowiednie obuwie i można praktycznie spędzić na dworze cały dzień.
W przypadku Starszaka wszelkie aktywności fizyczne pozwalają mu się uspokoić i obywa się bez marudzenia wieczorem. Trzeba pozwalać dzieciakom, aby się wyszalały, wyszumiały na dworze. Dla nas to też dobre strony. Wieczorem  możemy liczyć na „Czas dla rodziców” Yay!  

Bloki czasowe.

Trzeba sobie uświadomić pewną rzeczy. Nie masz co liczyć, że przez 2 godziny siądziesz i np. napiszesz kilka artykułów na blog. Hehehe! Nic z tego! Kiedy nie możesz „sprzedać” nikomu dzieciaków, musisz nauczyć się działać w „blokach czasowych” O co chodzi? Wybierasz jakiś okres czasowy np. 15 minut i wtedy co 15 minut np. układasz ciuchy w szafie, myjesz gary itp. 

Zdziwisz się, jak w ciągu całego dnia dużo zrobisz.

Włącz maluchów.

Kolejny pomysł, jak nie zwariować w domu z dzieciakami. Włączaj (w miarę ich możliwości) do obowiązków domowych. Pomyślisz, że nic z tego? Ha! Bo to trzeba robić w ramach zabawy lub rywalizacji. Na przykład sprzątanie zabawek z podłogi. Konkurs pt.: „Kto więcej i szybciej pozbiera czerwone samochodziki?” U mnie działa. Acha. Nagroda musi być. U nas zazwyczaj gofry. 😉

Rozmawiaj cierpliwie.

Wiem, wiem, że cierpliwość (obok czasu) to jedna, z rzeczy której nigdy dość rodzicom. Warto ją ćwiczyć zawsze. Rozmawiaj z dzieckiem cierpliwie i odpowiadaj na stutysięczne pytanie: „A dlaczego?”. Ileż to razy chciało się głupio odpowiedzieć. hehehe… Pytania uczą dzieci. Nie możemy być wkurzone na to, że nasze dzieci chcą się rozwijać. Robią to intuicyjnie, a nie złośliwie. Taki etap rozwoju, że musi pytać i już. Powzdychaj sobie w duchu i odpowiadaj na pytania.  

Nie śpiesz się.

W sumie to jest to punkt połączony z punktem powyżej. Jak to zrobić, aby się ciągle nie śpieszyć? W miarę możliwości zaplanuj, co się da i przewiduj niektóre sytuacje. 
Jeśli wiesz, że twoje dziecko ciężko/długo wstaje rano, to nie oczekuj, że w ciągu 20 minut będzie gotowe do wyjścia do przedszkola. Co zrobić? Proste – budzić odpowiednio wcześniej. Tak, Ty też wstajesz wcześniej. Coś za coś.
Zaprowadzając dziecko do przedszkola, nie gnaj z nim. On musi wszystko pooglądać, bo a nuż przez noc coś się zmieniło?
Pośpiech zawsze wyzwala stres oraz złość. Może lepiej nie stwarzać takich sytuacji, co? Denerwujesz się TY, a dziecko też nie najlepiej się czuje. Sytuacja bez sensu. 

Proś o pomoc.

Czujesz, że zaraz wybuchniesz? Tak, Ty też masz do tego prawo. Jesteś człowiekiem, a na dodatek matką. Nie czuj oporów, aby prosić o pomoc. A jeśli słowo „pomoc” nie przychodzi Ci łatwo, możesz oznajmiać, że teraz jest czas dla Ciebie i Pan Mąż ma zająć się dzieciakami. 

Dlaczego to takie ważne? Jeśli jedziesz na oparach, to w pewnym momencie wybuchniesz, ale w najmniej przewidywanym momencie. Co gorsza, jest duże prawdopodobieństwo, że oberwie się rykoszetem dzieciakom. Co będzie później? Twoje wyrzuty sumienia. Tak i znowu nie dałaś rady, prawda? To bardzo błędne koło. Lepiej nie dopuszczać do sytuacji, kiedy zmęczenie rzutuje na nasze emocje i relacje zwłaszcza z dziećmi.

Chyba prościej poprosić o pomoc? Prawda? Wiem, że nie wszyscy mają możliwość z korzystania Pana Męża/Partnera/Teściowej/Mamy. Ale nie sądzę, aby nie mieć ani jednej koleżanki, przyjaciółki. A nawet 30 minut co jakiś czas robi wielką różnicę. 

Ucz się rodzicielstwa.

Wiecie, że wychowywania dzieci trzeba się uczyć? To  nie jest tak, że stając się rodzicami, to automatycznie wszystko na temat dzieci wiemy. Kiedy sobie to uświadomimy to mamy połowę roboty za nami. Grunt to wiedzieć, że trzeba czegoś się dowiedzieć. 

Osobiście, od kiedy zostałam mamą za pierwszym razem, jestem za Rodzicielstwem Bliskości. Od niedawna poznaję kolejną koncepcję, jaką jest Pozytywna Dyscyplina. Oba te dwa nurty bazują na szacunku do dziecka, jego emocji, ciała oraz na rozumieniu pewnych etapów rozwoju dziecka. Obalają mit „Buntu Dwulatka”. To nie bunt, a kolejny etap rozwoju. 

Skąd czerpać informacje, jak się uczyć? Ja czytam książki (godny uwagi autor to Jesper Juul) oraz zapisałam się do odpowiednich grup na Facebooku. Społeczność zgromadzona przy konkretnym założeniu bardzo mocno może nam zrozumieć własne błędy i pokierować do rozwiązania kłopotów, jakie są naszym udziałem.


Mam nadzieję, że te kilka rad pozwolą Wam poukładać sobie wszystko w głowie i nie zwariować z dzieciakami w domu. A najważniejsze to poczucie humoru, bo gdy wszystko inne zawodzi, pozostaje jednie śmiech. Powodzenia. 

Rozdaję listę, dzięki której możesz zapisywać przeczytane książki (dwie wersje do wyboru). Odbierz swój prezent.

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz