Wewnętrzny krytyk

with Brak komentarzy

Nikt nie potrafi dobić się skuteczniej niż Ty sam. Wewnętrzny krytyk robi dobrą robotę, prawda?
Jak to się stało, że się pojawił w nas i jak z nim pogrywać, aby nam nie szkodził?

Skąd się wziąłeś?!

 

Dawno, dawno temu zaistniały pewne niewinne sytuacje. I to one zapoczątkowały rozwój Wewnętrznego Krytyka.
Jest on naszą subosobowością, czyli częścią nas, naszego ja. Nie możemy go ignorować. Podobnie jak nie możemy ignorować na przykład prawej ręki. Jest częścią nas i już. Jest. Trzeba to zaakceptować.

Wziął się z pochopnie wypowiedzianych słów dorosłych.

“Ładnie narysowałeś, ALE….” – i tu włączało się …. myślenie małego dziecka, że nie jest idealne, że musi jeszcze bardziej się postarać. To nie jest tak całkiem złe, bo uczy motywowania się i samodyscypliny. Ale jeśli słyszysz ZA KAŻDYM razem te słowa to … jest to pożywką dla Wewnętrznego Krytyka.
Później już dziecko nie pokazuje obrazka, bo obawia się, że jest nie dość dobry, że nie jest idealny.

Pamiętajcie, nie chwalcie osoby (dziecka), ale wynik, osiągnięcie (obrazek). Dlaczego? Bo chwalenie osoby to nagroda, którą chce się osiągać więcej i więcej razy. Później coś tworzymy bądź robimy dla samej nagrody (pochwały), a nie dlatego, że to lubimy (lubimy rysować?).

Ja starszaka nie chwalę. Ale podziwiam jego obrazki, które (nie oszukujmy się) są specyficzne. On nie lubi kolorować gotowych obrazków, a jak musi (przedszkole), to zawsze dobiera tak kolory, że panie przedszkolanki załamują ręce. A no i oczywiście wyjeżdża poza kontur, bo jak inaczej. Oto wolny duch twórczy.

Jak działasz?

 

Wewnętrzny Krytyk, jeśli mu pozwolić, jest ciągle obecny w naszych głowach. To ten głos, który mówi, że coś powinnyśmy zrobić tak, a nie inaczej (trzymaj się normy!). To on powtarza, że jakaś rzecz nie jest jeszcze dość dobra, aby ją pokazać komukolwiek. A-cha i jeszcze to ten głos, który mówi nam – “Przemyśl to bardzo dokładnie. Nic nie rób na razie.”

Co on z nami robi? Są trzy jego metody:

  1.  “Tył zwrot!” – uciekamy od rzeczy, którą robiliśmy.
    Wyobraźcie sobie taką sytuację. Uczycie się np. szycia. Umiecie wykroić elementy z materiału, macie wizję ciucha jak to będzie wyglądać i siadacie do maszyny, aby ukończyć pracę i pokazać wszystkim rezultat waszej nauki. I co? Jesteście tak blisko, że … rzucacie to w kąt, bo i tak nigdy nie będziecie tworzyć tak pięknych rzeczy, jakbyśmy chcieli. Rzucamy focha, obrażamy się na nie wiadomo co. Koniec. Zostawiamy tą rzeczy i nigdy do niej nie wracamy, bo głosik w głowie mówi, że jesteśmy w tym mega do niczego, więc po co się męczyć, jak nic z tego nie będzie?
  2. Blokada – siedzę i płaczę.
    Czasami ten wewnętrzny głos tak nam nagada, że nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ani ruszyć dalej, ani rzucić tego wszystkiego w cholerę. I co? I siedzimy i płaczemy (mentalnie, w środku, do siebie). Ani tak, ani siak.
    Tkwimy w tym międzyczasie (nigdy nie wiadomo jak długo) do momentu, aż ktoś lub coś popchnie nas w jedną, lub drugą stronę. Taki kop w tyłek na opamiętanie. A krytyk mówi: “Widzisz? Mówiłem, że nic sam nie potrafisz zrobić, potrzebujesz kogoś innego, bo sam jesteś daremny.”
  3. “I jeszcze to, i jeszcze to” – metoda na wieczne nigdy.
    Tak dopieszczasz projekt lub jakąś umiejętność, że nigdy nie pojawia się na świetle dziennym. Bo kiedy już by się wydawało, że gotowe Ty znajdujesz kolejną rzecz, którą możesz zrobić lepiej. Perfekcjonizm w bardzo złym wydaniu. Nigdy nie będzie idealnie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie o twojej pracy, dziele – “Co za gniot”. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wytknie Ci, że czegoś nie umiesz. Tak to jest. A nasz wewnętrzny krytyk nie pomaga nam w tym przypadku. Chce dobrze, bo próbuje nasz skłonić, abyśmy się rozwijali, uczyli i tworzyli nowe rzeczy. Ale stosując tę metodę działa na nas odwrotnie.

 

Co z Tobą zrobić? 

 

Jak zadziałać, aby nam nie niweczył naszych wszystkich wysiłków? Recepta jest jedna. Uświadomić sobie, że wewnętrzny krytyk jest w nas i zaakceptować ten fakt. Już sama świadomość i obserwacja, jak na nas działa, pozwoli nam rozwijać się (w miarę) bez większych problemów.
I pomaga również posiadanie własnego fana, który z zachwytem będzie nam zaglądał przez ramię i mówiła (na przekór krytykowi): “Ale to masz fajne”. Niech chwali twoje dzieło, umiejętności, ale nie Ciebie samego. Rozumiecie różnicę?


Jak wiecie, zaczęłam uczyć się programowania. I już zaliczyłam pierwsze spotkanie z moim wewnętrznym krytykiem. Powiedział mi, że jestem na to za głupia, że się tego nie nauczę i że się nie nadaję.
A później mój osobisty fan spojrzał na pierwszą stronę, którą zrobiłam od zera i powiedział: ” Co to za strona? Fajna jest”. I co? A to, że to MOJA pierwsza strona. Nie była idealna, a wręcz mogę powiedzieć, że beznadziejna (według mnie).
A później jeszcze odezwał się mój mentor z kursu i co powiedział? “Jest całkiem OK. Kilka małych poprawek i będzie dobrze”.

To znaczy, że nie jest tak źle, jak powtarza mi mój wewnętrzny krytyk. Warto słuchać nie tylko jego.

Zapisz się na Newsletter i pobierz prezent powitalny.

Co miesiąc znajdziesz miły list w skrzynce e-mail ... A już dziś śliczna jesienna zakładka do książek oraz tapeta na pulpit może być Twoja.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Latest posts from

Zostaw komentarz