Odpuść sobie

with Brak komentarzy

Zniechęcenie dopada nas wszystkich. Wcześniej czy później je odczuwamy. Czujemy się z tym źle… Co zrobić?

Wszystko, co kiedyś nadawało nam pęd i motywację, teraz przytłacza i “straszy”. Mamy wrażenie, że jeszcze jeden nie odpowiednik krok i wszystko zawali nam się na głowę.

Odczuwa to każdy, w pewnym okresie życia. I ten, kto pracuje na pełnym etacie i ten freelancer. I matka (teoretycznie) nie pracująca, siedząca w domu. I mam wrażenie, że tym ostatnim jest najciężej. Dlaczego? Bo każdy pyta zdziwiony: a co ona ma do roboty! Taaa…temat rzeka.

Kiedy wiemy już, że nadchodzi ten okres spadku formy, co najlepiej robić? Ha! Sprawa jest prosta, a zarazem skomplikowana. Trzeba odpocząć. Odpoczynku też trzeba się uczyć.

Gdy kogoś zapytać jak odpoczywa, to otrzymujemy odpowiedzi-gotowce. Oczywiście tylko w weekend się odpoczywa i to koniecznie na łonie natury. Oczywiście:/

Najlepszy efekt dają malutkie odpoczynki ( oddechy ) w ciągu dnia. Kiedy jeszcze pracowałam, często zdarzało mi się zajść do pracowniczej kuchni, aby popatrzeć przez okno. Brzmi śmiesznie? Może, ale po kilku godzinach wpatrywania się w cyferki na monitorze i skupiania się nad gotówką, to odprężało umysł. Moje myśli wędrowały sobie, a oczy śledziły zieleń drzew lub przechodniów.
Teraz jak jestem w domu, wbrew pozorom również mam cały wachlarz obowiązków i rzeczy to zrobienia/ pamiętania.
Tak, większość sama sobie narzuciłam – chociażby to, że na blogu pojawiają się trzy wpisy w tygodniu. Myślicie, że łatwo jest się do tego zmotywować i ( co najważniejsze ) wytrwać? Otóż nie. Już kilka razy miałam ochotę odpuścić sobie i napisać Wam, że będzie tylko jeden post na tydzień… Ale trzymam się. Na razie nic nie zmieniam. 😉

Wymyśliłam sobie kurs programowania i narzuciłam sobie chyba za bardzo szybkie tempo. Jestem nim przemęczona. Dlatego co jakiś czas robię sobie dzień, dwa dni bez kursu. Aby umysł się trochę odświeżył. Wtedy czytam książki ( inne niż podręcznik Java ), ogarniam mieszkanie itd.

Czasami trafia mi się dzień “śmierdzącego lenia”. Kiedyś było dużo takich dni, teraz już wiem, że spowodowane były stanem mojej tarczycy. Teraz już niezwykle rzadko mi się przytrafiają, ale są. Co wtedy robię? NIC. Odpuszczam sobie. Na następny dzień dostaję “power” i ogarniam obowiązki bieżące i zaległe. 😉 Taki dzień nic nierobienia jest potrzebny. Pozwala złapać na nowo dystans, zmotywować się do dalszego wysiłku ( zwłaszcza kiedy zapisujemy sobie kolejne kroki “w czymś” ).

Jak motywuję się do kursu? Zapisuję, ile zrobiłam z niego. Dane są w procentach, więc to takie sobie bawienie się. Z datą, kiedy zaczęłam i na jakim procencie teraz jestem. To podbudowuje. A jeśli chodzi o podręcznik Java, to każdy kolejny rozdział pokazuje mi, jak daleko jestem.
Jestem tak daleko, nie opłaca się teraz rezygnować!”.

Kończąc już: przypominam, odpuście sobie co jakiś czas. Świat się nie zawali, jeśli wyjdziecie z przyjaciółką na ploty zamiast prasowania sterty ubrań. Trzeba nauczyć się odpoczywać w międzyczasie, bo kiedy indziej? W weekend okaże się, że trzeba coś zrobić na wczoraj i nici z odpoczynku.

Zapisz się na Newsletter i pobierz prezent powitalny.

Co miesiąc znajdziesz miły list w skrzynce e-mail ... A już dziś śliczna jesienna zakładka do książek oraz tapeta na pulpit może być Twoja.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Zostaw komentarz