Czego nie używać w ciąży?

with Brak komentarzy

Temat kosmetyków ( nie tylko w ciąży i w czasie karmienia piersią ) wzbudza w nas, kobietach, zawsze gorące zainteresowania. Lubimy wiedzieć “co w trawie piszczy”, lubimy nowinki kosmetyczne i chcemy, aby nasze kosmetyki były bezpieczne dla nas ( i naszych dzieci w brzuchach ).

To takie oczywiste. Kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy w ciąży ( tak było przynajmniej u mnie ) przeglądamy nasz zestaw kosmetyków w łazience. Polujemy na te, z których trzeba bezwzględnie zrezygnować.

Z tym że w internecie jest sporo stron o tym traktujących, a wprowadzają jeszcze większy mętlik w głowach… okazuje się finalnie, że podbieramy kosmetyki swojemu czteroletniemu synkowi, smarujemy nierafinowanym olejem kokosowym, a na usta zamiast balsamu nakładamy miód z zaprzyjaźnionej pasieki.

Obłęd? Pewnie trochę tak. Chciałabym Wam doradzić czym się kierować przy wyborze kosmetyków… ale nie jestem specjalistką, więc mogę jedynie doradzić umiar i zdrowy rozsądek.

Nasz instynkt i tak podpowie nam, że najbezpieczniejsze są kosmetyki:

  • hipoalergiczne, gdyż jeśli są dobre dla alergika, to nie mogą tam się znajdować żadne sztuczne i szkodliwe składniki. Jednak mimo wszystko obejrzałabym ich skład, gdyż w ciąży nie można stosować niektórych naturalnych substancji.
  • naturalne. Tak jak powyżej, naturalne, czyli nieprzetworzone i bez sztucznych składników.
  • mineralne. ( j.w.)
  • dla dzieci od 1. dnia życia. Tak na logikę, przecież nie mogą szkodzić, prawda?
  • dla mam w ciąży. Z atestem i skierowane właśnie dla nas. Aczkolwiek spotkałam się kiedyś z kosmetykiem dla mam w ciąży, który zawierał ogrom sztucznych dodatków ( w tym zapachowych ).

Nadrzędną zasadą powinno być zdecydowanie: czytanie składu kosmetyku. Im krótszy, tym lepiej. To tak jak z jogurtami naturalnymi, jeśli jedynymi składnikami są: mleko i kultury bakterii – to jest najlepszy.

Czego wystrzegać się w kosmetykach?

⇐ Lista do ściągnięcia  

  • witamina A i jej pochodne  (retinol i retinoidy), czyli kremy przeciwzmarszczkowe, anti-aging i przeciwtrądzikowe
  • tetracykliny ( preparaty przeciwtrądzikowe)
  • kwas salicylowy i jego pochodne, znajdują się w peelingach i kosmetykach przeciwtrądzikowych. Wyczytałam, że powodują wady wrodzone płodu (!), powikłania ciąży, zaburzenia krzepnięcia krwi u noworodka, także nie warto…
  • triclosan, obecny w  mydłach przeciwbakteryjnych i płynach pod prysznic – jest rakotwórczy. Sądzę, że stosowanie tych kosmetyków nawet nie w ciąży powinno się skontrolować. A te mydła antybakteryjne powinny być stosowane jedynie, gdy nie ma dostępu do umycia tradycyjną metodą. Uwaga! To moje bardzo osobiste zdanie na ten temat.
  • olejek bergamotkowy, warto unikać, jeśli nie chcemy mieć plam pigmentacyjnych. W ciąży nasza skóra bardzo mocno szaleje na skutek skoków hormonalnych, dlatego pamiętajcie wysokie filtry UV – nawet zimą. 😉
  • olejek rozmarynowy zawiera rakotwórczy safrol, … hmmm … wyczytałam, że stosowany do ustnie (!) ma działanie poronne. Jak dla mnie jest problematyczny, więc lepiej go po prostu nie stosować w ogóle.
  • duże stężenia kwasów AHA, nic co działa bardzo intensywnie i agresywnie nie powinno być stosowane. Kwasów AHA stosuje się w zabiegach złuszczających. Mogą wystąpić podrażnienia i przebarwienia…
  • duże stężenia związków fluoru, lepiej odpuścić sobie fluoryzację oraz płyny do płukania jamy ustnej – toksyczne dla płodu
  • olejki eteryczne ( np. z pietruszki, różany, lawendowy ), nie są wskazane, gdyż niektóre mają działanie poronne, a inne mogą po prostu uczulać.
  • algi, wyczytałam, że nie należy ich stosować, ale nic konkretnego przeciw nim nie znalazłam… poza dużą zawartością jodu, który w nadmiarze może być szkodliwy dla dziecka. Moje maseczki z algami muszą poczekać. 😉
  • flatany, znajdują się w niewielkich ilościach w niektórych szamponach, dezodorantach, prefumach, piankach do włosów, lakierach do paznokci i do włosów. Z nimi ostrożnie w III trymestrze, gdyż wpływają na gruczoły płciowe naszych dzieci w brzuchach. Nie musimy z nich rezygnować całkowicie, ale mocne ograniczenie jest jak najbardziej na miejscu.
  • toluen i formaldehyd, są rakotwórcze. W ogóle nie powinno się używać kosmetyków z ich zawartością…;(
  • parabeny, BHT i BHA, to sztuczne przeciwutleniacze  stosowane w maseczkach i kremach. – wyrzucamy.
  • SLS, SLES ,często można je znaleźć w płynach do higieny intymnej, kupujmy te hipoalergiczne w aptekach, a będzie dobrze.
  • olej z sojowy i wyciąg z soi, soja ma działanie estrogenne, mogą pojawić się przebarwienia. Występuje w mleczkach do demakijażu, kremach nawilżających.
  • kosmetyki z kofeiną i wyciągiem z kasztanowca, mogą skutkować pojawienie się żylaków, wpływają na przepływ krwi w żyłach, lepiej z nich zrezygnować.

ufff… to chyba wszystko, co udało mi się znaleźć.

Także rozsądek i czytanie etykiety, to podstawa przy wyborze kosmetyków.

Już niedługo pokażę, co ja wybrałam do swojej codziennej pielęgnacji. Zapraszam.

Zapisz się na Newsletter i pobierz prezent powitalny.

Co miesiąc znajdziesz miły list w skrzynce e-mail ... A już dziś śliczna jesienna zakładka do książek oraz tapeta na pulpit może być Twoja.

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych osobowych MailChimp ( more information )

Twój e-mail będzie chroniony. W każdym momencie będziesz mógł/mogła się wypisać.

Zostaw komentarz