Nie-poradnik życiowy

with Brak komentarzy

Znacie to uczucie, kiedy późno wracacie do domu, a tam … wybuchła bomba? Oczywiście dodajmy jeszcze nerwowe pięć z ośmiu godzin na obsłudze.

Zastygamy na chwilę. Przez głowę przebiega myśl, aby uciec. I następna – „nie ma dokąd uciec!”

Robimy wdech i wydech, i wdech i wydech, …… Ufff…. damy radę. Robimy krok przez próg.

away-1230142__180

Wszyscy sobie myślą, że jak przez większość czasu zachowujemy się spokojnie i racjonalnie, to już tak będzie zawsze. Oj nie! Mamy swój próg wytrzymałości. W pewnym momencie jest „tego wszystkiego” za dużo i … nie wiemy jak się z tym obsłużyć. Nie nauczono nas tego.

Wczorajszy dzień był ilustracją takiej sytuacji.
Ledwo weszłam do pracy i się zaczęło. Dyskusje, upomnienia i komentarze. Z moim obecnym stanie psychicznym tego było za dużo. Musiałam na chwilę schować się w toalecie. Hahaha! Jak w podstawówce! Nie dałam rady. Tak, dobrze czytacie. Napisałam to. Nie dałam rady. I trudno. Nie będę się nad tym rozwodzić.
Cały dzień był, za przeproszeniem, do bani. Jak się zaczął, tak się skończył. Na dokładkę jeszcze kilka osób się na mnie obraziła, bo powiedziałam prawdę. A spadajcie na drzewo. Prawda czasem boli i już.

Przyszłam do domu chwilę przed ósmą. Dość późno…. Wchodzę, a tu mały szaleje jak nakręcony bączek. Pytam się co on taki, a pan mężu na to: „A  kinder-niespodziankę przed chwilą wsunął.”
Ciemno mi się przed oczami zrobiło. Nosz … ku.. mać! A do tego góra naczyń w zlewie, przez duży pokój przeszło tornado… Wrrrrrr!

Wyszłam do łazienki. Posiedziałam sobie chwilkę. Pozbierałam się do kupy. Resztki dobrej woli i sił  wystarczyły jedynie na ogarnięcie młodego. Pokój i naczynia zostawiłam na rano. Umyliśmy się i poszliśmy poczytać książeczki. Z racji tego, że książeczek musiało być koniecznie sześć – mały zasnął przed dziesiątą.

Oczywiście dziś rano miał problem ze wstaniem do przedszkola. Znów dyskusje. Całe szczęście, że rowerek biegowy i fakt, że jest piątek, jakoś go przekonał do ruszenia tyłeczka z wyrka.

Porada na takie sytuacje? Czasami warto odpuścić sobie i innym. Szkoda nerwów. I tak mamy już poranioną psychikę. Po co jeszcze dokładać sobie bólu.

Dziś prawie już weekend, więc proszę wszystkich, aby cokolwiek by się nie działo – zostawiać to na zewnątrz siebie. Nie kumulujcie w sobie frustracji innych ludzi. Wiem, łatwo się mówi, trudniej tak się zachować. Przynajmniej próbujcie.

Od dłuższego już czasu mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję. A wszystko, czego się dotknę to totalny nie wypał. Myślałam, że same chęci pozwolą przebrnąć przez trudny czas. Myliłam się. Przynajmniej u mnie się to nie sprawdza.
Ochota, aby zamknąć się w czterech ścianach i nie wychylać nosa, jest coraz większa.

Wbrew sobie wychodzę do ludzi, do pracy. Moja skorupa jednak zamyka się coraz ciaśniej. Ktoś powiedział, że jestem zimna i zdystansowana. Tak, po tylu rzeczach, które mnie spotkało, tak się czuję i tak się zachowuję. Może kiedyś znowu zacznę się otwierać na innych. Choć bardzo wątpię. Coraz mniej znajomych chcę widzieć, więc nie wiem, czy oni też chcą mnie jeszcze znać. A skorupka twardnieje i zamyka się mocniej.

Zawsze byłam trochę aspołeczna. I już.

Aby do weekendu.;-)

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz