Ceeelll… Pal!

with Brak komentarzy

Mieliśmy ostatnio kilka dni wolnego. Wolnego od pracy zawodowej. A takie chwile zdarzają się nie często. U mnie objawiła się  w tym czasie chęć na zmiany. Jednakże musiałam przemyśleć całą sprawę i  okazało się coś niedobrego.

away-1230142__180

W czasie spaceru w parku złapałam się na tym, że mnie TU nie ma. Myślami odleciałam daleko od drzew i rzeki. W tle słyszałam jedynie śmiech małego, jak pędzi na rowerku biegowym i głośno hamuje z okrzykiem:” iiiiiiiiiiyy!”.

Gdzie byłam? W pracy. Obecnie mamy dosyć ciężki okres i jest bardzo nerwowo. A kogo nie spytać ten zapewnia, że szuka innego zajęcia, bo już nie wytrzymuje. I ja też zaczęłam się zastanawiać czy to, co robię, mnie satysfakcjonuje. Jaki jest mój cel?

Dwa lata temu szukałam jakiejkolwiek pracy. Z nastawieniem, aby móc zarobić jakiekolwiek pieniądze.

Wiecie dobrze jakie jest moje nastawienie do zależności od czyiś  pieniędzy. Nie chcę tak żyć. Nie chcę tłumaczyć się z każdego zakupu. A w małżeństwie tylko Wam może się wydawać, że finanse są wspólne. Zbyt wiele przypadków widziałam, a o wielu słyszałam…. Nigdy nie są wspólne. W momencie jakieś większej kłótni zawsze wypłynie temat kasy.

„Bo JA zarabiam na was i oczekuję…” – najczęstsze sformułowanie. Nie chcę, aby ktokolwiek i kiedykolwiek wypominał mi, że jestem na jego utrzymaniu.

Dlatego, choć nie głodowaliśmy ani nie mieliśmy jakiś wielkich kłopotów finansowych (nawet odkładaliśmy – dało się z jednej pensji, serio), chciałam pracować. Może inaczej, bo praca to praca. Ja chciałam mieć własne pieniądze. I się udało. Po roku nerwów i depresyjnych dołków emocjonalnych znalazłam pracę. Nawet dobrze płatną jak na naszą mieścinę. I szczerze mówiąc po początkowym zachwycie nowością. Tyle fajnych nowych rzeczy do nauczenia się! Ten entuzjazm niestety już się pomału kończy. I rozglądam się. Szukam kolejnego celu.

Zawsze chciałam mieć zajęcie, które nie kolidowałoby ze mną jako osobą. Ha! Wiem, zabawna jestem. Podejrzewam, że gros ludzi twierdzi, że pracy nie trzeba lubić, jeśli przynosi dochody. Nie zgodzę się z tym. Praca, w której nie możemy się rozwijać, której nie potrafimy chociaż polubić ociupinkę, zaczyna nas tłamsić, przygniatać. Wtedy albo polegamy i ciągniemy ją dalej bez jakiś głębszych aspiracji czy chęci, albo rzucamy.

Ja nie potrafię bezrefleksyjnie wykonywać jakieś pracy. Poza tym chyba już takiej nie ma. Ostatnio usłyszałam, że nawet w zwykłej piekarni mają takie same standardy sprzedaży jak my. Muszą zagaić na dodatkowy produkt i zrobić analizę potrzeb klienta. Serio. To nic, że chce kupić tylko bochenek chleba. Bo może jakieś rogaliki bądź bułeczki?

Wracając do mojego celu w pracy… teraz dla mnie liczy się, aby jak najwięcej odłożyć oszczędności. Już wiem, że moja przyszłość tam jest bardzo mglista. Sama dokonałam analizy swoich osiągnięć i wiecie co? Nie jestem zbyt dobra w tym. Powiedziałbym, że nawet bardzo przeciętna. Czy się tym martwię? Nie szczególnie, bo mam wiele innych zalet. Całe szczęście!

Jaki jest mój cel? Zadawaliście sobie kiedyś takie pytanie? W czym jesteście dobrzy? Tak wiem, że znalezienie choć trzech zalet jest bardzo trudne. Szybciej pewnie wymienilibyście dziesięć wad! HAHA! Nie przejmujcie się tym. Jeśli jesteście z mojego pokolenia (czytaj: wychowywałaś się na osiedlu, gdzie wisiało się na trzepakach, skakało w gumę bądź jeździło się na składakach) to wiecie, że nauczono nas nie oczekiwać przyjemności w pracy. Praca to ciężka sprawa, to znój, pracę trzeba szanować, bo innej nie będzie. Nie byliśmy przygotowani na to, co się stało w latach dziewięćdziesiątych. Wszystko musieliśmy przepracować na sobie, bez znieczulenia i bez wsparcia ( bo od kogo by one było?)

Co chcę? Tak, wiem, nie powinnam być tak egoistycznie nastawiona. Ale w przypadku pracy tak trzeba. Przećwiczyłam to na sobie. Jeśli poddamy się woli innych, nigdy nie będziemy zadowoleni z siebie. Zagości w nas zgorzknienie.

Ja chcę pracy, która by mnie interesowała, którą bym lubiła wykonywać i dawała realne zarobki. Realne? To znaczy takie, przy których bym się nie musiała zastanawiać co kupić, a co nie. I jeszcze by zostało na odłożenie „na czarną godzinę”. Kiedyś przeczytałam, że najlepiej mieć finansowe zabezpieczenie w wysokości dwuletnich zarobków. No w moim przypadku jeszcze trochę brakuje. Ale czułabym się okropnie, gdybym nie miała niczego odłożonego na boku.

Pomyślcie nad swoim zajęciem. Może warto by było trochę zmienić nastawienie do niego? Albo całkowicie je zmienić na inne? Warto zacząć się rozglądać za nowymi możliwościami. Nigdy nie wiadomo, czy tuż obok nie czeka na nas wymarzona praca.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz