Pendolino

with Brak komentarzy

I po krzyku. Już dziś wracam do codziennej rutyny – coś bardzo mi ciężko. Czas uciekał w zawrotnym tempie jakby był jakimś Pendolino 😉

Dodatkowa korzyść z tego? Jest, a jakże. Prawie offline przez cały tydzień. Brak zasięgu nigdy jeszcze mnie tak nie ucieszył.

hd_wallpaper_2986

Ale od początku. Sama podróż była – wbrew moim obawom – znośna. Adaś dał radę w pociągu. Myślałam, że będzie się bardzo nudził w czasie podróży i będzie marudził. Całkiem nie źle nam ta trasa poszła z wyjątkiem jednego momentu.

W czasie powrotu, gdy przesiadaliśmy się w Katowicach – Adaś się zbuntował. Musieliśmy poczekać 20 minut na kolejny pociąg i mały stwierdził, że to już koniec podróży. Nie chciał wsiąść do pociągu, wyrywał się i płakał. Przyznam szczerze, że trochę zaczęła panikować. Nie bawiło mnie „kiblowanie” dwóch godzin na dworcu w Katowicach. A tak odchodził następny pociąg do domu.

Przykucnęłam obok Adasia i się pytam, dlaczego nie chce wsiąść do pociągu. A on na to, że już w domu. Tłumaczę mu, że jeszcze nie jesteśmy w domu. I czy chce jechać do babci. A on, że chce. To musi wsiąść do pociągu. On, że nie… i tak w kółko. Strasznie się denerwowałam. Aż poszłam po rozum do głowy. Trzeba myśleć jak dziecko, a nie jak dorosły. Przecież Adaś nie zdaje sobie sprawy jak skomplikuje się sytuacja, jeśli nie wsiądziemy do tego konkretnego pociągu. Szczerze jestem przeciwniczką odwracania uwagi dziecka od problemu. Bo problem jest i już. Nie zniknie. Ale wtedy po prostu odpuściłam. Zaproponowałam małemu zabawę samochodzikami w przedziale. Zgodził się. Ale sama podróż dalsza była okropna. Już po półgodzinnej jazdy mały chciał wysiadać. Musiałam z nim na rękach stać w korytarzu i pokazywać wszystko za oknem. Od krowy po zwykłe słupy energetyczne i trakcje.

Sam pobyt w Starej Wędzarni był bardzo przyjemny. Szczerze bardzo się zdziwiłam, jak czysto było w pokoju. Nawet w niektórych hotelach nie jest tak wysprzątane. Śniadanie mieliśmy w cenie noclegu – co bardzo ułatwiało życie.

Pobyt miał być bardzo intensywny, ale … w ostateczności dzień w dzień byliśmy na plaży i tylko raz pojechaliśmy do centru Gdańska. Szczerze bardzo mi to odpowiadało. Potrzebowałam takiego oderwania od codzienności.

Do plaży był spory odcinek drogi. Szło się najpierw chodnikiem, a potem skręcało się w las. Niestety komary trochę nas pocięły. Za to na plaży prawie nikogo. Bardzo mi się to podobało. Wiecie, jak to jest nad polskim morzem. Nawet palca czasami nie ma gdzie włożyć. Tam, na wyspie Sobieszewo, plaża prawie cała dla nas. Coś wspaniałego.

20160629_102744

Codziennie po śniadaniu szliśmy na plażę. Dobre trzy godzinki spędzaliśmy tam. Wracaliśmy do pensjonatu, aby się umyć i trochę odpocząć. Obiadek mocno po południu, bo przy takiej słonecznej pogodzie nie chce się za bardzo jeść.
I znów spacerek przed wieczorem. A przed samym spanie jeszcze – mały do piaskownicy, a duży kufelek piwa. Znowu spłukanie piachu i spanie. Dosyć bez problemowo nam te dni upływały. Choć momentami, kiedy mały sprawdzał nasze granice cierpliwości i Pan Mąż miał go trochę dość.

Jak bym miał jeszcze gdzieś jechać, z pewnością wybrałabym ponownie tę wyspę. Spokój i cisza. Zero tego nieznośnego harmidru tak typowego do letnich kurortów. Z dyskotekami i durnymi sklepikami co krok.

Czy odpoczęłam? Trochę tak. Ha ha! Pan Mąż stwierdził, że odpoczęłabym całkowicie jedynie, gdyby małego nie było z nami. Nie wiem, czy tak dałabym radę. Pewnie już po dwóch dniach bardzo tęskniła za nim. Tak czasami mnie wkurza. To fakt. Ale przynajmniej zdaję sobie sprawę, że on musi, a ja powinnam spróbować go zrozumieć. Jakoś człowiek musi się nauczyć postępować w określony sposób. Skąd ma wiedzieć co można, a co nie jeśli tego nie przećwiczył? Dlatego w każdej takiej podbramkowej sytuacji biorę głęboki oddech i staram się. Naprawdę staram się być po prostu z nim i przy nim. Nie obok niego. Nie wrzeszczę i ( broń boże! ) nie biję czy szarpię. Tak, niestety zauważam takie sytuacje. Po prostu jestem i czekam.

Wakacje wakacjami, ale dziś już wracamy do pracy. Zważywszy, że (tak jak już pisałam) obarczono mnie dodatkowym obowiązkiem i sporą odpowiedzialnością – jestem trochę mniej optymistycznie nastawiona. Jednak tydzień to stanowczo za mało na odpoczynek.

Wszystkim, którzy dopiero teraz zaczną wakacyjne wyjazdy, życzę szczęśliwej podróży i jak najmniej stresu. Pamiętajcie – czasami warto odpuścić. Szkoda nerwów i czasu, który być może spędzilibyście na fajnej zabawie.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz