Budzimy się

with 1 komentarz

Dla wszystkich pracujących rodziców poranek jest najbardziej newralgicznym i stresującym momentem całego dnia.

Dlaczego? Bo {wydaje nam się } nie panujemy nad sytuacją. Zazwyczaj się śpieszymy, a nasze maleństwo … no cóż ma swoje priorytety o tej porze dnia. Na przykład musi się pobawić lub jeszcze trochę pospać 🙂

 

alarm-clock-1193291__340

Czytałam ostatnio na blogu Edyty Zając wpis traktujący o „trudnych” emocjach u dzieci. Czytam tego bloga od jakiegoś czasu, bo Edyta bardzo inspirująco pisze o samorozwoju. A ten konkretny wpis skłonił mnie trochę do rozmyślań nad tym jak wyglądają nasze – moje z Adasiem – poranki.

Czy jest super pięknie i w ogóle? Nie zawsze. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Jeśli my jako rodzice się spinamy – dzieci to czują. Ich naturalną reakcją na taką „agresję” jest opór.

Jak my próbujemy przejść bezboleśnie przez poranki? Już opisuję na przykładzie dzisiejszego. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że miałam wspomaganie w postaci czystych kartek przeznaczonych do rysowania w przedszkolu.

W mojej pracy zostaje masę połówek A4 papieru, które prawdopodobnie wcześniej były po prostu wyrzucane. Jak zaczęłam tam pracować zauważyłam te sterty ( tak tego są całe sterty – niestety ) papieru. Po miesiącu lub dwóch zapytałam się mojej pani kierownik co się robi z tym papierem finalnie. „Wyrzucamy” – odpowiedziała. Mam wrodzoną awersję do bezmyślnego marnowania czegokolwiek, więc zaproponowałam, że zaopiekuję się tymi zbędnymi kartkami. Zgodziła się. Na początku zamierzałam je przynosić do domu, aby mały miał na czym rysować, ewentualnie oddałabym przyjaciółce, która ma trójkę maluchów – z tym samy zamysłem – niech sobie rysują.

Aż głupio się zapytałam w przedszkolu czy nie potrzebują. Odpowiedź była, że bardzo.I na tym to stanęło.Co jakiś czas przynoszę sterty papieru do przedszkola, a Adaś oczywiście musi mi pomóc zapakować do reklamówki i przekazać pani Krysi – osobiście – żeby nie było 😉

Dziś wstałam wcześniej od małego. Zjadłam śniadanie, wypiłam kawę, umyłam i ubrałam się. I idę … podchodzę do łóżka, gdzie maleństwo śpi. W noc znowu przewędrował ze swojego łóżeczka do nas.

Kładę się obok niego i zaczynam budzić. Na czym to polega? Głaszczę go po główce, wołam po imieniu, że trzeba już wstać i iść do przedszkola. Że trzeba zanieść papier dla pani Krysi i dzieci. Zazwyczaj takie budzenie trawa około dwudziestu minut. Dlatego zawsze wstaję wcześniej i mam ogromny marines czasu na obudzenie szkraba.

Kiedy już otworzy oczy musi się poprzeciągać i jeszcze trochę poleżeć. Nic na siłę.

Wychodzi z łóżka, pierwsze kroki do łazienki – szybkie skorzystanie z toalety ( już od jakiś dwóch miesięcy nie śpi z pieluszką – puki co nie było żadnej wpadki 🙂 ). Myjemy buzie i drepta mały do dużego pokoju, aby znowu trochę poleżeć na kanapie. To jego rytuał i nie zamierzam mu tego bronić. Później coś na ząb ( małego, bo za chwilę i tak będzie jadł śniadanie w przedszkolu ) i ubieramy się.

Maluszek ponownie wraca do sypialni i z szuflad wybiera sobie ubrania. Mamy tak ciuchy od niego po układane, aby nie ubierał grubego swetra w lecie 😉 – więc wybiera spodnie i koszulkę i skarpetki i … próbuje się ubrać. Wychodzę z założenia, że jak najwięcej ma sam robić wokół siebie. Wspieramy , a nie wyręczamy. Tak więc ubieranie _ w oczach rodzica – trwa wiecznie. Dlatego jest tak ważne aby mieć na to czas!

Hurra! Ubrany! Zakładamy sandałki i … mały zaczyna ciągnąć reklamówkę z papierami w stronę drzwi. Znając go już trochę – mam na niego pewien myk. On koniecznie chce zawsze sam zanieść ten papier. To ciężkie i wielkie, więc dla niego szykuję małą reklamówkę z garstką papieru i wręczam mu do łapki. A większy pakunek biorę ja.

Idziemy. Droga do przedszkola nam się nie dłuży, bo przecież jest ważne zadanie do wykonania – zanieść papier.

Tak myślę, że takie małe zadania bojowe bardzo nam pomagają w ogarnięciu poranków.

Wszystko zależy od podejścia i … cierpliwości. Wiem, ja też czasem ją tracę. Ale trzeba się w tym ćwiczyć.

Pozdrawiam i życzę samych spokojnych poranków.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

One Response

  1. Magda Wojdała
    | Odpowiedz

    Powiem tam – nie mam dzieci, a to dla mnie też newralgiczny czas … 🙂

Zostaw komentarz