Sport narodowy

with Brak komentarzy
Zastanawialiście się czasem dlaczego tak łatwo przychodzi nam marudzenie, narzekanie?
Jest na to wiele teorii.

W Polsce uwielbiamy narzekać. Nie umiemy inaczej rozmawiać jak tylko: „ach! no wiesz … robota, dom, robota , dom i nie ma czasu na nic innego”.
Nasze wrodzone malkontenctwo nie pozwala nam powiedzieć, że się cieszymy,że jest praca, że „mamy co do gara włożyć”. 
Wbrew naszej pokręconej logice – chcemy jednak być szczęśliwi. A szczęście dla każdego z nas oznacza całkowicie co innego. Czasami można tylko zmienić perspektywę, aby przekonać się, że szczęście już zawitało do nas. Nie musimy usilnie do niego dążyć, bo ono już jest!
Tylko go nie zauważyliśmy. 🙁
Jak to jest z tym naszym marudzeniem? Mam na to swoją teorię. 
My Polacy BOIMY SIĘ być szczęśliwi. Dlaczego? Bo za każdym razem, gdy wydawało się, że w końcu nasza sytuacja narodowa, polityczna, gospodarcza itd. zaczynała być unormowana – nikt nie „przeszkadzał” w rozwoju naszego państwa – okazywało się, że znowu nic z tego nie będzie.
Tak wiele razy ta sytuacja się powtarzała ( spójrzcie na naszą historię ), że choć ciągle tli się w nas ostatnia iskierka nadziei to nie mamy odwagi głośno mówić o swoim szczęściu – tym prywatnym – bo zawsze znajdzie się ktoś kto zrówna nas do poziomu marudów.
Jesteśmy narodem umartwiającym się w imieniu całej ludzkości. Serio. Czasami mam takie wrażenie. 
Ale nie jest tak źle. Są wśród nas jednostki, które powiedziały sobie – będę szczęśliwy na przekór innym. Taki nonkonformizm w naszym społeczeństwie to nie lada wyczyn i wymóg silnej woli. Nie każdy wytrzyma napór „innych”,  którzy usilnie chcą nas oświecić i wskazać nasz wielki błąd życiowy. Bardzo dobitnie pokazują nam, że nasza filozofia życiowa to stek bzdur i totalna głupota, ignorancja rzeczywistości itd.
Co ja na to? Napiszę bardzo brzydko – GOŃCIE SIĘ! 
Ja chcę być szczęśliwa w życiu, życzę szczęścia wszystkim moim bliskim. 
Dlatego chcę szukać tych dobrych faktów i chwil w moim obecnym życiu. Jak to zrobić? To proste, ale i bardzo trudne zarazem. Wymaga samozaparcia i treningu – jak wszystko co w życiu ważne. 
Trzeba się zatrzymać i za każdym razem zmieniać perspektywę , gdy zdarza się „coś” – cokolwiek.
Ok. Teraz przykład. Dzisiejszy ranek. Oj, wyjście do przedszkola cały ostatni tydzień nie był łatwy.
Dziś powiedziałam sobie, że nie będę się denerwować i odpuszczę sobie. Będę skupiać się na małym.
I się udało. Co prawda szliśmy do przedszkola pół godziny ( zważywszy, że do przedszkola z domu mamy jakieś 300 metrów – to jest to sporo 😉 ), ale za to z parasolkami i padającym śniegiem mieliśmy trochę zabawy. To był ten szczęśliwy moment. Zapytaj siebie kiedy ostatnio obserwowałeś jak poda śnieg.
Drugi przykład. Wczoraj miałam mieć pierwszą zmianę – przez cały tydzień. Ale niestety bądź stety – okazało się, że nastąpiła zmiana. Koleżanka musiała mieć pierwszą zmianę. Więc mnie poinformowano, że mam mieć drugą. Właśnie tak – poinformowano – i tyle. Możecie sobie wyobrazić mój „nerw”. Cały wczorajszy dzień spędziłam w pracy. Tym bardziej źle się czułam z tym, że obiecałam małemu, że o 16-tej odbiorę go z przedszkola. A wiecie jak to jest z maluchami – trzeba dotrzymywać słowa. 
[ Już po 19-tej jak przyszłam do domu musiałam się mocno na tłumaczyć i przepraszać maleństwo. Co skutkowało tym, że cały wieczór nie odstępował mnie na krok – kolacja, kąpiel i usypianie – mocno przytulony do mnie. Tym bardziej miałam wyrzuty sumienia, że nie dotrzymałam słowa, ale cóż mogłam zrobić innego? Matka to ma czasami bardzo ciężkie wybory – albo nie ma ich w ogóle.] 
I cała ta sytuacja pewnie by zmarnowała tydzień – bo wiadomo – jaki poniedziałek taki cały tydzień, gdyby nie „coś”. Powiedziałam sobie: ” hej  będę tyle w pracy to trzeba to wykorzystać”. I jak powiedziała tak zrobiła. Zrobiłam 100 punktów w jeden dzień. Czyli nie zmarnowałam czasu, który musiałam spędzić w pracy. Z racji, że mam drugą zmianę, jest jeszcze klika pożytków.
Mianowicie – mogę napisać zaległy post dla Was! Ostatnio jakiekolwiek włączenie laptopa skutkowało zaanektowaniem go przez Adasia i zerowym dostępie do niego. Teraz już wiecie dlaczego mam takie duże opóźnienie. 
Mogę na spokojnie ogarnąć mieszkanie. Wiecie Adaś lubi mi pomagać w sprzątaniu i coś co w moim przypadku trwa około pół godziny – z mim wydłuża się do trzech 😉 – znacie to.
Nie pomnę szybkich zakupów…
To kilka tak naprędce przytoczonych korzyści… trzeba zawsze szukać jasnych stron.
[ Kto teraz nuci piosenkę Monty Python?  …  Always look on the bright side of life …]

To by musiało być nasze nowe motto narodowe – oczywiście spolszczone, co wy na to? 

„Zawsze szukaj jasnej strony życia.”  

Zmieńmy ten nasz sport narodowy – narzekanie – na szukanie szczęśliwych chwil i dobrych skutków komplikacji dnia codziennego.
Jest jeszcze jedna teoria dlaczego tak „smutamy”.
Mianowicie pogodę mamy do bani. Jak nie pada to jest zimno. I tylko miesiąc słońca 😉
Zawsze trzeba mieć nadzieję na trochę słońca. Jak tylko wyćwiczymy się w szukaniu go w codzienności to ( uwaga! paradoks) będziemy go zauważali coraz więcej i więcej. W pewnej chwili uświadomimy sobie, że:
„O rany! jestem szczęśliwa i nie boję się tego powiedzieć na głos! „
Życzę słońca w ten pochmurny dzień.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz