A jednak żyje!

with Brak komentarzy
Zapewne pamiętacie z ostatniego postu, że mój sprzęt „podstawowy” próbował dokonać żywota. 
Został reaktywowany. A już miałam wybrany nowy model ;). Moja poczciwa Toshiba odnowiła sobie klawiaturkę jedynie i mogła już wrócić do żywych. Szczerze to nie jestem jakoś bardzo przywiązana do sprzętów elektronicznych, ale z Toshibką przeszłam przez studia i trzy dni maratonu pracy licencjackiej
[ napisałam 150 str. w tym czasie – wenę miałam na prawdę cudowną, ale tak chyba jest jak się pisze o tym co się rozumie i lubi 😉 ]  
A wracając do sedna sprawy – Ona żyje i mogę do Was wygodnie napisać dłuuuuuugi post, a w nim co się działo aż przez trzy tygodnie! Wiem Kochani, miałam się odezwać po dwóch tygodniach – jak wrócimy z urlopu … Wybaczcie – nie przewidziałam, że koniec kwartału w pracy da mi tak po du..e. 
Ale od początku i z dygresjami.
Urlop zaczął nam się bardzo, bardzo fajnie. pogoda piękna, a dla Adasia atrakcja, którą uwielbia – Autobus!
Jakby mógł to by jeździł autobusami całe godziny. Od maleńkości tak miał. Samochody, autobusy – tak…z kolei wózek przestał być atrakcyjny jak skończył 18 miesięcy i od tej pory nie dało się Go do wózka przekonać. Dobrze to czy źle? Z jednej strony jak się zmęczy muszę Adasia wziąć na ręce ( a 15 kg swoje robi 😉 ), z drugiej strony wszędzie chce chodzić lub biegać o własnych nogach.

Co robiliśmy w Wiśle? Tak generalnie to NIC. Chodziliśmy na spacery, pływaliśmy w basenie, wybraliśmy się też na wycieczkę do Cieszyna. To był bardzo nieśpieszny i leniwy urlop. W tym czasie miałam czas nawet na telewizję (!). Pooglądałam sobie serial dokumentalny p.t. „Moje 600 g szczęścia”. Bardzo, bardzo wzruszałam się na min. A momentami ( nie wstydzę się przyznać ) popłakałam się … Już nie pamiętam kiedy ostatni raz na spokojnie oglądałam coś w TV.

Po spacerku po głównym deptaku należy się soczek, prawda?

Kawosze spacerują. Nie ma to jak kawa z Orlenu. [ Adaś ma wodę w kubku – nie panikujcie 😉 ]

Praktycznie codziennie byliśmy na hotelowym basenie. Adaś szalał. Jak przystało na zodiakalnego wodniczka – woda okazuje się jego żywiołem.

Byliśmy na wycieczce w Cieszynie. Adaś chodził z mapą, abyśmy się nie zgubili.

Byliśmy też na Skoczni Malince. Dzień Taty i synka. Wszystkie zdjęcia robione tylko przez mamę.

I jeśli chodzi o Wisłę to najważniejsze momenty macie na zdjęciach. Reszta to była leniwa proza codzienności. To takie przyjemne tak po prostu zmienić otoczenie. I nawet nie trzeba robić nic ekscytującego, aby odpocząć tak bardziej psychicznie niż fizycznie. A bycie razem w trójkę było bardzo miłe. Zwłaszcza, kiedy urlop się skończył i miałam wracać do pracy, doceniłam te chwile spędzone razem. 

Zatęskniłam za dniami spędzonymi z Adasiem we dwoje. Za tym brakiem pośpiechu i byciem wszędzie na czas.

Ostatni tydzień to była dla mnie „ciężka orka”, która skończyła się na 81% planu. Więc dałam plamę. Brak wykonania planu … może zaważyć nad moją przyszłością w banku. Ale wiecie co? Przestaję się jakoś tak bardzo tym przejmować. Wychodzę z przekonania, że nie jest tragicznie… jeszcze trochę i by było 100 😉
Następny kwartał będzie na 100. ( mam nadzieję 😉 ).
Ciężka orka – przez trzy dni siedziałam w pracy do oporu, aby zdobyć jak najwięcej punktów. Wolałabym tego nie powtarzać.

A wczoraj zaszły dwa zdarzenie. Pierwsze to małe przemeblowanie w sypialni. Co skutkowało przespaniem przez Adasia całej nocy we własnym łóżeczku. Zdjęliśmy przednią stronę łóżeczka i przestawiliśmy je tak, aby było obok naszego łóżka. Czyli nadal śpimy razem, ale zarazem osobno. Ktoś by mógł się tu oburzyć, że jak? Jeszcze śpimy z Adasiem razem? Ano tak. Czekałam kiedy będzie gotowy na to, aby mógł spać sam. To pierwszy etap. Zakończony sukcesem. Szczerze – chyba bardziej ja się tego obawiałam [ aby nie poczuł się opuszczony ] niż on. Drugi etap? Drugiej sypialnie puki co nie mamy, więc nadal będzie z nami spał, ale już w odsuniętym łóżeczku.
Drugie zdarzenie? Dostałam w końcu przepiękny Happy Planner . Będę w przyszłym roku planować zmiany w swoim życiu. Co bym chciała osiągnąć? Więcej szczęścia i całkowitą niezależność finansową. Ale to temat na inny post. Może kiedyś odkryję rąbek tego mojego sekretu, który jednak potrzebuje jeszcze wiele przemyślenie i sprawdzenia wielu aspektów.

Miłej niedzieli życzę 😉

p.s. Post o książkach oczywiście też będzie jednak troszkę później, gdyż teraz uciekamy na dwór ( ciepło – 21 st. ) – czeka na nas babcia z obiadem. Oczekujcie książkowego wpisu wieczorem. pa!

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz