Gorsza mama?

with Brak komentarzy

Parę dni temu przeczytałam pewien post.
Znalazłam go na G+.
Co mnie tknęło, aby zajrzeć do niego?
Tytuł. ” Cesarskie cięcie… rodzić po ludzku „.
Adaś urodził się przez cc … niestety nie miałam na to wpływu.

Wspomniany tekst napisała Jagodowa mama ( tu znajdziecie  jej tekst ).

Tak na serio to jeszcze nigdy nie opisywałam mojego porodu. Ale po przeczytaniu posta Jagodowej mamy uzmysłowiłam sobie, że miałam dużo szczęścia …

Adaś i ja na drugi dzień po porodzie.

Jak to było? Najpierw spokojnie i z ulgą, że to już. że Adaś pokaże nam się.

Odeszły mi wody płodowe i … nic. Cisza. Zero jakichkolwiek skurczy. 
Wsłuchiwałam się w siebie i w Adasia. Ruszał się coraz mniej żwawo.
{ wcześniej na prawdę potrafił nie źle przysadzić w wątrobę czy żebro 😉 } 
I się wystraszyłam… pojechaliśmy do szpitala. Zwykły, miejski ( chyba nawet powiatowy ) szpital.
Izba przyjęć. Pamiętam, że jacyś robotnicy malowali ścianę i pielęgniarka na dyżurce zaprowadziła mnie, abym poczekała w jakimś gabinecie zabiegowym…
Tatuś wypełniał dokumenty…
Później oddział położniczy, KTG, i … czekamy…
Nadal skurczy brak, ale jeszcze póki co wierzyłam,że urodzę naturalnie – O święta naiwności !
Dostałam kroplówkę po której pojawiły się skurcze, ale to nie było to – szczerze to na @ miałam silniejsze.
Zbadał mnie lekarz ( nie skomentuję i nie wymienię nazwiska, bo bym musiała brzydko pisać… ).
I przyszła położna. Spojrzała na wykresy, na kroplówkę , zbadała – rozwarcie 1 cm!…
Decyzja – nie ma na co czekać – Adaś coraz bardziej leniwie się rusza. 
Robimy cesarskie cięcie.
Gdzie był Pan mąż i przyszły tata? Najpierw przy mnie, ale po namowie położnej ( ” To jeszcze potrwa. Niech pan jedzie do domu coś zjeść i odpocząć „) pojechał do domu. 
Gdy tylko decyzja o operacji  ( Tak, cesarskie cięcie to operacja! ) została podjęta – zadzwoniłam do niego, aby pomalutku  wrócił do szpitala.
Szczerze mówiąc nie wiele pamiętam jak się zachowywałam, miałam wrażenie nierealności, jakby wszystko to co się działo nie dotyczyło mnie… Byłam obserwatorem…
Położne później twierdziły,że byłam spokojna i z uśmiechem na twarzy szłam na salę operacyjną.
Wewnętrznie to był jeden wielki strach, dygot, którego nie potrafiłam powstrzymać. 
{ właśnie tak reaguję na strach i stres – głupkowaty uśmiech na twarzy to takie zaklęcie – Będzie dobrze, wytrzymam, przetrwam to, nie dam się wciągnąć „pod wodę”…..} 
Czego się bałam? 
Co z Adasiem!? – to była główna myśl….a potem – boziu, będę miała operację! ( nigdy nie miałam operacji ). Nie byłam gotowa – tak mentalnie – na cesarkę. 
A to my 9 lutego… przy kolejnej wizycie taty 😉

Na sali – położna i pielęgniarki były wyjątkowo cierpliwe – ja bym nie była na tyle wyrozumiała i cierpliwa.
Anestezjolog żartował ze mną i rozśmieszał. Okazało się, że był kiedyś sąsiadem mojego męża…

Adaś zapłakał – to był najpiękniejszy dźwięk tego dnia…
Nie pamiętam czy najpierw małego obmyto, zważono i zmierzono…. czy położono na piersi…
W głowie miałam tylko: „Boże jaka kruszynka!”
I jeszcze coś do czego ciężko mi się przyznać – „Nie dam rady!!”

Pan Tata zobaczył malucha … moment …. hmmm …. 8 minut po urodzeniu …. pierwsze zdjęcie na korytarzu zrobione przez szczęśliwego tatę …To zdjęcie zamieściłam w poprzednim poście – o tu . Mały cały umazany mazią i owinięty poszwą na poduszkę ( serio! ).

W sali pooperacyjnej byłam wciąż pod kontrolą pielęgniarek… zaglądały co jakiś czas … nawet w nocy.
Ruszałam się już na drugi dzień. Szczerze? Bolało chole…nie ( 😉 ). Ale ruszałam się, położna mówiła, abym jak najszybciej stawała na nogi…
Od tego momentu Adaś był ze mną non stop. Pan mąż odwiedzał nas co dzień…
I nie było źle, aczkolwiek pielęgniarki dokarmiały Adasia (!) – o czym nie wiedziałam…Średnio pomogły mi z przystawianiem do piersi małego.

„No nie, nic pani nie robiła z brodawkami… – mina położnej wykrzywiona niesmakiem – będzie ciężko karmić…”
I całe szczęście, że jeszcze dopowiedziała, żebyśmy kapturki kupili to może będzie dobrze…
Było lepiej … serio. A potem usłyszałam, że to nic dziwnego, że po cesarce nie karmię młodego tak … po prostu i już…
No właśnie – nawet moja pani ginekolog ( miała dyżury na oddziale ) powiedziała:  „Nawet do trzech dni  może nie pojawić się pokarm w piersiach”
Jaka była moja reakcja – uwierzyłam jej od razu – bo dlaczego nie?
Ale dalej pomawiałam próby karmienia….
Na dobrą sprawę najbardziej pomogła mi przy przystawianiu do piersi – położna środowiskowa – Pani Alicja. Dzięki niej nadal Adaś jest na piersi.

Na zakończenie i w porównaniu z porodem Jagodowej mamy – miałam super poród… choć ja tak tego nie odczuwałam.
Apel do położnych, pielęgniarek i lekarzy – nie wmawiajcie mamom, które urodziły przez cc, że są gorsze.
Na forach dla mam i nawet w prasie dla rodziców można znaleźć teksty jak to jesteśmy wygodne, bo miałyśmy cesarkę, że naraziłyśmy nasze dzieci na szereg szkodliwych czynników, narażamy na kłopoty w prawidłowym rozwoju i wiele innych rzeczy.
Ja nie miałam wyboru i … wiele mam też nie ma wyboru na inny poród – tak po prostu. Nie ma różnicy jakie są powody cc – czy te fizyczne lub te psychiczne…
Pamiętajcie, że priorytetem jest dobro dziecka i matki… 

A kogo nie ma na sali, ten nie ma pełnego obrazu sytuacji. I nie ma prawa krytykować za taką czy inną decyzję matki, lekarza czy położnej.

Nie jestem gorszą matką dla Adasia dlatego, że urodziłam go przez cesarskie cięcie.
I żadna mi podobna, nią nie jest.
Z tym przesłaniem zostawiam Was.

Nowe prezenty! Zestaw ściągawek dla rodziców na podstawie książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły."

Zapisz się do newslettera i otrzymuj listy ode mnie 💖

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Danutę Cybulską w celu wysyłania do mnie newslettera i informacji handlowych. Wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować. Szczegóły w w polityce prywatności ( link )

🙋‍♀️

Follow Danuta:

Blogująca mama dwóch chłopców. Ciągle ucząca się i poszukująca pomysłu na siebie. Obecnie pogłębiająca tajniki programowania.

Zostaw komentarz