Siła prostoty

with Brak komentarzy

Minimalizm jest ostatnimi czasy taki modny. Moją głową też zawładnął, bo mam tendencję do gromadzenia „wszystkiego”. Jak ja do tego podchodzę?

Minimalizm, większość z nas postrzega jako monochromatyczne wnętrze utrzymane w stylu skandynawskim, koniecznie powiązany z jogą, medytacją i innymi zajęciami polegającymi na wyciszeniu. Właśnie wyciszenie to słowo-klucz. Nie można być nazbyt głośnym, kolorowym, wyrazistym, energicznym… Minimum wszystkiego.

Dla mnie minimalizm to sposób myślenia. Zawsze byłam zwolenniczką zdrowego rozsądku, umiaru. Przesadzone rzeczy – to nie dla mnie. Źle się wtedy czuję. Kiedyś myślałam, że po prostu nie mam swojego stylu życia, filozofii życiowej. Teraz wiem, że to, co ją określa to umiar i własne tempo.

Bardzo długo trwało nim dojrzałam to decyzji o pozbyciu się fizycznych książek, aby odgracić  swoją przestrzeń. Oj, długo. Dziś już wiem na pewno, że wszystkich nie sprzedam, a i nie zamierzam ograniczać się z ebookami (zawsze można je trzymać w  „chmurze” – na razie są darmowe).

Ostatnio przeczytałam sporo książek Dominique Lorean („Sztuka planowania”,”Sztuka porządkowania”,”Sztuka umiaru”,”Sztuka prostoty”). Masa zaznaczonych cytatów uzmysłowiła mi, że zawsze musimy balansować rzeczami. Tam, gdzie trzymam spory umiar, jeśli nie ascezę ( ubrania! ) bez problemu mogę przeprowadzić selekcję i pozbyć się rzeczy nieużywanych. Jednak w innych obszarach (książki!) zachowanie umiaru jest to dla mnie traumatyczne (;-)!) Rzucam się od powstrzymywania się całkowitego i pozbywania się do kupowania bez chwili zastanowienia. 😉

Mój minimalizm to szukanie złotego środka.


p.s. Pierwsza transza książek już poleciała do SkupBook. Nie wiem, na ile się jeszcze odważę.