Osobisty wróg.

with Brak komentarzy

Każdy z nas go ma. Nie zawsze sobie to uświadamiamy. Przeszkadza w życiu nieznośnie…

Zastanawiacie się, jak wygląda codzienność z dwójką dzieci? Inne mają ciężej/ gorzej/ trudniej? Pewnie tak.
Ale każda z nas jest inna, co innego doświadczyła w życiu i co innego oczekuje od życia.

Codzienność matki dwójki dzieci … gdyby nie pewne zabiegi pewnie mogłaby zdołować swoją powtarzalnością i zarazem nagłymi wypadkami. 😉 Tak to wygląda… Piszę to ja – matka, która „siedzi w domu”. I według większości naszego społeczeństwa – nic nie robi, ma sobie super i jeszcze do tego (O zgrozo!) – dostaje „500+”….
Te wszystkie sztywne opinie „ogółu społeczeństwa”* mnie po prostu śmieszą. Nie oddają ani drobiny tego, jak to naprawdę wygląda. A krzyczą najgłośniej (oczywiście) ci, którzy nie znajdują się w podobnej (już nawet nie piszę -tej samej) sytuacji życiowej.

*Ogół społeczeństwa według mojej definicji to każda osoba, która poprzez swoją bytność w internecie (komentarze, artykuły, wpisy na FB itp.) narzuca niejako mi i innym mamą jak według nich powinnam   się zachowywać, co robić, jak wychowywać, w co ubierać, jak karmić i co najgorsze - co myśleć na   temat mojego macierzyństwa.

Obecnie jestem na rocznym urlopie (głupia nazwa) rodzicielskim.
No to co ja takiego robię na tym urlopie? He?

Czasami się zastanawiam, co ja robiłam, jak nie był tych dwóch urwisów na świecie… a no prawda … miałam masę czasu na czytanie książek i podczas kąpieli nikt nie łomotał w drzwi łazienki z wielki rykiem „mama”.
Niestety czy też nie, większość obowiązków rodzicielskich i „obsługi” domu, spoczywa na moich barkach. Czy jest mi z tym źle? Czasami, kiedy już jestem mega zmęczona, niedospana i zirytowana pogodą….
Najgorzej, kiedy do głosu dochodzi mój osobisty wróg.

Kim jest mój osobisty wróg? Moje alter-ego. To ja sama, która mówi mi, co powinnam a co nie robić, myśleć, czuć… Znacie to.  Jak się poznałyśmy? Nie mam pojęcia – nie pamiętam. Czuję jakby była ze mną od zawsze.

Moje wyobrażenia o rodzicielstwie, macierzyństwie …. dzięki mojemu ukochanemu wrogowi musiałam wielokrotnie weryfikować. Dlaczego? Ponieważ to, co wchłonęłam na ten temat dotąd, nie za bardzo mi się podobało. Ale mój wewnętrzny wróg ciągle musiał mi wytykać to i owo. Ta wewnętrzna wojna męczy i to bardzo.

Kilka tematów do przedyskutowania.

 

„Matką jest się na pełny etat. 24/dobę”

 

No jakby Wam to powiedzieć? Hmmm…. Mamą się jest. To nie praca. To nie obowiązek. To stan umysłu. Pewne rzeczy stają się oczywiste i niepodlegające dyskusji. Jakie? Na przykład czy kochasz swoje dzieci.
Musicie zdać sobie z pewnej sprawy. Natura tak to załatwiła, że ludzkie młode, kiedy się rodzą, rozpoczynają tym faktem pewien proces. Hormony ( ach! hormony) załatwiają sporo, a dodatkowo… wiecie, że dzieci się rodzą od razu z tak wielkimi oczami, jakie będą miały już, kiedy dorosną. Ostateczna wielkość oczu i malutkie czaszki. Rozumiecie? Te „oczka jak u Shreka” robią robotę. Która z nas się nie rozpływała (pomimo bólu), kiedy spoglądała w te wielkie śliczne niebieskie oczka…. No i potężna dawka hormonów. Miłość się rodzi. Podobnie jak każde uczucie. W pewnym momencie jesteśmy przerażone faktem, że naszego maleństwa mogłoby nie być, mogłoby cierpieć itd.
W momencie narodzin dziecka rodzi się również strach o nie.
Dlatego twierdzę, że bycie matką jest to stan umysłu, uczuć, a nie stos obowiązków i przywilejów.
Można się czuć w obowiązku coś robić, ale to nie to samo. Ja czuję się w obowiązku podlewać kwiatki na parapecie… bo inaczej padną. Czy to jest to samo? Hmmm… raczej nie.

 

„Nie ma Cię, bo jesteś matką”

 

Bzdura, bzdura, bzdura! To, że urodziłaś dzieci, nie oznacza, że przestajesz istnieć jako osoba. Niektórzy uważają, że trzeba „złożyć się na ołtarzu” macierzyństwa.
Nic bardziej mylnego. Nazwijcie mnie feministką, egoistką i jeszcze jakąś inną „-istką”.

Jestem mamą i pamiętam również o sobie. Ja nie zniknęłam na porodówce! Ja jestem! Dzięki temu unikam pewnego bardzo destruktywnego uczucia – frustracji. Ona się rodzi, gdy nie zaspokoimy własnych potrzeb. To podstępne uczucie, czasami przybiera maskę poświęcenia i mamy o sobie obraz jako o tej szlachetnej matce, która wszystkiego się wyrzekła dla swoich dzieci. Można się dowartościować, ale to działa na krótką  metę. Później przychodzi żal, rozgoryczenie i frustracja.
Nie idź tą drogą! Zawsze pamiętaj również o sobie. 10 minut ćwicz – tak jak ja… Albo zajmij się rozwojem jakiejś nowej umiejętności. Ja uczę się programowania i … idzie mi to nawet dobrze. Z dwójką dzieci na karku. 😉

 

„Nie jesteś dość dobrą matką”

 

To temat rzeka. I tu nasz wewnętrzny wróg ma najwięcej do powiedzenia. Dlaczego?
Nikt nas nie uczył jak być mamą czy tatą. Pewne wzorce zachowań i metod zostały nam wszczepione już w dzieciństwie. Obserwowaliśmy własnych rodziców, rodziców naszych koleżanek i kolegów szkolnych, naszych sąsiadów, wujków, ciotek itd….
Co robimy z tym ładunkiem nieświadomie pobranej wiedzy? Próbujemy dostosować do własnego, wyidealizowanego obrazu rodzicielstwa i do … rzeczywistości. Zazdroszczę tym, którzy w tej materii nie mają konfliktów wewnętrznych. Nie doznają czegoś, co nazywa się dysonansem poznawczym. Więcej na ten temat przeczytacie tu. To nie przyjemne uczucie, bardzo nieprzyjemne i  szukamy sposobów, aby się go pozbyć, choć nie zawsze nam się udaje.

Prawda jest taka, że jesteś najlepszą matką dla swoich dzieci, nie dlatego, że ubierasz je w super stylówy, robisz wszystko według jakiegoś podręcznika…nie.

Jesteś najlepszą mamą, bo je kochasz i nie pozwolisz, aby ktoś je skrzywdził. Kochasz je za to, że są, a nie jakie są. A Twojego wewnętrznego wroga uciszaj skutecznie – spoglądając na uśmiechnięte buzie swoich łobuzów.


Tak siedzę w domu. Ktoś mógłby mi zarzucić, że jestem darmozjadem, bo inne matki wróciły do pracy po kilku miesiącach po porodzie. Jakie jest moje zdanie? Pracowałam wystarczająco długo, aby pozwolić sobie na osobistą opiekę nad dziećmi. Zapracowałam sobie na to.
Teraz pracuję (tzn. uczę się) nad tym, abym mogła w każdej chwili być dostępna dla moich dzieci. Dlatego wymyśliłam programowanie. Czy to wypali? Czas pokaże. Chciałabym bardzo.

Matki nie zapominajcie o sobie. Nie czekajcie, aż ktoś Wam pozwoli być sobą. To nigdy nie następuje, a nasz wewnętrzny wróg nie ułatwia tego, a wręcz jeszcze utrudnia. Nie pozwól mu kierować Twoim życiem, przecież masz tylko jedno i nie wiesz, kiedy się ono skończy. Dobrze wykorzystaj swój czas tu, na ziemi.