Co mnie napędza?

with Brak komentarzy

Terminy gonią, coraz więcej masz na głowie. Zegar tyka, jakby chciał Ci przypomnieć, że nie wyrabiasz.

„A daj sobie spokój z tym wszystkim.” – tak sobie myślisz po raz czterdziesty w ciągu ostatnich trzydziestu minut – „I tak nie zdążysz i nie dasz rady ogarnąć tego wszystkiego!”

STOP! Nie tędy droga.

Wiem, jak to jest, kiedy wszystko zwala się na jeden dzień … I wszystko musi być załatwione „na tip-top”. Teraz.

A jeśli masz spadek formy, to co?

Motywacja.

Motywacja jest fajna, ale niestety działa (przynajmniej w moim przypadku) bardzo krótko. Jaki to kawałek czasu? Tak do miesiąca. Potem, jeśli nie wyrobię sobie nawyku, czyli nie włączę sobie przypominajek, nie zaplanuję, nie wpiszę w listę „To do”, to przepadam. Nie robię i już. Ale jeśli chcę coś zacząć robić regularnie, to co? Motywacja nie jest w porządku? Owszem jest bardzo w porządku. Ale ciąg dalszy, ten okres po pierwszym dołku i „nie chce mi się”, jest o wiele istotniejszy. Jak to zrobić, aby nie przestać?

Stoję obecnie przed taką właśnie sytuacją. Jak wiecie, od dziś zaczynam kurs programowania. Taki kurs wymaga systematyczności „level high”. Decyzja o kupnie została podjęta … o my gosz! Półtora miesiąca temu. Moja motywacja poleciała obecnie na łeb i na szyję. Co robię?

 

Samodyscyplina

Jak się (Kurka!) zmusić do systematycznej nauki. Zwłaszcza w mojej sytuacji… hę? Jakieś pomysły? Jedyne, na co wpadłam to stukanie kodu … kiedy tylko to możliwe. 🙂 Tak, mały śpi, jak chce. To znaczy, ma mniej więcej pory drzemek, ale są to bardziej takie widełki: około 8-9 rano, około12-14 w południe oraz około 16-tej. To drzemki, a idziemy na nocny spoczynek około 18-19 wieczorem.
Co z tego wynika? I po co o tym piszę? Jedno słowo: ELASTYCZNOŚĆ. Ten, kto nie ma dzieci, prychnie pewnie ze śmiechu. Ale każda matka to stwierdzi, że trzeba łapać chwile na bieżąco, kiedy się przydarzają. Dlaczego? Bo nie wiadomo, kiedy będzie następna taka chwila. Liczysz Młoda Matko na drzemkę malucha? Że w tym czasie: zjesz śniadanie, posprzątasz, przygotujesz obiad, weźmiesz prysznic(!), pójdziesz do toalety (tak, tak…)… Rozwieję Twoje nadzieje – nic z tego. Akurat wtedy maluch będzie nie odkładalny i marudny i tak ogólnie „na nie”.
Samodyscyplina – zapisz sobie tylko trzy rzeczy, które MUSZĄ być zrobione danego dnia, a resztę zrobisz, jeśli maleństwo pozwoli.

Co u mnie musi być zrobione na pewno? Trening (nadal ćwiczę z Kasią „Trening na bosaka” – wykupiłam subskrypcję), kurs (!) i co środę – post na bloga.

 

Nastawienie

Co zrobić, aby pomimo „dołów”, chwil zwątpienia, wytrwać? Nie uwierzycie, ale jest jedna genialna i prosta metoda.

Napisz sobie karteczkę samoprzylepną albo karteczkę od Pani Swojego Czasu z tą adnotacją:

 

„Jesteś super i nigdy się nie poddasz!

Dasz radę!”

 

Afirmacje, wbrew pozorom działają. Powieś sobie ją na lustrze w łazience lub na przedpokoju ( jak będziesz przechodzić przez niego – rzucisz okiem na nią!).

 

Pozytywne nastawienie, nawet w obliczu porażki, może ją zamienić w małe zwycięstwo. Zawsze warto walczyć, o to, na czym nam zależy.