Wdzięczność

with Brak komentarzy

Najtrudniejsze jest zaakceptowanie siebie. Zwłaszcza jeśli są w nas rzeczy, które nam się nie podobają.

Wolimy nie pamiętać ani nie myśleć o tym, że składamy się z tych dobrych (według norm kulturowych) i tych niepochwalanych powszechnie cech i zachowań.
Wypieramy ze swojej świadomości takie zachowania jak kłamstwo czy oszustwo, aby gloryfikować i podkreślać na każdym kroku naszą empatię i dobroć. Odwracamy wzrok od niewygodnej prawdy. Aby nas za bardzo nie bolało.

Niestety musimy zaakceptować fakt, że jesteśmy po części egoistami czy też bardziej dobitnie rzecz ujmując – złymi ludźmi. Co jest pocieszające? Ano to, że nie jesteśmy nimi ciągle. A zdarzają się ludzie, którzy częściej są dobrzy. Hurra! Całe szczęście.

Pytanie: Jak im się to udaje? Odpowiedź jest nader prosta. Zaakceptowali siebie. W całości. I tę dobrą i tą złą stronę własnego „ja”.
Aby dokonać zmiany w sobie, trzeba najpierw zauważyć, gdzie należy popracować nad sobą. Gdy już zauważymy te cechy, zachowania bądź brak umiejętności; należy działać. Zaakceptować ich istnienie i zacząć je zmieniać, poprawiać.

Jeśli nie wiemy, że źle robimy, to nie jesteśmy w stanie się poprawić.

Jak odnaleźć to, co szwankuje w nas? Odpowiedź jest w pytaniu. W nas samych trzeba szukać. Nasza świadomość, podświadomość i nieświadomość, intuicja… wszystkie te zjawiska pomogą nam odnaleźć tego, co szukamy.

Wykorzystując wiedzę, jaką zdobyłam po przeczytaniu książki „Insight” zadałam sobie kluczowe pytanie. To taka technika szukania odpowiedzi w sobie. Zapytałam siebie, czego potrzebuję teraz. Miałam to pytanie zapisane na karteczce, w notesie i na pulpicie komputera i na tapecie komórki. Czytałam je wielokrotnie. Po kilku dniach odpowiedź do mnie przyszła.
Karmiłam młodego w nocy. Półprzytomna, w półśnie, w moim umyśle pojawił się jeden wyraz: wdzięczność. Wokół tego słowa zaczęłam rozmyślać: czy ja mam być wdzięczna za coś?; czy ktoś powinien być mi wdzięczny za coś?.
Doszłam do wniosku, że na oba pytania odpowiedź jest potwierdzająca. I?

Ja jestem niewdzięczna!? Na samym początku czujesz opór. Jak? Ja niewdzięczna? To nieprawda, przecież. Ale zagłębiasz się i dochodzisz do wniosku… no właśnie. Zaczynasz akceptować, że nie jesteś kryształowo przejrzysta i bez skazy. Ha! U mnie trwało to kawał czasu. Zanim, bez oporów przyznałam, że jestem (o borze szumiący!!) niewdzięczna.

Uff! Połowa (ta gorsza) drogi za mną. Teraz trzeba zadziałać. Bo przecież o to tu chodzi. Akceptujemy daną cechę, przyjmujemy to, że ona jest w nas. OK. To teraz co? Zmieniamy ją?… Ale, ale przecież akceptacja i tak dalej…hę?
W tym przypadku mi osobiście nie podoba się to, że jestem niewdzięczna i chcę to zmienić. To moja decyzja.
I działam w tym kierunku. Co robię? Najprostszą rzecz pod słońcem.

Dziennik wdzięczności. Codziennie zapisuję, za co jestem wdzięczna. Wielu rzeczy nie zauważamy, a wcale nie są takie oczywiste. Co na przykład? Zdrowie, możliwość spacerowania, Ba! Możliwość pokłócenia się z partnerem, aby później się pogodzić… i wiele, wiele innych rzeczy.

Bądźcie wdzięczni! Za co? Za życie. Po prostu.