Lubię ten czas…

with Brak komentarzy

Są rzeczy ważne i ważne… Trzeba nauczyć się wybierać, które rzeczy są tak naprawdę ważne.

Ale nie ważne, bo jest to przyjęte przez ogół. Ważne dla nas. 🙂

Dziś miałam do załatwienia parę spraw.  Wszystkie ważne, ale żadne nie było pilne. Do końca dnia jeszcze szmat czasu. Od ran bieganie…. najpierw przedszkole i lekarz. Odhaczone. Maleństwo zasnęło i co się okazało? Że mamy czas na długi spacer. Miałam po przyjściu do domu jeszcze poćwiczyć na macie (akcja: „21 dni na macie”), porobić trochę kursu programowania, napisać dla Was post i przygotować obiad. Ale zostaliśmy w parku.

Lubię tę porę roku, która nie jest już latem, ale jesienią też jeszcze nie jest. To przejście ma coś w sobie ze wyczuwalnej na każdym kroku kruchej równowagi – taki constans.
Wyszliśmy dziś od neurologa i maleństwo zasnęło. Szybie zakupy, W pewnym momencie zatrzymałam się. Gdzie tak gnamy? Przecież poza umówioną wizytą, która się odbyła, resztę zadań na dziś mogę zrobić, zdecydowanie nie śpiesząc się. Bo nie ma po co. Żaden termin nie goni.
Zwolniłam krok. Skierowałam się do parku. Już pierwsze chwile dały mi odczuć, jak bardzo nakręcona i napięta byłam.
Szum fontann, słońce prześwitujące przez poruszające się liście drzew. Widzicie to? Słoneczne plamy na trawnikach, daleki głos kaczek na stawie. Wdech ….. i ….. wydech. Ramiona same zaczynają się opuszczać, spięcie odczuwalne od rana, gdzieś już minęło. Korony drzew tworzą nad głową sufit katedry. Kiedy ostatnio patrzyliście do góry?
Ludzie w tym biegu patrzą tylko pod nogi. Zauważyliście? Nie wolno im się rozglądać na boki ani spojrzeć do góry. Bo to rozproszyłoby ich.
Lekki wiatr porusza gałęziami. Na kasztanowcach pojawiły się ich owoce. Już niedługo na całej alejce będą poniewierać się kasztany. Nieodłączny znak przemijania. Lubię, jak w takt niesłyszalnej dla nas muzyki natura przeobraża się ciągle i ciągle.
Maleństwo śpi. Wiadomo, najlepiej się śpi pośród natury. Odgłosów ptaków i ocierających się o siebie konarów. Jednym z najlepszych miejsc blisko naszego domu to park. Spędzamy w nim mnóstwo czasu. To jedyne miejsce, w którym nie słyszymy przejeżdżających samochodów, wszelkie wydzieliny z kamienic tam nie docierają i można spacerować bez końca.

Już niedługo nastanie polska złota jesień. Oby była łaskawa. Piękna. 🙂 Trzeba się cieszyć tym, co jest teraz.

A inne obowiązki? To nie zające, aby nam uciekały. Już prawie wszystkie nadgonione. 🙂 A ja dotleniona i zrelaksowana.