Wewnętrzna moc

with Brak komentarzy

Ileż to razy ma się ochotę to wszystko piznąć w kąt i po prostu sobie pójść?

Człowieka doprowadza do granic cierpliwości wszystko wokół.

 

Płaczący z niewiadomego powodu niemowlak, skaczący na głowę czterolatek, lejący się z nieba skwar… co jeszcze?

Jestem cierpliwa. Oj, dużo we mnie cierpliwości, ale czasami jak wszystko się skumuluje w jednym czasie – wybucham. Nie ma, że boli. Jestem wtedy bardzo nieprzyjemna, a wręcz brzydka i złośliwa. Gadam, co na język ślina przyniesie. Dostaje się każdemu.

Czy mam później wyrzuty sumienia? Jak każdy normalny człowiek. Taka jestem. Czasami wybucham. Nie wypieram się nieprzyjemnych faktów. To, że skutkiem tego niekontrolowanego wybuchu, bo zbyt długo chowałam ogrom złych emocji i przykrych rzeczy, są popsute humorki… to trudno. Taka jestem. Nie udaję kogoś, kim nie jestem.

Staram się pokazywać całe spektrum moich nastrojów i faktów dotyczących mojego życia. Te drugie są mocno ocenzurowane. Nie dlatego, aby stwarzać lukrowane alter ego. Po prostu uważam, że pewnych rzeczy nie powinno się udostępniać bez ograniczeń. To nie służy dobrze nikomu.

Wiele w życiu mnie spotkało. Wiele dobrego, ale też wiele złych i niemiłych rzeczy. Z każdego takiego zdarzenia starałam się wyciągnąć wnioski na przyszłość. Teraz już wiem, że bagaż emocjonalny może dużo bardziej przygniatać do ziemi niż jakiekolwiek inne ciężary.

Przetrwałam okresy, gdy nikt we mnie nie wierzył. Prócz mnie. Dałam radę. Jestem w takim miejscu w życiu, że mogę świadomie powiedzieć – przetrwam wszystko, co mnie spotka.

Nikt nie mówił, że życie jest proste i przyjemne. Zawsze jest jakaś alternatywa. Jakaś możliwość, której nie zauważamy na pierwszy rzut oka. To był bardzo ciężki dla mnie dzień. Ale już minął. Nauka na przyszłość? Ciągle muszę się zmagać z przeciwnościami.

Jest środek nocy. Powinnam spać. Jutro będę się słaniać na nogach. I jeszcze ten upał… wrrrr… Ale! Piszę do Was. Piszę, aby podnieść na duchu. Każdy z nas ma pokłady mocy. Trzeba je tylko uaktywnić.

Możesz cały dzień krzyczeć i płakać, że los czy inna siła sprawcza, z Ciebie zadrwił. Możesz złorzeczyć i wygrażać.

Kiedy przyjdzie noc, to wszystko staje się całkowicie nieważne. Za parę godzin powitasz kolejny dzień, w którym masz możliwość zadrwić z losu. Skrzywdzonych przeprosisz, a tym którym się należało, poślesz obojętne spojrzenie.

Masz tę wewnętrzną moc, aby przetrwać kolejny i kolejny zły dzień. Całe szczęście nie jest ich zbyt dużo.