Ja, która nigdy nie rodziła.

with Brak komentarzy

Nadszedł ten dzień, w którym chcę się podzielić ze swoja historia porodu. Żeby było dosadniej – będzie o cesarkach razy dwa.

Nadszedł ten dzień, w którym chcę się podzielić ze swoja historia porodu. Żeby było dosadniej – będzie o cesarkach razy dwa.

Co mnie zainspirowało, aby ten niełatwy temat poruszyć?

Historia blogerki jak to strasznie przeżyła poród swojego jedynego syna. W swoim wpisie zaznaczyła jakim koszmarem okazał się jej poród i dlaczego będzie miała tylko syna.( blog nazywa się: www.wyrwanezkontekstu.pl)

Broń bosze to nie sarkazm ani kpina. Historia jest jedną z wielu, jakie słyszałam. Traumatyczne przeżycie.

Jak to było ze mną? Nie wesoło, bo nastawiałam się na coś odwrotnego.  Za pierwszym i drugim razem.

Gdy rodziłam starszaka, CC robili, ponieważ zagrożenie martwicą wewnątrzmaciczną  było zbyt wielkie. Za co w sumie dziękuję lekarzowi, bo (nie oszukujmy się) zawsze chodzi o życie i zdrowie dziecka. Przynajmniej ja tak to odczułam. Gdyby nie niknące tętno małego – pewnie cały następny dzień byłabym na oksy i już. Ale wody odeszły zbyt dawno i próbowali wywołać skurcze…które nie nadchodziły. Najgorsze było to, że nastawiłam się, że będzie tylko i wyłącznie SN. To, do dzisiaj siedzi mi w głowie. Poczucie, że ciało mnie zawiodło, zdradziło. Że nie dałam rady.

Jakie konsekwencje po CC? Ha! Wierzcie mi, że to boli. Jeśli ktoś decyduje się na CC ( ja nie miałam niestety wyboru 😐 ) to niech nie liczy, że mniej zaboli. Tak, sama operacja jest znieczulana, aczkolwiek uczucie wyciągania dziecka jest bardzo osobliwe i raczej nieprzyjemne.

Dochodzenie „po” również nie jest ekspresowe. Minimum 6 godzin na pooperacyjnej, a później każdy ruch okupiony bólem. Szczerze? Ja mam wysoki próg bólu, dałam radę, ale jakim kosztem? Jeszcze dobre pół roku po operacji, jak się zapomniałam, to zarwało mnie nieźle „w środku”.

W drugiej ciąży moja gin zapowiedziała mi bez ogródek, że poród będzie przez cięcie. Naczytałam się o porodzie SN po CC i co? Blizna zbyt cienka, krwiak na macicy, i jeszcze parę innych rzeczy po drodze. To wszystko rozwiało moją nadzieję na SN.

Z drugiej strony, nasłuchałam się, jak to się zmusza do porodu SN pomimo skierowania na cesarkę. Tego się obawiałam najbardziej. Tak jak za pierwszym razem odeszły mi wody, ale jakiś tam skurcze się pojawiły. Znów, wbrew rozsądkowi zrodziła się moja nadzieja na SN. Zabiła ją bardzo szybko położna na porodówce. Z tymi skurczami, aby się coś rozhulało, musiałabym działać tak 24 godziny, a po odejściu wód jest to bardzo niebezpieczne dla dziecka. Za każdym razem dobro dziecka personel stawiał na pierwszym miejscu. Ja byłam później brana pod uwagę. Choć i tak napędziłam im trochę stracha.

Po operacji byłam: wściekle głodna i spragniona. Inaczej niż za pierwszym razem. Dwa dni na sucharkach i wodzie….wrrrrr…. zabawnie? Nie wydaje mi się. Poza tym karmienie piersią na starcie miałam utrudnione. Ze starszakiem pokarm dostałam dopiero na trzecią dobę i od razu miałam po górkę. Tak na dobrą sprawę tylko przez moją upartą naturę karmiliśmy się tak długo.

Za drugim razem (byłam już mądrzejsza) pokarm pojawił się w drugiej dobie. Jak tylko przeniesiono mnie na zwykłą salę mały wisiał mi na piersi i nie oddawałam go na oddział noworodkowy prawie wcale. Jedynie, gdy szłam pod prysznic albo do toalety, mały był pod opieką pielęgniarek.

Co jeszcze? Nie odczułam jakoś, szczególnie że mnie potępiają za moją cesarkę.

Raz je nastraszyłam na sali pooperacyjnej. Byłam podłączona do aparatury monitorującej, na której ustawiły alarm na normalne ciśnienie. Za od zawsze mam niskie ciśnienie. 100/70 lub 60 to dla mnie norma. Wtedy spadło jeszcze bardziej – na 90/60. W środku nocy….. 🙂 Wyobraźcie sobie ich miny, gdy mnie budziły. Ja tylko wymamrotałam, że to moje normalne ciśnienie. W sumie po tym wyłączyły monitor, choć nie powinny.

Nie mam jakieś wielkiej traumy, jeśli chodzi o poród. Raczej żal do siebie i losu, że nie było mi dane. Że z konsekwencjami cesarek mogę się jeszcze długo, długo borykać. Ból kręgosłupa, tkliwość blizny, kłucie w głębszych partiach… Ostatnio w ogóle dowiedziałam się, że połóg po CC trwa UWAGA! 12 tygodni, a nie 6. Oraz że powinnam również udać się do fizjoterapeuty kobiecego. Samo zagojenie się skóry po cięciu to dopiero wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią czają się różne możliwe dolegliwości.

Jeśli ktoś chce CC na życzenie to proszę bardzo. Ale trzeba do tego podejść świadomie. U nas w szpitalu nikt nie zmusza kobiet do SN, jeśli mają wskazania medyczne. Personel to podstawa. Aczkolwiek mam trochę do zarzucenia w kwestii karmienia piersią ( podawanie mm bez wiedzy i zgody matki), zwłaszcza gdy dotyczy to porodu przez CC.

Czy to były dobre porody? Nie takie jak chciałam. Ale dzieci mam zdrowe. To, że odbiją się na moim zdrowiu i kondycji fizycznej,  jest mniej istotne. Takie są matki.

Jedynie co za każdym razem boli to głupie komentarze, że nie rodziłam. Że dzieci same się urodziły, że po prostu je wyciągnięto ze mnie. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że taka operacja odbija się i na mnie i na dzieciach. Niestety.(:-(

Ale o tym innym razem.