Kumulacja

with Brak komentarzy

Jedno słowo za dużo. Krzywe spojrzenie spod drwiących brwi. Mimochodem puszczony ironiczny uśmieszek.

Wszystko to może stać się punktem zapalnym. Punktem, od którego poczujemy, że rozsypujemy się na maluteńkie kawałeczki. Niemożliwe do złożenia z powrotem.

Wiecie o czym mowa? Hormony szaleją, wszystkie zasady organizacyjne w domu trzeba ustalać na nowo i jeszcze masa „ciotek dobra rada” MUSI powiedzieć co sądzi. I już!

Baby blues. Niby każda z nas to ma. Niby każda przechodzi przez to. Niby to jest normalne. Ale wiecie co? Czucie się źle, nie jest normalne. Każdy spadek nastroju powinien być obserwowany. Dlaczego? Bo jak każdy baby blues przechodzi sam, tak depresja poporodowa już nie.

Nie, nie cierpię na depresję. Całe szczęście….ufff. Co nie zmienia faktu, że można lekceważyć sobie jej pierwsze objawy.

A z mojego podwórka? Standard, jeśli chodzi o cesarkę. Usłyszałam całkiem niedawno (od osoby, która powinna – tak mi się wydawało – mnie wspierać), że nie wiem, co to znaczy urodzić. Dlaczego? Bo nie chodziłam dwanaście godzin ze skurczami. Zabawne, prawda? Chciałabym się z nią zamienić. Niech zobaczy jaka cesarka jest fajna i jak bardzo nie boli.
Drugi tekst, który tylko jeszcze bardziej obniżył mój nastrój, był natury dochodzenia do siebie po ciąży. W ciąży przybierał mi właściwie tylko brzuch i biust. Super? Średnio. Na takie postawienie faktu ta osoba, ta sama od pierwszego tekstu o rodzeniu, stwierdziła, że nie zgubię tego brzuszka, bo ona też tak miała. A wiecie co?  Jest trzy tygodnie po porodzie: ważę już o 11 kg niż w czasie porodu, a brzuch z obwodu mocno ponad 100 cm teraz jest ok.80 cm. A co najważniejsze: ciągle chudnę w pasie i gubię kilogramy.
Po co to piszę? Bo w połączeniu z niewyspaniem, skokami hormonów i ogólnym rozgardiaszem w codzienności, takie właśnie opinie mogą stać się zapalnikami choroby.

Każda z nas inaczej przechodzi baby blues. Za pierwszym razem przeszłam go w miarę ulgowo. Jedynie co to płakałam po nocach. Z niewyspania i z powodu mojego (głupiego przekonania), że nie jestem w stanie wykarmić starszaka. On płakał, a ja razem z nim.
Obecnie niestety słyszę głupie teksty, ale udaję, że one mnie nie dotyczą. Tak, mam nie raz ochotę czymś rzucić w owe osoby, albo bardzo niecenzuralnie się wypowiedzieć. Ale się powstrzymuję. To też nie jest dobre, bo trzymam to w sobie i w pewnej bliżej nieokreślonej chwili, może to wszystko ze mnie wyjść. Całkowicie niekontrolowane. Komu się oberwie? Nie wiem.

Jest jeden sposób, który mi aktualnie pomaga. To aktywność fizyczna. W czasie można, a nawet trzeba ćwiczyć. Muszą to być odpowiednie ćwiczenia, nieforsowne. Nawet ja, po cesarce mogę trochę się poruszać. Plus oczywiście spacerki. Ale trzeba pamiętać, że we wszystkim trzeba mieć umiar.

Głowa do góry i marsz do parku na spacerek. W głowie się przejaśni, a głupie myśli wygoni wiatr. Na zdrowie. I te fizyczne, jak i psychiczne.